Seksowne Pistolety

0
45
borowiec2021

28 maja 1977 roku wytwórnia Virgin wydała singel zespołu Sex Pistols z piosenką God Save The Queen. Dzięki temu krążkowi (choć nie wyłącznie) Pistolsi stali się wkrótce legendą punkrocka.
Boże chroń królową, która nie jest istotą ludzką (…) Nie ma przyszłości (…) jesteśmy kwiatami na śmietnisku (…) jesteśmy trującą substancją w maszynie (…) i miłością uprawianą ukradkiem – oto fragmenty tekstu God Save The Queen. Kawałek stał się nie tylko parodią hymnu brytyjskiego, ale także policzkiem wymierzonym największej świętości Zjednoczonego Królestwa – instytucji monarchy. Co więcej, ukazał się w czasie, kiedy cała Anglia przygotowywała się do uroczystych obchodów 25-lecia panowania królowej Elżbiety II.

REKLAMA

Pistolsi szokowali i słowem, i sposobem zachowania. Ich teksty oscylowały na granicy niecenzuralnego żargonu przedmieść oraz rynsztokowych odzywek. Manager grupy Malcom McLaren twierdził: Piękne słówka mogą co najwyżej opisać nowy rodzaj uczesania. Johnny Rotten (frontman kapeli) dodawał: Tylko dosadne, znienawidzone przez mieszczaństwo słowa są w stanie oddać to co czuje młodzież. Zespoły o milionowych kontach śpiewają o miłości i swoich prywatnych sprawach. To bzdura. Nie śpiewa się o miłości ludziom żyjącym z zasiłków dla bezrobotnych.
Co za tym szło, zespół w swoich piosenkach nie zajmował się idealną miłością, pięknem świata i urokami życia. Jego programowy antyestetyzm objawiał się w tekstach, w których o seksie śpiewano bez eufemizmów i bez dwuznaczności charakteryzującej konfekcyjny rock i dyskotekową sztampę. Kwartet szybko stał się wyrazicielem poglądów sfrustrowanej młodzieży, pochodzącej z najuboższych warstw brytyjskiego społeczeństwa, a więc tej grupy, która odczuła najdotkliwiej skutki kryzysu ekonomicznego, jaki dotknął Albion w połowie lat siedemdziesiątych.

Natchnieniem dla punkowców stał się rock’n’roll lat pięćdziesiątych, którego prostota sprzyjała ewidentnym niedostatkom w wykształceniu muzycznym i ograniczonym możliwościom technicznym. Prosta i uboga linia melodyczna oparta na szybkim beacie była podporządkowana dwóm lub trzem zmianom akordowym, a wspomniane braki w rzemiośle były, podczas występów, tuszowane aparaturą wzmacniającą. Muzyka Pistoletów była agresywna, a ostre teksty piosenek bywały często wulgarne. Jednak, co by nie mówić, nie było w nich ściemy.
W 1978 roku, na łamach miesięcznika Jazz Jurek Drevenberg tak opisywał koncert zespołu w Sztokholmie: Wokalista Jonny Rotten, ubrany w koronkową, wypuszczoną na wierzch koszulę ma włosy przefarbowane na kolor czerwony, obficie skropione brylantyną. Bez przerwy krzyczy do publiczności „Shut up!”. Basista Sid Vicious pokazuje groźne grymasy. Jest rozebrany do pasa, na szyi wisi mu krawat. Próbuje nadążyć w rytmie ogłuszającej muzyki, lecz nie bardzo mu się to udaje. Perkusista Paul Cook i gitarzysta Steve Jones są ukryci w cieniu, w głębi sceny.

Jeśli chodzi o dokonania płytowe grupa pozostawiła po sobie właściwie jeden istotny duży krążek – Never Mind The Bolloks, Here’s The Sex Pistols. Ale za to, co rychło nastąpiło, album został uznany za jedno z najważniejszych wydarzeń w dziejach rock and rolla. Do dziś plasuje się bardzo wysoko we wszelkiego rodzaju rankingach rockandrollowych płyt wszech czasów.
Płyta zaowocowała dwoma punkowymi hymnami, wspomnianym God Save The Queen oraz Anarchy In The U.K. Stylowe, jak na punk, riffy, klasyczny punkowy walking basowy i obrazoburcze teksty niedbale wypluwane przez Johnny’ego Rottena – to możliwie najkrótsze podsumowanie tego krążka.

Kiedy spogląda się na burzliwą historię grupy, trzeba przyznać, że manager zespołu bardzo skutecznie zatarł granicę między kreacją, czy wręcz mistyfikacją, a prawdziwym obliczem zespołu. Po latach, ku oburzeniu Pistoletów, McLaren twierdził wręcz, że wymyślił od początku do końca Sex Pistols. Oczywiście prawda leży gdzieś pośrodku, choć, trzeba przyznać, że trudno byłoby niewykształconym i bardzo średnio utalentowanym chłopcom z proletariackich nizin zaistnieć w show biznesie bez cwanych i skutecznych gierek McLarena.
Gdy trwała (również dzięki Pistoletom) punkowa rewolta, byłem raczej obok niej. Jako wychowany na klasycznym rocku starszy nastolatek, czułem się bliżej minionych „dzieci kwiatów” niż równych mi wiekiem zbuntowanych, tańczących pogo smarkaczy z farbowanymi irokezami na głowach i kolczykami w nosach. Mimo to jednak uznałem, że punk to zjawisko, które jest autentyczne i, że żywiołowa punkowa jazda – pełna prostych (a nawet prostackich) klimatów, niewyszukanego czadu i zbuntowanego spontanu – zawierała w sobie to, co w rocku jest najważniejsze: prawdę.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o