Rock’n’roll i operetka

0
140
borowiec1421
REKLAMA

Tytuł tego trzeciego w dyskografii zespołu albumu to właściwie gra słów odnosząca się do piosenki Rosemary Clooney Come on‑a My House. Nie była to jednak tylko tego rodzaju gra. Sparks zafundował światu grę z konwencjami muzycznymi i uczynił to na tyle sprawnie i nowatorsko, że byli tacy, którzy widzieli w nim nowych Beatlesów. Oczywiście tamte pełne zachwytów opinie czas zweryfikował, jednakże braciom Mael trudno odmówić stworzenia nader interesującego zjawiska muzycznego.
Występujący do dziś Sparks powstał w Los Angeles w 1971 roku jako nowe wcielenie formacji Halfnelson. Od początku motorem wszelkich muzycznych poczynań grupy byli bracia Mael, czyli grający na instrumentach klawiszowych, urodzony w 1945 roku Ron oraz potrafiący śpiewać falsetem, trzy lata młodszy Russell. Muzycy od dziecka związani byli z estradą, obaj też zaliczyli kilka lat studiów na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles, Ron studiował grafikę, a Russell teatr i film.
W USA, mimo opieki znanego piosenkarza i producenta Todda Rundgrena oraz menedżera Alberta Grossmana, zespołowi nie udało się wypłynąć na szersze wody. W 1973 roku band odbył intensywną trasę po klubach Wielkiej Brytanii, gdzie – dla przykładu – w słynnym londyńskim Marquee był supportowany przez Queen. Trasa, choć mocno wyczerpująca, wpłynęła na decyzję braci o podpisaniu kontraktu z wytwórnią Island i pozostaniu w Anglii. W studiach nagraniowych Island od grudnia 1973 roku do lutego roku 1974 pod okiem producenta Muffa Winwooda powstawał materiał na pierwszy europejski album zespołu.
Płytę otwierała kompozycja This Town Ain’t Big Enough For Both Of Us. Ta glamrockowa operetka, bo tak ją nazwał muzyk i krytyk Chris Shade, została wydana na promującym album małym krążku, który dotarł do pozycji drugiej angielskiej listy singlowej wg New Musical Express. Chris Shade tak pisał o tym hicie: zaczyna się hipnotyzującymi dźwiękami klawiszy i niepokojącymi wokalizami, falą wystrzałów, operowym wyciem i skrzeczącymi gitarami. Dzięki temu przebojowi doszło do pamiętnego występu zespołu w cotygodniowym muzycznym programie BBC „Top Of The Pops” – Ron patrzył spode łba w kamerę, jego wąsik a la Hitler podkreślał śmiertelnie poważny, przerażający dzieci wygląd, podczas gdy Russell tańczył jak wariat dookoła niego, dumnie eksponując brzydkie zęby.
Numerem drugim na płycie był równie przebojowy, szalony i radosny zarazem kawałek Amateur Hour. Singel z nim notowany był w Anglii na pozycji 7. W utworze tym falset Russella stał się świetnym, choć nieco dziwacznym dopełnieniem zabawnej gry słów w tekście, w którym pojawia się skrzypek Yehudi Menuhin.
Po Amateur Hour następował połamany walczyk Falling In Love With Myself Again, z patetycznym perkusyjno‑klawiszowym intro, a dalej znowu piosenka o znamionach przeboju – Here Is Heaven.
Przy kolejnych utworach sięgam ponownie do tekstu Chrisa Shade’a. Dramatyzm w stylu camp na Thank God It’s Not Christmas i Hasta Manana. Monsieur brzmi jakby wczesne Roxy Music reżyserowało musical na Broadwayu. Druga z tych kompozycji, uzupełniając Shade’a, to, obok In My Family, jedno z dwóch wspólnych dzieł braci na płycie, autorem wszystkich pozostałych jest wyłącznie Ron. Raz jeszcze Shade: Sparks uprzedzili nową falę swoim punkowym kawałkiem Talent Is An Basset, a zderzenie jazzu i stopniowo coraz bardziej obłąkańczych wokaliz w piosence Equator pokazuje bardziej eksperymentalną stronę braci Mael.
Kiedy wybrzmiewała finałowa kompozycja Equator, miało się ochotę jeszcze raz od początku zapuścić płytę. Co by nie mówić, w tej intrygującej muzyce była i wspomniana operetka, był wodewil, był rock and roll, był solidny rock, a nawet punk. Po latach album przywołuje wspominane zespoły Roxy Music i Queen. Trzeba jednak podkreślić, że w tamtym czasie, jeśli już były to inspiracje, to na pewno niejednostronne. Słyszy się to zwłaszcza w dokonaniach Queen i Freddiego Mercury’ego.
Wydawnictwo Kimono My House dotarło do pozycji czwartej brytyjskiej listy bestsellerów. W 2004 roku znany angielski artysta Morrissey zaprosił muzyków Sparks, żeby zaprezentowali album w londyńskim Royal Festival Hall. Wcześniej ulokował krążek w wybranej grupie trzynastu najlepszych. Jakiś czas przed nim lider Nirvany – Kurt Cobain, umieścił Kimono My House w gronie swoich ulubionych płyt wszech czasów.

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments