Singlowy top wszech czasów cz. 2

0
129
REKLAMA

Krzysztof BorowiecDziś, zgodnie z zapowiedzią, czołowa dziesiątka mojego ponadczasowego rankingu małych krążków. Przypomnę, że ranking nie obejmuje utworów, które ukazały się wyłącznie w wydaniach albumowych.

10. STEVIE WONDER – SUPRESTITION

Pomysłodawcą perkusyjnego intro był Jeff Beck. Wonder ofiarował mu tę kompozycję. Ze względu jednak na opóźnienie w wydaniu albumu Becka, Stevie wydał ją na singlu (promującym płytę Talking Book) w październiku 1972 r. Zniewalający funkowy riff artysta zagrał na Hohner Clavinet model C, użył syntezatora basowego Mooga, dodał własne wokale, a całość okrasił dęciakami. Tak stworzył soulowo-popową perłę. Singel był nr 1 na liście Billboardu, a w 2004 r. w zestawieniu 500 najlepszych piosenek wszech czasów magazynu Rolling Stone zajął miejsce 74.

REKLAMA

9. TEN YEARS AFTER – LOVE LIKE A MAN

Niezwykłe, pełne powietrza intro zniewalało przy pierwszym odsłuchu, a piękny w swej prostocie gitarowy riif służył każdemu, kto w tamtych latach próbował zostać rockmanem. Kompozycja lidera zespołu, Alvina Lee, opowiadająca o wolnej miłości, trafiła na singel w dwóch wersjach. Stronę A (trwającą 3min 5 sek.) należało odtworzyć na gramofonie z prędkością 45 obrotów na minutę, natomiast stronę B (7 min 56 sek.) z prędkością 33 obrotów (jak płytę długogrającą). Dłuższą wersję zarejestrowano na żywo w klubie Fillmore East i to ona ma ten ponadczasowy psychodeliczny urok.

8. PRINCE – PURPLE RAIN

Singel z tą hipnotyzującą power-balladą, był trzecim promującym album z soundtrackiem filmu o tym samym tytule. Piosenka została nagrana 3 sierpnia 1983 r. podczas koncertu w klubie First Avenue w Minneapolis. Wersja singlowa została skrócona w stosunku do albumowej o połowę i trwa 4 minuty. Mały krążek ukazał się we wrześniu 1984 r. Osiągając 2. miejsce na liście Billboard Hot 100 z czasem pokrył się platyną. 32 lata później (po śmierci Prince’a) piosenka zdobyła 1. miejsce zarówno na amerykańskich, jak i brytyjskich listach przebojów iTunes.

7. JIMI HENDRIX – VOODOO CHILD (SLIGHT RETURN)

W notatkach do albumu Electric Ladyland Hendrix wymieniał tytuły dwóch utworów jako Voodoo Chile i Voodoo Child (Slight Return). Na wydanym w USA longplayu (październik 1968 r.), zastosowano taką właśnie pisownię. W 1970 r. piosenka z albumowym podtytułem Slight Return znalazła się na singlu w Wielkiej Brytanii jako, po prostu, Voodoo Chile i była jedynym numerem 1 artysty. Kompozycja jest kwintesencją hendriksowskiego żywiołu, finezji, mocy i umiejętności. To rockowy utwór-pomnik.

6. DOORS – LIGHT MY FIRE

Wydany w kwietniu 1967 r. singel, w lipcu uplasował się na szczycie listy Billboardu i nawet ci, którzy znali The Doors uważali, że autorem utworu jest Jim Morrison. Ten charyzmatyczny artysta dorzucił jedynie „pięć groszy” do tekstu. Light My Fire to dzieło gitarzysty, Robby’ego Kriegera, natomiast otwierające solo organowe Raya Manzarka, inspirowane twórczością J.S. Bacha, stało się wizytówkę brzmienia grupy. W 2004 r. w zestawieniu 500 najlepszych piosenek wszech czasów wg Rolling Stone utwór uplasował się na miejscu 36.

5.BOOKER T. & THE MG’S – GREEN ONION

W dziejach bluesrocka to fundamentalny temat, który z czasem zainspirował wielu muzyków. Autorem tej instrumentalnej kompozycji, nagranej w 1962 r. w formie dwunastotaktowego bluesa z „falującymi” organami Hammonda, jest Booker T. Jones. Pierwotny tytuł Funky Onions, który przemianowano na poważniejszy Green Onions, nie jest odniesieniem do marihuany, a pochodzi od pewnego kota. Jego sposób chodzenia zainspirował ponadczasowy, hipnotyczny riff. Na liście Billboardu singel dotarł do miejsca 3.

4. LED ZEPPELIN – WHOLE LOTTA LOVE

Utwór nagrano podczas amerykańskiego tournée w maju 1969 r. Wbrew zasadzie menadżera zespołu, Petera Granta („żadnych singli”), pojawił się jako mały krążek w Japonii oraz kliku krajach europejskich. W USA wszedł na listę Billboardu w grudniu 1969 r. i stał się jedynym w historii zespołu, który dotarł tam do Top 10. W marcu 2005 r. magazyn Q umieścił utwór na 3. pozycji zestawienia 100 najlepszych kawałków gitarowych. Ten absolutny killer, z powalającym riffem Jimmy’ego Page’a, to kamień węgielny hard rocka. Wg Stevena Davisa brzmi jak atomowo napędzana dywizja pancerna gnająca po autobahnie.

3. PINK FLOYD – TIME

To singlowy reprezentant płyty The Dark Side Of The Moon w USA. Wydano go tam w lutym 1974 r. wraz z Us And Them i ulokowano na stronie B, skracając w stosunku do wersji albumowej o połowę. W intro tego zespołowego dzieła każdy zegar (wg pomysłu producenta, Alana Parsonsa) został nagrany osobno. Utwór, zaśpiewany przez Davida Gilmoura, zawiera jego urzekające solo gitarowe i właściwie cały jest skończenie piękny. Są kompozycje, które kojarzą się z określonymi przeżyciami. Ten – podobnie jak i cały album – przywołuje mi niezliczoną ilość przeżyć.

2. JANIS JOPLIN – ME AND BOBBY MCGEE

W marcu 1971 r. singel, nieżyjącej już wówczas Janis Joplin, zawierający najwspanialszą (jak czas pokazał) wersję kompozycji Krisa Kristoffersona, wspiął się na szczyt zestawienia w USA. Janis uczyniła tytułową postać facetem, a song wzbudzający estetyczno-emocjonalne ciarki zaśpiewała z niezwykłą ekspresją. Ta znakomita dramaturgicznie wersja trafiła na nagraną we wrześniu 1970 r. jej najlepszą płytę – Pearl. Dla mnie (od ponad czterech dekad) pozostaje piosenką, którą nucę najczęściej.

1. DOORS – RIDERS ON THE STORM

Pochodzący z albumu L.A. Woman utwór ukazał się na singlu w czerwcu 1971 r. Był ostatnim, jaki muzycy The Doors nagrali ze zmierzającym w zaświaty Jimem Morrisonem. Tekst zawierał wszystko, co dla niego było najistotniejsze: miłość, przeznaczenie i śmierć. Ta fascynująca, tajemnicza i mroczna kompozycja, która, poza niepowtarzalnym klimatem, zwracała uwagę jazzującymi klawiszami Raya Manzarka, niosła też pewną dozę nadziei. Osobiście uznaję ją za opus magnum zespołu. Od lat mogę jej słuchać codziennie i nie sądzę, by kiedykolwiek się to zmieniło.

REKLAMA

Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments