Rydwany ognia

0
38
REKLAMA

Fonograf - Vangelis40 lat temu ukazała się płyta z nagrodzoną Oscarem muzyką do filmu Chariots Of Fire. W miniony poniedziałek jej kompozytor skończył 78 lat. Nazywa się Evángelos Odysséas Papathanassíou, a znany jest w świecie jako Vangelis.

W roku 1976 dzięki radiowej Trójce zetknąłem się z wydaną w grudniu 1975 płytą Heaven And Hell. To było moje pierwsze spotkanie z robiącą wrażenie muzyką Vangelisa. Jednak to płyty późniejsze – Spiral, Opera Sauvage, China, czy właśnie Chariots Of Fire – stały mi się zdecydowanie bliższe.
Jednak do rzeczy. W odległych czasach ubogiego PRL-u łatwiej było usłyszeć soundtrack, niż zobaczyć film, z którego ten soundtrack pochodził. Dotyczyło to także Rydwanów ognia, choć wiadomo było, że Vangelis, cieszący się już wtedy sławą uznanego kompozytora, napisał muzykę do filmu ważnego i wartościowego.
Tu, dla przypomnienia, słów kilka o nagrodzonym Oscarami filmie Hugh Hudgsona. W opisie dystrybutora dvd można przeczytać: Jest rok 1924 – rok Igrzysk Olimpijskich. Najwspanialsi sportowcy brytyjscy rozpoczynają swój marsz po sławę. Ich sukces będzie chwałą dla całego narodu, ale dla dwóch najlepszych biegaczy – Erica Liddella i Harolda Abrahamsa będzie to osobista rozgrywka, wyzwanie i splendor. Warto tu dodać, że filmowa opowieść została oparta na autentycznych wydarzeniach i dotyczy dwóch młodych sportowców: Liddella – pobożnego Szkota, wywodzącego się z rodziny prezbiteriańskich misjonarzy oraz Abrahamsa – ambitnego angielskiego Żyda, studiującego w Cambridge i wytrwale zabiegającego o aprobatę kolegów. Obaj stają do wyścigu na 100 metrów na olimpiadzie w Paryżu. Pierwszy z nich biegnie „ku chwale Jezusa”, drugi – by zdobyć sławę.
Reżyser filmu, Hugh Hudgson, będąc pod wrażeniem albumów Opera Sauvage i China, do skomponowania muzyki namówił Vangelisa. W wywiadzie udzielonym magazynowi American Film w 1982 roku kompozytor tak się wypowiadał: Nie chciałem robić muzyki z epoki. Próbowałem skomponować muzykę, która byłaby współczesna i nadal zgodna z czasem filmu. Ale nie chciałem też wybierać całkowicie elektronicznego brzmienia.
Należy jednak podkreślić, że muzyka, która wypełniła album została niemal w całości nagrana ponownie i brzmi nieco inaczej niż ta wykorzystana w filmie. Zawiera przede wszystkim bogatsze aranżacje, co szczególnie jest słyszalne w temacie przewodnim, czyli w otwierającym całość utworze Titles. Nawiasem mówiąc kompozycja ta, znana też jako Chariots of Fire, stała się dużym hitem w świecie, docierając na szczyty list przebojów w wielu krajach, między innymi w Wielkiej Brytanii, USA i Japonii.

REKLAMA

Nie mniej piękną od Titles jest następna kompozycja Five Circles. Trudno też odmówić uroku pozostałym, jakie znalazły się na pierwszej stronie longplaya, czyli: Abraham’s Theme, Eric’s Theme, 100 Metres oraz jedynej nie skomponowanej przez Vangelisa – Jerusalem, autorstwa Huberta Perry’ego, napisanej do słów Williama Blake’a i wykonanej przez chór Ambrosian Singers.
Druga stronę winylowego wydania wypełniła tylko jedna kompozycja – tytułowa suita Chariots of Fire, będąca efektownym połączeniem kilku tematów z pierwszej strony, w tym oczywiście Titles.
Niektóre oryginalne motywy wykorzystane w filmie nie ukazały się na płytowym soundtracku, wśród nich pochodzący z albumu Opéra sauvage utwór Hymn, stanowiący podkład do sekwencji, w której Eric Liddell biegnie w szkockich górach.
W istocie nie ma się tu czemu dziwić, bo zgodnie ze słowami Vangelisa: Płyta to coś innego niż film. Musi zawierać zmiany – nie tylko ze względów artystycznych.
Warto przy tym podkreślić, że partyturę swojego dzieła Vangelis zadedykował swojemu ojcu Ulissesowi Papathanassiou, który, podobnie jak bohaterowie filmu, był sprinterem.

Album Chariots Of Fire przez cztery tygodnie znajdował się na szczycie listy bestsellerów magazynu Billboard. W podobnym zestawieniu w Kanadzie osiągnął miejsce 2, w Wielkiej Brytanii i Australii uplasował się na pozycji 5. Pokrył się złotem m.in. w Austrii, Francji i Hong Kongu. W Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Hiszpanii pokrył się platyną, w Kanadzie natomiast uzyskał status potrójnie platynowego.
Żadna inna płyta artysty nie ma na koncie takich osiągnięć. Inna sprawa jednak, czy jest to najlepsze dzieło kompozytora? Kwestia dyskusyjna. Tym bardziej, gdy weźmie się pod uwagę opinię samego Vangelisa: Bardzo rzadko zdarza się, aby kompozytor uważał swój najbardziej znany utwór za najlepszy. Nie jestem wyjątkiem od tej reguły. Uważam, że moja ścieżka dźwiękowa do „Bunt na Bounty” jest nieskończenie bardziej interesująca niż „Rydwany ognia”.

REKLAMA

Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments