Pół wieku „trójki” Zeppów

0
48
REKLAMA

Led Zeppelin5 października 1970 roku wydany został trzeci album zespołu Led Zeppelin. Był inny niż znakomite dwa pierwsze. Był krążkiem, który choć nie mógł się poszczycić wybitnym wynikiem komercyjnym, to jednak na zawsze pozostanie znaczącym osiągnięciem artystycznym.

Gdy byłem nastolatkiem, z pierwszych czterech, wielkich albumów Led Zeppelin, największy problem miałem z trzecim. W „trójce” nie wszystko mi odpowiadało. Oczywiście, że część kompozycji z typowym zeppelinowym powerem satysfakcjonowało mnie w stu procentach. Ba, na tej właśnie płycie zespół podarował mi cudowny blues i, jak się z czasem okazało, mój ulubiony utwór – Since I’ve Been Loving You. A jednak musiało upłynąć trochę czasu, zanim album doceniłem w pełni.
Przed laty John Tobler (autor ponad 20 książek o muzyce rockowej) napisał: Pierwsza strona albumu to spodziewany wysokooktanowy hardrock, ale zaskakująca druga strona została nagrana akustycznie (…). Płyta Led Zeppelin III pokazała nam zespół, który zdolny był grać i subtelnie, i heavymetalowo.
Wydana jesienią roku 1969 druga płyta bandu utrzymywała się w tamtym czasie ciągle wysoko w bestsellerowych zestawieniach. Jednak szefostwo wytwórni Atlantic zdecydowało, że kolejny krążek Zeppów ma ukazać się najpóźniej jesienią roku 1970.
Zanim zespół zabrał się do pracy nad „trójką”, odbył wyczerpującą trasę koncertową po Stanach Zjednoczonych.19 kwietnia, po finałowym koncercie w Las Vegas, Robert Plant zasłabł z wyczerpania. Nic więc dziwnego, że w następnym miesiącu wybrał się z Jimmym Page’em na wypoczynek, a potem też pracę w ustronnym miejscu – walijskiej wsi Bron-Y-Aur. Po latach tak opowiadał o tym uroczysku: Były gazowe lampy i nie było elektryczności, poza tą w naszych magnetofonach kasetowych.

REKLAMA

Muzycy napisali tam wspólnie kilka utworów, a następnie w kolejnym zacisznym miejscu, posiadłości Headley Grange w Hampshire, 19 maja kwartet rozpoczął nagrywanie trzeciego longplaya. Praca, możliwa dzięki użyciu przenośnego studia, trwała do połowy czerwca.
Niektóre utwory, jak np. Immigrant Song były już skomponowane wcześniej, inne, jak That’s The Way czy Bron-Y-Aur Stomp powstały w Walii. Sesje w Headley Grange zaowocowały mieszaniną ciężkich zeppelinowych rockerów i spokojnych akustycznych numerów, inspirowanych łagodnym kalifornijskim rockiem.
Płytę otwierała Pieśń immigranta. Obsadzała zespół w roli siejących spustoszenie i snujących opowieści o chwale Wikingów. Przewidywano, że kompozycja stanie się następczynią Whole Lotta Love. I, co by nie mówić, szybko stała się jedną z najbardziej uwielbianych przez fanów. Plant zaś, właśnie dzięki niej okazał się prekursorem „średniowiecznej” szkoły metalowych tekściarzy.
Następujący po Pieśni utwór Friends – pod względem budowy akustycznych akordów – był, jak określił to autor książki Młot bogów (Saga Led Zeppelin), Stephen Davis: bezwstydną zrzynką z Crosby Stills And Nash, wzorowaną na aranżacjach Tony’ego Viscontiego dla zespołu T.Rex. Davis dodawał przy tym: Ze swą mroczną orkiestracją i monotonnym śpiewem, było to ostatnie podejście Jimmy’ego do psychodelii. Friends kończył się akordami, wprowadzającymi Celebration Day, kolejny bojowy numer z wieloma gitarowymi ścieżkami.

Jako czwarty brzmiał nagrany na żywo w studiu, wspomniany majestatyczny Since I’ve Been Loving You – blues przechodzący w bluesowo zabarwioną, pełną dramatyzmu rockową kompozycję. Pierwszą stronę longplaya kończył gorący, mocny, uderzający mistyką Out On The Tiles.
Drugą, dziwnie akustyczną stronę natomiast, rozpoczynała kompozycja Gallows Pole, posiadająca jakby dwie warstwy: folkową z mandoliną i banjo oraz hardrockową z czadową sekcją rytmiczną.
Potem jednak, jak chcieli niektórzy, następowała „zdrada”, czyli akustyczne kombinacje. Najpierw brzmiał, zagrany z wykorzystaniem „pedal steel guitar” Tangerine, utwór, który Jimmy napisał jeszcze w czasach The Yardbirds. Potem był That’s The Way z pełną pogłosów gitarą, wzorowaną na nastrojowych nagraniach Neila Younga. Kolejny, czyli Bron-Y-Aur Stomp był luźnym skifflem z ostrym rytmem i delikatnie grającym Johnem Bonhamem.
Całość wieńczył hałaśliwy Hats Off To (Roy) Harper, udowadniający, że ekspresję nieokiełznanego hard rocka można przenieść na najbardziej tradycyjnego bluesa. Wydaniu płyty towarzyszyło ogromne zainteresowanie. Zanim ujrzała światło dzienne, zamówienia wyniosły 700 tysięcy egzemplarzy. Jednak po ukazaniu się nie sprzedawała się tak dobrze jak dwa pierwsze albumy. Dla wielu była rozczarowaniem. Dopiero po upływie czasu, okazało się, jak ważna była dla zespołu i jak inspirująca dla całego rocka.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o