Słynny i skromny

0
79
REKLAMA

W repertuarze Beatlesów Harrison na ponad 200 kompozycji napisał, choć trafniejsze byłoby określenie, wytargował, zaledwie 22 własne piosenki. Warto jednak podkreślić, że były to naprawdę cenne utwory, wśród których znalazły się takie perełki, jak: Here Comes The Su”, While My Guitar Gently Wheeps czy Something. O tej ostatniej Frank Sinatra wyraził się w swoim czasie, że jest to najpiękniejsza liryczna kompozycja drugiej połowy dwudziestego wieku.
Ten legendarny liverpoolczyk już od najmłodszych lat miał dwie pasje: motoryzację i muzykę. Jako nastolatek brał udział w wyścigach motocyklowych. W latach siedemdziesiątych prowadził nawet bolidy biorące udział w wyścigach Formuły I. Kto wie, do jakich wyników mógłby dojść, gdyby został kierowcą zawodowym? Wiadomo jednak, ile zawdzięcza mu muzyka popularna, której poświęcił się w zdecydowanie większym stopniu.
Od matki otrzymał dwie pierwsze gitary, natomiast dzięki starszemu bratu mógł się cieszyć grą na gitarze elektrycznej, podobnej do tej, na jakiej grywał Lonnie Donagan. Pierwszy publiczny koncert dał Harrison wspólnie z bratem Peterem i kumplami ze szkoły w 1956 roku – jako The Rebels. W 1959 roku, kiedy opuścił szkoę, zaczął grywać w nieznanym zespole The Quarry Man, u boku Johnna Lennona i Paula McCartneya. Kapela, wielokrotnie zmieniając nazwę, przeobraziła się ostatecznie w The Beatles.
Pierwsze solowe płyty Harrisona – Wonderwall Music oraz Electronic Sound – powstały jeszcze przed rozpadem Beatlesów. Najważniejsza, swoiste opus magnum – All Things Must Pass, ukazała się pół roku po rozwiązaniu grupy. Przy tym znakomitym, potrójnym krążku talent kompozytorski Harrisona znalazł się w pełnym rozkwicie. W plejadzie gwiazd towarzyszących artyście znaleźli się: Bob Dylan, Eric Clapton, Gary Brooker, Dave Mason, Ringo Starr, Billy Preston i Klaus Voorman. Całość wyprodukował Phil Spector. Trzeba przyznać, że album przyćmił wszystkie inne ówczesne dokonania pozostałych Beatlesów. Piękne, w tym także typowo harrisonowskie, kompozycje urzekły fanów na całym świecie. Beware Of Darkness, What Is Life, Awaiting On You All czy przede wszystkim megahit My Sweet Lord to tylko niektóre z całego grona perełek.
W 1971 roku artysta zrealizował w nowojorskim Madison Square Garden charytatywne koncerty na rzecz Bangladeszu. Przedsięwzięcie, w którym wzięli udział między innymi: Ravi Shankar, Eric Clapton, Leon Russell, Ringo Starr i Bob Dylan było artystycznie znakomitą imprezą. Wpływy z biletów, a następnie ze sprzedaży singla Bangla Desh, albumu The Concert For Bangla Desh i filmu dokumentującego wydarzenie sięgnęły 15 milionów dolarów. Harrison jako pomysłodawca i organizator całej akcji otrzymał medal ONZ.
Patrząc z perspektywy, wydaje się, że najlepszy okres w jego muzycznej wędrówce przypadł właśnie na lata 1970 –1973. Ale i potem potrafił wrócić na listy przebojów w znakomitym stylu. Tak było choćby w 1987 roku, kiedy jego piosenka Got My Mind Set On You, promująca multiplatynowy album Cloud Nine, stała się wielkim, światowym hitem, a zrealizowany do niej filmik uznano w San Remo teledyskiem roku. Niewątpliwym sukcesem stały się nagrania dokonane z przyjaciółmi tworzącym zespół Traveling Wilburys (Bob Dylan, Jeff Lynne, Tom Petty, Roy Orbison).
George Harrison był także cenionym muzykiem sesyjnym. Gościł na płytach Johna Lennona, Erica Claptona, Boba Dylana, Donovana, Jacka Bruce’a, Alvina Lee, Gary’ego Brookera czy Gary’ego Moore’a. Po koniec lat dziewięćdziesiątych powiedział w jednym z wywiadów: „Życie jest tylko cieniem (…) jesteśmy cieniami przesuwającymi się po murze w blasku słońca”.
W sierpniu 1997 roku zdiagnozowano u Harrisona początki raka krtani. Dzięki szybkiemu zastosowaniu radioterapii czasowo zahamowano rozwój choroby. Niestety, niespełna cztery lata później nastąpiły przerzuty, najpierw do płuc, a następnie do mózgu. Artysta zmarł 29 listopada 2001 roku. Jego prochy, zgodnie z życzeniem, rozsypano w Gangesie.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o