Robin Gibb i Bee Gees

0
123
REKLAMA

Przyznam, że łza się w oku kręci, kiedy wspominam licealne prywatki z drugiej połowy lat 70. Trudno było sobie je wyobrazić bez piosenek zespołu Bee Gees. Ba, w tamtym czasie nie tylko na prywatkach, w każdej dyskotece w Polsce brzmiały przeboje braci Gibb. Trzeba powiedzieć, że oprócz Beatlesów i Eltona Johna chyba nikt inny w dziejach muzyki rozrywkowej nie podarował światu tylu urokliwych utworów.
Chociaż, jak pamiętam, w dekadzie ich największych sukcesów podśmiechiwałem się czasem wspólnie z kumplami gustującymi w solidnym rockowym łomocie z tych śpiewanych falsetem piosenek. Po latach muszę przyznać, że było to wynikiem poważnych braków w muzycznej edukacji, bo harmonie głosowe, tak często wykorzystywane przez braci Gibb, były po prostu przejawem ich niepośledniego talentu i wokalnej maestrii, nie mówiąc już o samych melodiach ich przebojowych kompozycji. W tamtych latach szczególnie „zajeżdżaliśmy” na imprezach podwójny koncertowy album zespołu – Here At Last…Live, zarejestrowany podczas występu grupy w Los Angeles w grudniu 1976 roku.
Teraz odrobina historii. Początki zespołu Bee Gees sięgają lat pięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Wtedy to w Radcliffe koło Brisbane w Australii jedenastoletni Barry i jego o dwa lata młodsi bracia bliźniacy postanowili wspólnie śpiewać. Chłopcy robili to na tyle udanie, że występowali nawet w programach radiowych w Sydney. Osiem lat później Gibbowie przenieśli się do Londynu i wtedy rozpoczął się ich marsz ku sławie. Powodzenie zapewniły im – jak to określił Wiesław Weiss – melodyjne piosenki w tradycyjnym stylu, nęcące ciepłym współbrzmieniem głosów oraz subtelnym orkiestrowym tłem. Z tamtego okresu pochodziły takie przeboje, jak: New York Mining Disaster 1941, To Love Somebody, Words, I’ve Gotta Message To You, I Started A Joke, World czy wzruszający kawałek Massachusetts, będący pierwszym numerem jeden grupy w Wielkiej Brytanii.
W latach 1969 ‑1970 bracia próbowali podbić listy przebojów jako soliści. Najpierw uczynił to Robin piosenką Saved By The Bell, potem Maurice (Railroad) i wreszcie Barry (I’ll Kiss Your Memory). Był to okres sporych perturbacji w zespole, na szczęście został zakończony zejściem się braci i wylansowaniem dwóch dużych hitów w USA: Lonley Days i notowanym na pierwszym miejscu How Can You Mend A Broken Heart. Po kolejnych transatlantyckich przebojach z 1972 roku: My World i Run To Me, nastąpiło załamanie kariery, zespół zaczął występować w kabaretach i wydawało się, że nie odzyska już swojej wcześniejszej sławy. Stało się jednak inaczej.
W 1975 roku bracia zdecydowali się zmienić stylistykę komponowanych i wykonywanych piosenek, nawiązali współpracę ze znakomitym producentem nagrań Arifem Mardinem i przy jego pomocy przygotowali nowy repertuar złożony z utworów pulsujących dyskotekowymi rytmami inspirowanymi muzyką soul. Po raz kolejny w ich karierze rozwiązał się worek z przebojami. Jive Talkin’, Nights On Broadway, You Should Be Dancing, How Deep Is Your Love, Staying Alive, Night Fever, Too Much Heaven czy Spirits Having Flown były znane niemal w każdym zakątku świata. Wiele z nich ozdobiło ścieżkę dźwiękową popularnych filmów z udziałem Johna Travolty: Gorączka sobotniej nocy i Staying Alive.
W latach 80. zespół zawiesił działalność, ale w roku 1987 powrócił z repertuarem dyskotekowym, równie udanym jak dawniej, a dowiodły tego hity: You Win Again, One oraz Secret Love. Bee Gees wylansowali w swojej karierze ponad pięćdziesiąt przebojów i sprzedali 220 milionów płyt.
O fenomenie popularności swojego zespołu Robin tak mówił: kiedy zaczynaliśmy, chcieliśmy po prostu, by ludzie polubili nasze piosenki. Podkreślał też, że tworzenie muzyki było dla niego i jego braci największą pasją i że nigdy nie myśleli o tym, ile rzeczy materialnych może im to przynieść.
Kilka lat temu artystę zapytał dziennikarz: jaki był pana najbardziej zawstydzający moment w życiu? Całe moje życie – żartobliwie odpowiedział Robin i dodał: ale z nikim bym się na to życie nie zamienił.
20 maja artysta przegrał walkę z chorobą, z którą walczył od ponad roku. Do końca był aktywnym twórcą, a jego ostatnie solowe dzieło Titanic Requiem miało premierę w kwietniu w londyńskiej Royal Albert Hall.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o