Pół wieku płyty Morrison Hotel

0
470

9 lutego minęło pięćdziesiąt lat od wydania Morrison Hotel, piątego albumu w studyjnej dyskografii The Doors. Krążkiem tym zespół powrócił do czołówki ówczesnego rocka.

Gdy album się ukazał, byłem bawiącym się w wojnę smarkaczem z peerelowskiego blokowiska. Minęło więc sporo czasu zanim do niego dotarłem. Wcześniej jednak, jako buszujący w muzyce nastolatek, poznałem i polubiłem Roadhouse Blues, a zwłaszcza już Waiting For The Sun, który przez długie lata plasował się w gronie moich ulubionych numerów zespołu i chyba nadal takim pozostał.
Wcześniejszy album The Soft Parade uznano za rozczarowanie i być może dlatego właśnie piąty krążek stał się mocnym wydawnictwem stanowiącym powrót do rhythm and bluesowych korzeni zespołu.
Tytuł płyty, wg Jerry’ego Hopkinsa i Danny’ego Sugermana – autorów książki Nikt nie wyjdzie stąd żywy, pochodził od prawdziwego hotelu położonego na przedmieściach Los Angeles. Według innych źródeł obiekt był usytuowany przy South Hope Street, w centrum tego miasta. Przybytek, w którym nocleg kosztował dwa i pół dolara, wypatrzyli Ray Manzarek i jego żona Dorothy, gdy w jeden z weekendów jeździli po mieście.
Hotel, którego frontowa szyba widnieje na okładce (autorem fotografii był Henry Diltz), stanowił charakterystyczny elementem ówczesnego pejzażu Ameryki. Warto tu dodać, że na tylnej okładce znalazła się fotografia Hard Rock Cafe – lokalu przy pobliskiej ulicy East 5th Street. Stąd też, jak chcą „ortodoksyjne” opracowania amerykańskie, pełny tytuł płyty brzmi Morrison Hotel/Hard Rock Cafe.
Utwory, które wypełniły album powstawały szybko. Sesje nagraniowe były realizowane w studiach firmy Elektra w Los Angeles i trwały od listopada 1969 do stycznia 1970 roku. Morrison, któremu pozostawało wtedy zaledwie kilkanaście miesięcy życia, przychodził na nagrania mocno wstawiony i zdarzało się, że rejestracja jego wokalu trwała całą noc.
Zdecydowaną większość materiału zrealizowano właśnie w tamtych miesiącach, ale były wyjątki. Indian Summer zostało nagrane w sierpniu 1966 roku, podczas sesji do pierwszej płyty The Doors (dodatkowy pogłos jest tu słyszalny w wokalu Morrisona), a Waiting For The Sun zarejestrowano w marcu 1968 roku, w trakcie prac nad trzecim albumem zespołu.
Rozpoczynający album utwór Roadhouse Blues, który w pierwotnej wersji miał nadać tytuł całemu krążkowi, opowiadał (podobnie jak inne utwory) o Pameli Courson, partnerce Morrisona. Jim używał w nim zdań, które powtarzał ponoć wielokrotnie, gdy Pamela prowadziła samochód. Trzeba przyznać, że muzycznie kawałek miał ikrę, świetny drive i solidny rhythm and bluesowy power. Wszak nie bez przyczyny tak chętnie sięgnęli po niego inni wykonawcy (Blue Öyster Cult, Frankie Goes To Hollywood, Status Quo). Przy okazji warto wspomnieć, że w nagraniu utworu wzięli udział: bluesowy gitarzysta Lonnie Mack na basie oraz ukrywający się pod pseudonimem G. Puglese – John Sebastian (lider zespołu The Loving Spoonful) na harmonijce. W trakcie sesji, co jest swego rodzaju ciekawostką, Ray Manzarek zamienił pianino Wurlitzer na klawisze używane przez zespół The Beach Boys przy nagrywaniu hitu Good Vibration.
Wróćmy jednak do Pameli. O miłości do niej Jim zaśpiewał w Blue Sunday (A teraz znalazłem moją dziewczynę), poświęcił jej piosenkę Queen Of The Highway (Ona była księżniczką, królową autostrady). W pewien sposób również piosenka Spy, która nawiasem mówiąc miała nosić tytuł Spy In The House Of Love, odnosiła się do Pameli.
Niespokojny funkujący utwór Peace Frog – jak pisał o tym John Tobler – odbijał echem społeczne niepokoje tamtych czasów i wspominał New Heaven, gdzie aresztowano Morrisona na scenie. W Peace Frog niemal każdy wers zaczynał się słowem „krew”, często odnosząc się do „krwi na ulicach”. Stukoczące, napędzane klawiszami Peace Frog – według Toblera – to Morrison w swoim najlepszym wydaniu. Przy czym, co warte uwypuklenia, inne piosenki Jim zaśpiewał łagodnie, tak było w Blue Sunday, wijącym się The Spy oraz Indian Summer, pięknej balladzie, której falująca linia basu przypominała opus magnum Doorsów – The End.
Morrison Hotel osiągnął czwartą pozycję na liście bestsellerów magazynu Billboard, został też najbardziej docenionym albumem grupy w Wielkiej Brytanii, gdzie dotarł do pozycji 12.
Dave Marsh, znakomity krytyk muzyczny, nazwał album najbardziej dojmującym rock and rollem, jaki kiedykolwiek słyszał. I dodawał: Kiedy są dobrzy, są po prostu nie do pobicia. Wiem, że to najlepsza płyta, jakiej słuchałem do tej pory. Magazyn Circus ocenił Morrison Hotel jako prawdopodobnie najlepszy album The Doors i zarazem jeden z najlepszych tamtej dekady.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o