Pół wieku Sticky Fingers

0
54
REKLAMA

Fonograf - Sticky FingersW miniony piątek minęło dokładnie 50 lat od ukazania się Sticky Fingers – dziewiątego albumu (w Wielkiej Brytanii) zespołu The Rolling Stones. Rocznica jest na tyle okrągła, a krążek na tyle legendarny, że po latach powracam doń raz jeszcze.
Sticky Fingers osiągnął pierwsze miejsce na brytyjskiej liście bestsellerów w maju 1971 roku i pozostawał tam przez cztery tygodnie. W połowie czerwca ponownie wrócił na top. W Stanach Zjednoczonych stał się numerem jeden zaledwie w ciągu kilku dni od wydania i podobne jak na Wyspach lokował się na szczycie przez cztery tygodnie. W ankiecie na najlepszy album roku sporządzonej przez krytyków prestiżowego amerykańskiego tygodnika The Village Voice uplasował się na pozycji drugiej.
Za sprawą okładki krążek stał się nie tylko muzycznym, ale także artystyczno-obyczajowym wydarzeniem. Autorem projektu był mistrz pop-artu, szaman nowojorskiej bohemy – Andy Warhol. Jego pomysł zapewnił płycie stałe miejsce w historii rockowej grafiki.
Okładka przedstawiała fragment męskiej sylwetki (od pasa do połowy ud) ubranej w jeansy ze skórzanym paskiem. Do zdjęcia pozował aktor awangardowych filmów Warhola – Joe Dallesandro. W rozporku jeansów wstawiony był prawdziwy zamek błyskawiczny, po rozpięciu którego ukazywała się soczysta czerwień wielkiego języka wydrukowanego na obwolucie płyty. Ów jęzor stanowił nowe logo zespołu, które po raz pierwszy zaprezentowane zostało na wydanym tydzień wcześniej singlu Brown Sugar promującym płytę.

REKLAMA

Ten mocno energetyczny utwór, stanowiący powrót do pierwotnego rock and rolla, otwierał Sticky Fingers. Z nim jednak było też trochę problemów, wynikających nie tylko z tytułu, ale także z tekstu: Brązowy cukiereczku – jak to jest, że tak bardzo smakujesz. Brązowy cukiereczku – właśnie tak, jak powinna smakować młoda dziewczyna. Kapelę, a w szczególności Micka Jaggera zaatakowano za seksizm, rasizm i antyfeminizm. Nie przeszkodziło to jednak temu, że kawałek bardzo szybko dotarł na czoło list przebojów po obu stronach Atlantyku.
Drugim numerem na płycie był Sway, skomponowany jak i wszystkie inne, z wyjątkiem You Gotta Move, przez spółkę Jagger-Richards.
Wild Horses z kolei, jako nastrojowa ballada to autentyczna, kameralna perełka, zaśpiewana przy akompaniamencie gitary akustycznej. Piosenka była ponoć adresowana do kręcącej się blisko Keitha Richardsa Anity Pallenberg, gotowej też zająć miejsce Marianne Faithfull u boku Micka Jaggera. Wild Horses to niewątpliwie najbardziej znany nastrojowy kawałek Stonesów z tamtej dekady, obok – rzecz jasna – dwa lata późniejszego hitu Angie.
Czwartym na krążku był tryskający rock and rollową ekspresją, transowy, ponad siedmiominutowy I Can’t Hear Your Knocking. Świetny, szalenie energetyczny utwór, dla wielu najlepszy na płycie.

Tu słów kilka o muzykach. Obok stałego składu z tamtych lat, czyli Jaggera, Richardsa, Wymana i Wattsa, zagrał wyborny gitarzysta Mick Taylor, wówczas piąty Stones, którego obecność, stanowiąca wyzwanie dla Richardsa, brzmieniowo w dużym stopniu wzbogaciła krążek. Ale to nie wszystko. Na płycie znalazły się znakomite dęciaki z saksofonem Bobby Keysa na czele, świetne klawisze Billy’ego Prestona, Iana Stewarta i Nicky’ego Hopkinsa. Słychać też charakterystyczną gitarę Ry’a Coodera.
Bil Wyman powiedział niegdyś, że płyta Sticky Fingers to powrót do bluesa, z którego Stonesi powstali. Jak blisko bluesa znalazł się zespół dowodziły kompozycje You Gotta Move oraz I Got The Blues.
Przedzielał je kolejny ostry hicior Bitch. Po czym następował jeden z moich ulubionych numerów – narkotyczny Sister Morphine. Wartości utworowi przydała grająca w tle absolutnie niepowtarzalna brzmieniowo gitara Ry’a Coodera.
Kolejny, nieco ironiczny kawałek – Dead Flowers pokazywał, że okolice country rocka Stonesom również nie były obce.
Stosowne ukoronowanie całości stanowiła pobrzmiewająca orientalnymi reminiscencjami kompozycja Moonlight Mile.

Minęło pięć dekad. Czy czas zweryfikował wartość płyty? Nawet jeśli, to tak, że dodatkowo pokryła się ona szlachetną patyną.
W 1994 roku zajęła dziesiąte miejsce w rankingu 1000 albumów wszech czasów Colina Larkina. W 2003 roku znalazła się na 63. miejscu listy 500 największych albumów wszechczasów magazynu Rolling Stone. Trzy lata temu, w retrospektywnej recenzji opublikowanej na łamach dziennika The Guardian, Alexis Petridis uznał Sticky Fingers za najlepszy album, jaki kiedykolwiek zespół wydał. Stwierdził przy tym, iż mniemanie Stonesów, że są największym rockandrollowym bandem na świecie, nie ma bardziej przekonujących dowodów niż 46 minut muzyki na tej płycie.

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze