Shot Of Love

0
45
borowiec1432
REKLAMA

W 1978 roku Bob Dylan w towarzystwie swojej ówczesnej dziewczyny Mary Alice Artel odwiedził niewielką wspólnotę Vineyard Fellowship w Hollywood. Mary poprosiła dwóch duchownych tego Kościoła o spotkanie z artystą. Rezultat spotkania wprawił w osłupienie całe środowisko rockandrollowe.
– Jezus jest rzeczywisty – stwierdzał Dylan i dodawał: chciałem tego, pogłębiało się to we mnie, aż wreszcie doznałem tego uczucia, tej wizji, że narodziłem się powtórnie (…) Narodzić się pierwszy raz, czyli kiedy człowiek przychodzi na świat, to narodzić się z ducha, który jest z dołu. Jest to duch, z którym się rodzimy. Narodzić się powtórnie to narodzić się z ducha, który jest z góry, a to trochę co innego. Efektem tej przemiany stały się trzy kolejne płyty: Slow Train Coming, Saved i Shot Of Love, które nazwano „trylogią powtórnie narodzonego”.
Biblijne zainteresowania Dylana znajdowały swój wyraz już na płytach wcześniejszych, takich jak choćby John Wesley Harding z 1968 roku. O krążku tym artysta powiedział, że to pierwszy biblijny album rockowy. Trzeba jednak podkreślić, że płyta ta, tak jak i wszystkie dokonania artysty sprzed 1978 roku, podlegała różnorakim interpretacjom. Części trylogii również różniły się między sobą. W przypadku Slow Train Comming można było mówić o jednej interpretacji – chrześcijańskiej. Kontynuacją płyty stał się album Saved, na którym jasno i wyraziście została wyartykułowana prawda o potrzebie pokuty. Zamykający trylogię krążek Shot Of Love był najdojrzalszy w tym cyklu, a sam artysta zrezygnował przy jego powstawaniu z wcześniejszej kaznodziejskiej retoryki. Wyzwoliwszy się z potrzeby mówienia o swoim nawróceniu, potrafił spojrzeć przede wszystkim na własne upadki i przestał wytykać przywary innym.
Album powstawał jesienią 1980 roku. Dylan zabrał się do niego bardzo solidnie, zarówno jeśli chodzi o materiał, jak i o przygotowanie wszystkiego do osiągnięcia stosownego brzmienia w studiu. Po raz pierwszy od płyty Blood on the Tracks artysta został także koproducentem krążka. Warto też dodać, że jeszcze przed wejściem do studia odbywały się mocno rygorystyczne próby nowych utworów, z których część została przećwiczona podczas krótkiego, 19‑dniowego tournée po północnym zachodzie Stanów.
W trakcie miksowania utworów Chuck Plotkin, współproducent płyty, przeżył najbardziej frustrujące doświadczenie z Dylanem. Artysta zarzucał mu, że wszystko za bardzo dopieszcza i dlatego kawałki brzmią trochę jak Doobie Brothers. Z tego też powodu Shot Of Love skompilowano z podstawowych wersji miksów. Biograf Dylana, Howard Sounes tak rzecz ujął: Niektórzy uważali to brzmienie za wspaniałe, świeże i rzeczywiste, choć szerokiej publiczności – oczekującej wtedy coraz to wyższych standardów technicznych i bardziej dopracowanych dźwięków – nie przypadło do gustu.
Pewnym problemem albumu było również to, że wiele świetnych utworów, napisanych i zarejestrowanych we wcześniejszych miesiącach, takich jak Angelina i Caribbean Wind, Dylan zdecydował się odrzucić. Ostatecznie na płycie znalazło się 9 kompozycji. Przynajmniej kilka z nich zdecydowanie zasługuje na uwagę. Dla przykładu: In The Summertime – łagodna piosenka o pewnej kobiecie, Lenny Bruce, utwór, który Dylan napisał w nocy przed pierwszą sesją nagraniową, będący hołdem złożonym zmarłemu komediantowi, czy Property Of Jesus – swoiste kazanie przypominające utwory zamieszczone na płycie Saved. I inny przykład – piosenka Heart Of Mine. Wiąże się z nią typowe dla Dylana działanie w studio. Miał ochotę nagrywać kawałek o czwartej nad ranem, to tak też musiało być.
Niewątpliwie najważniejszym, a zarazem najlepszym utworem stał się zamykający płytę Every Grain Of Sand. Dla znawców to jedna z najlepszych kompozycji artysty w ogóle. Zamiast typowego dla wcześniejszych płyt odwołania się do chrześcijańskich dogmatów, Dylan opisuje w nim z pokorą swój związek z Bogiem, przyznając, że wszędzie czyhają pokusy. Pokusa zawsze woła moje imię,/gdy mijam okno pełne jej wściekłego blasku./Zmierzając w dalszą drogę, zaczynam rozumieć,/że każdy włos jest policzony i każde ziarnko piasku.
Album w Stanach Zjednoczonych nie zanotował jakichś szczególnych osiągnięć komercyjnych, w Wielkiej Brytanii dotarł do 6. pozycji zestawienia płytowych bestsellerów. Są jednak tacy, którzy – podobnie jak Bono – uważają go za jeden z ulubionych w dorobku Dylana.

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments