Pół wieku Perły

0
73
Fonograf Krzysztofa Borowca
REKLAMA

W styczniu 1971 roku firma Columbia wydała płytę Pearl, ostatnią zarejestrowaną za życia przez Janis Joplin. To najcenniejsze fonograficzne dokonanie tej niezapomnianej artystki, jej opus magnum.

Producent albumu, Paul A. Rothchild, stwierdził przed laty: Myślę, że jest to najlepszy album Janis Joplin. Myślę też, że to prawdopodobnie mój najlepszy album. Sądzę, że to jedna z najwspanialszych płyt jakie powstały w latach sześćdziesiątych. Uważam, że jest cudowna.
Trzeba przyznać, że na ponadczasową wartość płyty wpłynęła znakomita relacja między Janis a Paulem Rothchildem. Relacja ta zaowocowała szczególnym rodzajem chemii twórczej. Przy tym wszystkim Paul sporo rozmawiał z Janis o tym jak powinna używać swojego niezwykłego głosu i jakie techniki wokalne stosować, by za kilka lat tego głosu nie stracić (szkoda, że w przypadku rychłej śmierci artystki na niewiele się to zdało). Janis była zachwycona, a nawet dumna, zwłaszcza wtedy, gdy usłyszała od Rothchilda, że jest jedyną znaną mu kobietą, która mogłaby zostać producentem nagraniowym.

REKLAMA

Janis paliła się do pracy w studio, tym bardziej że większość materiału czekała tylko na rejestrację. Wśród piosenek do wydania na Perle miała takie, nomen omen perełki, jak Me And Bobby McGee Krisa Kristoferssona, Get It While You Can Howarda Tate’a, czy choćby Trust Me, którą specjalnie dla niej napisał Bobby Womack.
Podczas wytężonej pracy nad płytą wydawało się, że Janis zechce się wreszcie ustatkować, tym bardziej że była zaręczona. Niestety, tak się nie stało. O braku poważnej refleksji dotyczącej trybu życia mówi zdjęcie umieszczone na okładce płyty, na którym całkiem wyluzowana Joplinka (tak się przynajmniej wydaje) siedzi rozparta na wiktoriańskiej sofie, a w rękach trzyma swoich nieodłącznych towarzyszy – drinka i papierosa.
Na Pearl znalazło się 10 świetnych utworów. W książce 1001 albumów muzycznych Jim Harrington, krytyk i recenzent (m.in. magazynu Rolling Stone) tak napisał o płycie: Zaczynając od szturmu zespołu Full Tilt Boogie w piosence „Move Over” i kontynuując w smutnym „Cry Baby”, Joplin demonstruje oszałamiającą wokalną różnorodność, wypełniając swoje słowa wyczuwalnym dramatyzmem i pasją. Słuchając akordów w „A Woman Left Lonely”, trudno nie pokusić się o porównanie z tak wielkimi postaciami jak Bessie Smith. Joplin wiedziała też jak dobrze się bawić – świadczą o tym piosenki „Me And Bobby McGee” i „Mercedes Benz”. A przecież są tu jeszcze tak świetne utwory jak My Baby, Trust Me, czy pełen dramatyzmu, szalenie sugestywny finałowy Get It While You Can.

Zważywszy na tragiczne fakty, najbardziej wzruszającym kawałkiem pozostaje jednak Buried Alive In The Blues, w którym Joplin nie zaśpiewała ani słowa. Partii wokalnej nie zdążyła już nagrać. Z utworem tym wiąże się historia, którą w książce Perła. Obsesje i namiętności Janis Joplin przedstawił Ellis Amburn. Otóż, kiedy ukończono osiem piosenek, a Janis wykonała ostateczne wokale do pięciu z nich oraz robocze do trzech, stwierdzono, że na longplayu jest jeszcze miejsce na dwie piosenki. Niestety, więcej materiału nie było. Ponoć przez dwa dni Janis, zespół i producent siedzieli w studio bezradnie patrząc na siebie. W końcu Janis wpadała na pomysł i zadzwoniła do swojego starego kumpla Nicka Gravenitesa. Chociaż Nick miał pomysł na tylko jedną piosenkę, uprosiła go, aby przyleciał do Los Angeles. Kiedy przybył, natychmiast rozpoczęli pracę w studio. Nick pracował na gorąco, bo miał ukończone tylko dwie zwrotki. Nauczył jednak swoją przyjaciółkę tekstu a sam pracował z zespołem nad warstwą muzyczną. Muzykę w miarę szybko zarejestrowano, niestety Janis już nie zaśpiewała. Walcząc ze swoimi kompleksami, uciekając od samotności i nieustannie poszukując miłości – 4 października 1970 roku, w hotelowym pokoju wykonała ostateczną, nie do końca zawinioną przez siebie, heroinową jazdę w zaświaty.

Joplin pozostawiła po sobie piosenki zaśpiewane z niezwykłym żarem, ale też, kiedy temat tego wymagał, z przejmującą tkliwością. Jej sztukę wokalną zawsze wspierały emocje płynące z serca, a śpiewała w stylu, który w jednym z wywiadów określiła tasiemcowym, wymyślonym na poczekaniu terminem: blues-rock-soul-blues-rock. Styl ten do dziś pozostaje jedną z najbardziej fascynujących prób stworzenia białego odpowiednika najwartościowszych czarnych wzorców interpretacyjnych.
Perła w Stanach Zjednoczonych została sprzedana w ilości 4 milionów egzemplarzy. Pokryła się tam czterokrotną platyną. Do dziś stanowi niezbity dowód na to, że Janis jeszcze przez długie lata mogła dzierżyć berło królowej bluesa i rocka.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o