Pierwszy singel w historii rocka

0
123
borowiec1429
REKLAMA

6 lipca 1954 roku w Memphis 19‑letni Presley odbywał w studiu Sama Phillipsa sesję nagraniową, w której towarzyszyli mu gitarzysta Scotty Moore oraz basista Bill Black. Pierwszą zarejestrowaną wówczas piosenką była popularna ballada country I Love You Because. W trakcie przerwy w sesji nagraniowej Elvis pokrzepiony coca‑colą (tak donoszą źródła, ale kto wykluczy chwyt reklamowy) sięgnął po gitarę i zaczął śpiewać stary przebój Arthura Crudupa – That’s All Right, Mama. Bill i Scotty przyłączyli się do niego spontanicznie.
Piosenka, która została wykonana dwa razy szybciej niż pierwowzór, zelektryzowała Phillipsa. Włączono mikrofony, a muzycy wykonali utwór raz jeszcze. W efekcie aranżacji – jak pisał o tym Leszek Strzeszewski w książce Elvis – prosta piosenka bluegrassowa przekształciła się w rytmiczny utwór rockabilly. Ponoć właściciel studia, Sam Phillips, śmiejąc się zza swojego mikserskiego pulpitu, mówił: teraz brzmi to jak piosenka pop. W odpowiedzi na to Bill Black miał zamruczeć: Brzmi tak, jakby śpiewał to jakiś przeklęty czarnuch. Był to komplement, ale też w tamtych czasach, zwłaszcza na konserwatywnym Południu, było to spostrzeżenie wynikające z podziału muzyki rozrywkowej na białą i czarną, adresowaną osobno do białych i czarnych odbiorców.
Jednak Phillips doskonale czuł, że znalazł to, czego szukał, i mówił: To jest to, mamy przebój. Nie mylił się. Tak oto w wyniku „coca‑colowego” natchnienia dokonano nagrania, które stało się pierwszym krokiem Presleya na drodze do sławy.
W dalszej części sesji opracowano starą piosenkę country, kompozycję Billa Monroe’a – Blue Moon Of Kentucky, która, jak się wkrótce okazało, została umieszczona na drugiej stronie singla.
Mimo że piosenka That’s All Right, Mama w wykonaniu Elvisa wszystkim w studiu przypadła do gustu, to każdy, a zwłaszcza Phillips, zdawał sobie sprawę ze sporego kłopotu. To nie była czysta muzyka country, nie był to też lekkostrawny pop, co najwyżej pewien rodzaj rhythm and bluesa. Co by jednak nie mówić, problem był, bo oto na amerykańskim Południu „kolorową” piosenkę wykonywał biały piosenkarz. A jak by nie było, zdecydowana większość białych prezenterów radiowych nie chciała wtedy nawet myśleć o „czarnej muzyce”, a co dopiero o emitowaniu jej na antenie. Zresztą, podobny stosunek do „białej muzyki” posiadali czarnoskórzy Amerykanie.
W rhythm and bluesie specjalizował się jednak Dewey Phillips (zbieżność nazwisk z Samem) – „biały” dj, który na falach stacji WHBQ w ramach programu Red, Hot And Blue prezentował od czasu do czasu czarnych piosenkarzy. Nawisem mówiąc, kilka lat później Dewey Phillips uznany został za pionierskiego dj’a w dziejach rock’n’rolla.
Jak można przeczytać we wspominanej książce Elvis: Dewey nadał w swoim radio That’s All Right, Mama po raz pierwszy o 9.30 wieczorem. Tuż potem rozpoczęło się lokalne trzęsienie ziemi, rozdzwoniły się telefony i nadeszły telegramy. W efekcie piosenka wyemitowana została jeszcze trzynastokrotnie.
Po kilku godzinach w wyniku presji słuchaczy trzeba było przyprowadzić Elvisa do pobliskiego kino‑teatru, aby pokazać go rozentuzjazmowanej publiczności. Elivs był przerażony. Nie potrafię udzielać wywiadów. Nie mam o tym zielonego pojęcia – mamrotał. Dewey Phillips uspokajał go słowami: Nie gadaj nic, tylko wyjdź i pokaż im się. Chodziło o to, że większość osób telefonujących do radia była święcie przekonana, że Elvis jest czarnym piosenkarzem. Na sali kinowej mogli się jednak przekonać, że to biały nastolatek.
Singel z piosenkami That’s All Right, Mama i Blue Moon Of Kentucky w pierwszym tygodniu po wydaniu tylko w Memphis rozszedł się w ilości siedmiu tysięcy egzemplarzy, natomiast w konserwatywnym regionie sprzedano go trzy razy więcej. W końcu lipca singel uplasował się na trzeciej pozycji Memphis Country Music Chart. Taki stan rzeczy kompletnie zaskoczył nieprzywykłych do tego rodzaju muzyki radiowych prezenterów, którzy, nawiasem mówiąc, uważali Presleya za piosenkarza zintegrowanego rasowo.
Piosenka, co prawda, okazała się tylko hitem lokalnym, ale i tak na stałe weszła do rock’n’rollowego kanonu. Według znawcy tematu, dziennikarza Dave’a Marsha krystaliczne, świetnie zbalansowane brzmienie, ciągle obecny bas Billa Blacka oraz gitara Moore’a, a zwłaszcza solo, nadały utworowi fundamentalnych cech dla rock’n’rolla.
W 2004 roku utwór został sklasyfikowany na 112. miejscu listy 500 utworów wszech czasów magazynu Rolling Stone.

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments