Sztuczka z ogonem

0
75
borowiec1605
REKLAMA

Najczęściej używanym określeniem, jakie dotyczyło płyty, a którego z upodobaniem używano w recenzjach prasowych, było „piękna”. Temu muzyczno‑tekstowemu urokowi Sztuczki słusznie dali się uwieść także amatorzy rocka, a wśród nich czytelnicy wpływowego magazynu Melody Maker, którzy dziełu Genesis przyznali miano płyty roku 1976. W pokonanym polu, co warto wspomnieć, znalazły się wtedy albumy Presence Led Zeppelin oraz Desire Boba Dylana. Na liście bestsellerów w Wielkiej Brytanii płyta dotarła do pozycji 3. i pozostawała w zestawieniu przez 39 tygodni. Cztery miesiące po wydaniu uzyskała na Wyspach status złotej.
Osobiście właśnie od tego wydawnictwa zaprzyjaźniłem się z Genesis. Wcześniej, gdy główną postacią tego progresywnego bandu był charyzmatyczny Peter Gabriel, w muzyce grupy jakoś nie odnajdywałem szczególnie bliskich mi klimatów. Działo się tak zapewne z racji mojego młodego wieku, ale też, jak sądzę dziś, z powodu silnego uzależnienia od hardrocka. Moi starsi koledzy, w ślad za tysiącami innych fanów „gabrielowego” Genesis, wieszczyli po odejściu tego artystycznego guru rychły koniec grupy. Na szczęście stało się inaczej.
Zrejestrowana bez Gabriela płyta A Trick Of The Tail nie tylko zachwyciła dotychczasowych fanów, ale – co więcej – pomogła pozyskać całe rzesze nowych, wcale nie mniej oddanych.
Rejestracja materiału, która odbywała się w londyńskich studiach nagraniowych Trident, rozpoczęła się w październiku roku 1975. Produkcją zajął się David Hentschel. Projekt okładki powierzono wziętej agencji artystycznej Hipgnosis. Autor, Colin Elgie, zaproponował postaci pojawiające się w piosenkach. Efekt był znakomity. Sztuczka jest do dziś jedną z najbardziej rozpoznawalnych okładek tamtej dekady.
Muzycznie przy powstawaniu płyty nie od razu wszystko się układało. Materiał w warstwie instrumentalnej był gotowy, a zespół wciąż poszukiwał wokalisty. Dziesiątki przesłuchań nie przynosiły efektu. Wszyscy wykładali się na utworze Squonk. Wreszcie Collins zapytany, co o tym wszystkim sądzi, zaproponował, że sam zaśpiewa. Kiedy zaprezentował swoje wykonanie, kolegom szczęki opadły. Powierzono mu rolę głównego wokalisty.
Ostatecznie na płycie znalazło się osiem utworów, w większości będących przejawem talentu kompozytorskiego Tony’ego Banksa. Ten twórczy klawiszowiec skomponował utrzymany w klimacie lekko wodewilowej piosenki utwór tytułowy oraz wyjątkowej urody balladę Mad, Mad Moon, kończącą pierwszą stronę płyty. Wspólnie z gitarzystą Stevem Hackettem napisał utwór Entangled, a z basistą Mikem Rutherfordem wspomniany Squonk oraz pozornie prostą balladę o starości i przemijaniu – Ripples. Również rockowa miniopera Robbery, Assault and Battery jest dziełem Banksa, w tym wypadku stworzonym wspólnie z Collinsem. Dwie kompozycje zostały podpisane przez cały zespół, były to otwierająca album Dance On A Volcano oraz wieńcząca całość Los Endos. Ta pierwsza charakteryzująca się zwartym rytmem, urzekającym motywem melodycznym oraz licznymi eksperymentami z rytmem, zadowolić miała, jak pisali krytycy, najbardziej wybrednych koneserów. Utworowi mrocznego charakteru przydawał mocno wykorzystany w nim melotron. Finałowa kompozycja natomiast to wielowątkowy utwór instrumentalny o rozbudowanej strukturze.
Do promocji płyty wykorzystano technikę filmową, dzięki której powstały pierwsze w dziejach Genesis teledyski. W wywiadzie z przełomu stycznia i lutego 1976 roku Collins wyznał: Zrobiliśmy kilka krótkich filmów – jeden do „Robbery, Assault and Battery”. W planach jest też film do „A Trick Of The Tail”. W tym drugim przypadku powstał teledysk, w którym zminiaturyzowany przez bluebox Collins spaceruje po fortepianie. Trzecim filmikiem była ilustracja do Ripples.
Na koniec kilka słów o Philu Collinsie, który kilka lat po wydaniu płyty podjął bardzo udane działania solowe. Ten wcześnie łysiejący, niepozorny, pozbawiony aparycji gwiazdy rocka facet zdobył w świecie uznanie i sympatię. Dobrze ujął to kiedyś Marek Wiernik: W oczach płci brzydkiej to równy chłopina, sprawiający wrażenie wiecznie skacowanego. Eleganckim damom natomiast wcale nie przeszkadza jego nieogolona twarz, przydługie spodnie, obszerne marynarki i zapięte pod samą szyją koszule. W jednym z plebiscytów przeprowadzonych w końcu lat osiemdziesiątych Collins, który w minioną sobotę skończył 65 lat, uznany został za męskie uosobienie seksu.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o