Smoke on the Water

0
100
borowiec1718

W Polsce przyjęło się tytułować kompozycję jako Dymy nad wodą lub Dymy na wodzie, używając też rzeczownika „dym” w liczbie pojedynczej. Pal licho tłumaczenie, wszyscy wiedzą o co chodzi, bo to hardrockowa legenda ze słynnym, ponadczasowym riffem. Każdy, kto chciał kiedyś (a sądzę, że tak pozostało) zostać rockowym gitarzystą, ćwiczył zagrywkę Ritchie’go Blackmore’a do bólu. To była jazda obowiązkowa.
Wersja live utworu została zarejestrowana podczas koncertu Deep Purple w Osace (sierpień 1972) i wydano ją na albumie Made In Japan. Wersja studyjna natomiast, z grudnia 1971 roku, znalazła się na płytcie Machine Head.
Wiodący riff gitarzysta Deep Purple wymyślił podczas improwizacji. Nie był jednak z niego zadowolony, riff był według niego zbyt prosty i muzyk raczej nie kwapił się zaprezentować go pozostałym członkom zespołu. Na szczęście stało się inaczej i, jak czas pokazał, ta żywiołowa sekwencja akordów stała się klasyką hard rocka.
Po porywającym, zagranym na gitarze Fender Stratocaster intro Blackmore’a w utworze pojawiały się organy Johna Lorda, następnie perkusja Iana Paice’a, bas Rogera Glovera i wreszcie wokal Iana Gillana.
Tekst opowiadał prawdziwą historię, która wydarzyła się 4 grudnia 1971 roku. W szwajcarskim Montreux w kompleksie rozrywkowym (należącym do jednego z kasyn) zespół Deep Purple w wynajętym od The Rolling Stones mobilnym studiu miał właśnie rejestrować płytę Machine Head. W kasynie w przeddzień sesji nagraniowej, odbywał się koncert Franka Zappy z zespołem The Mothers of Invention. W trakcie utworu King Kong ktoś z widowni wystrzelił z rakietnicy. Od wystrzelonej flary powstał pożar, który całkowicie zniszczył kasyno wraz ze sprzętem Zappy.
Wśród prawdziwych postaci, jakie pojawiają się w tekście Smoke on the Water, jest założyciel Montreux Jazz Festival – Claude Nobs. To właśnie jego kasyno poszło wówczas z dymem. W książce Nathana Bracketta – Legendarne przeboje rocka, Nobs tak wspomina: Deep Purple oglądali pożar z okna hotelu i powiedzieli: „Mój Boże, patrzcie, co się stało. Biedny Claude, i kasyno też się spaliło”. Mieli nagrywać tam płytę. W końcu znalazłem miejsce w opuszczonym hotelu i tam urządziliśmy dla nich prowizoryczne studio. Pewnego dnia przyszli do mnie na kolację i powiedzieli: „Claude mamy dla ciebie niespodziankę, ale nie będzie jej na płycie. To piosenka „Smoke on the Water”. Posłuchałem jej i oznajmiłem: Chyba oszaleliście. To będzie wielki przebój.
Tekst utworu był zasługą Iana Gillana. Słowa napisałem na papierowej serwetce, kiedy siedziałem w swoim pokoju hotelowym i obserwowałem dym rozpościerający się nad powierzchnią jeziora – opowiadał przed laty. Ritchie miał już riff gotowy i wkrótce się okazało, że wszystkie elementy do siebie wspaniale pasują. Propozycja tytułu wyszła jednak od basisty – Rogera Glovera, co tak wspominał: To przyszło kilka dni po pożarze. Obudziłem się cały spocony i na głos powiedziałem sam do siebie „Smoke on the Water”.
Oto słowa tej hardrockowej opowieści: Zajechaliśmy na obrzeże Montreux/nad brzegiem Jeziora Genewskiego,/by zrobić nagrania w mobilnym studiu./Nie mieliśmy zbyt wiele czasu./Frank Zappa i The Mothers/zajęli najlepsze miejsce w okolicy,/lecz pewien idiota z rakietnicą/spalił to wszystko do cna./Dym zasnuł wodę, a ogień niebo (dosłownie: dym na wodzie, a ogień na niebie)/Spłonęło całe kasyno,/straszny był tego dźwięk./Funky Claude biegał tam i z powrotem,/wyciągając dzieciaki na zewnątrz./Kiedy było już po wszystkim, musieliśmy znaleźć sobie inne miejsce,/ale szwajcarski czas biegł szybko./Wyglądało na to, że przegramy ten wyścig./Dym na wodzie, a ogień na niebie./Zatrzymaliśmy się w Grand Hotelu./Był taki pusty, zimny i ogołocony,/ale ciężarówka Rolling Stonesów stała tuż obok (tak!)./Nagraliśmy tam muzykę./Z kilku czerwonych lamp i paru starych łóżek/urządziliśmy miejsce, by pracować w pocie czoła./Nieważne, co z tego wyszło./Po prostu wiem, wiem, że już nigdy tego nie zapomnimy.
Na koniec o tym, jak było z utworem w wybranych rankingach. W 2004 roku Smoke on the Water znalazł się na 434. pozycji listy 500 utworów wszech czasów tygodnika Rolling Stone. W tym samym roku sklasyfikowano go na 4. miejscu zestawienia Największych riffów wszech czasów pisma Total Guitar. Natomiast w 2005 brytyjski magazyn Q umieścił kompozycję na 12. miejscu listy 100 największych utworów gitarowych wszech czasów.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o