Taka była Janis…

0
33
REKLAMA

Ta wybitnie uzdolniona wokalnie, niegrzeczna dziewczyna nigdy nie była postacią do naśladowania dla dobrze wychowanych panienek. Co innego bowiem sceniczna estyma i radość śpiewania, a co innego regularne życie na krawędzi. Janis żyła szybko i zupełnie niefrasobliwie. Interesowało ją wyłącznie tu i teraz. „Cienka, czerwona linia” między życiem i śmiercią zdawała się jej nie dotyczyć. Choć uważała, że jako osoba pochodząca z długowiecznej rodziny doczeka późnego wieku, zmarła młodo, stanowczo zbyt młodo. Narkotyki, seks i cysterny alkoholu wycięczyły jej organizm. Ostatecznie zabiła ją heroina.
Na życie Janis, zresztą jak chyba na życie każdego, miało wpływ środowisko, w którym wzrastała. Urodzona 19 stycznia 1943 roku w teksańskim mieście Port Artur nie miała łatwo. Obdarzona od dziecka pragnieniem bycia osobą inną od rówieśników, starała się tę inność demonstrować regularnie, często za wszelką cenę. W jej ultrakonserwatywnym otoczeniu było to rzeczą bardzo niepożądaną i przysparzało jej sporo kłopotów, przykrości, a nawet krzywd. Niejeden raz w szkole rówieśnicy obrzucili ją kamieniami. Dokuczano jej na każdym kroku i tylko nieliczni dostrzegali w niej wartościową osobę.
Nigdy nie uchodziła za osóbkę bogobojną, a jednak pastor Darell Evans tak o niej mówił (słowa przytaczam za Ellisem Amburnem): Janis i ja śpiewaliśmy razem w chórze kościelnym. Była bardzo aktywna w kościele (…). Była wyjątkowa – skomplikowana, czuła, troszczyła się o ludzi. Jeśli byłeś przygnębiony, ona zawsze pytała, w czym może pomóc. W towarzystwie była nieśmiała.
W szkole średniej Janis rozpaczliwie chciała zwrócić na siebie uwagę. Niestety, nie mogła wygrać żadnego szkolnego konkursu na jakąkolwiek „miss”. Najbardziej pragnęła dostać się do „Czerwonych Huzarów”, elitarnego zespołu maszerujących doboszy i trębaczy, którzy występowali w „Cotton Bowl” i rozpoczynali parady w Waszyngtonie. Miała spore szanse, bo była pełna energii, lubiła śpiewać i tańczyć, uroda nie stanowiła w tym wypadku nadrzędnego kryterium. Odpadła jednak na piątym etapie wyczerpujących eliminacji. Bardzo to przeżyła.
Kiedyś, już jako uznana artystka, Janis skarżyła się dziennikarzowi, że gdy była młodą dziewczyną, rodzice uznali ją za osobę straconą i zmienili swoją opinię dopiero wtedy, gdy została gwiazdą.
Po bardzo źle wspominanej szkole średniej Janis chciała zostać pielęgniarką, próbowała też swoich sił w malarstwie, jednak to śpiewanie było jej prawdziwym powołaniem. Jej znakomite możliwości wokalno‑interpretacyjne pozwoliły jej, z czasem pokazać światu, że jest osobą nieprzeciętną.
Joplin zafascynowała ciemnoskóra śpiewaczka Odetta i, co właściwie oczywiste, Bessie Smith, najpopularniejsza artystka Stanów Zjednoczonych lat dwudziestych. Dziewczyna marzyła o tym, by stworzyć podobną do Bessie legendę.
Pierwszy znaczący sukces odniosła Janis w 1967 roku podczas Monterey Pop Festival, jednego z najważniejszych wydarzeń w dziejach pop‑kultury. Potwierdzenie jej triumfu przyszło, gdy amerykańskie mass‑media zaczęły przytaczać opinię krytyka pisma Time. Recenzent ten napisał: W ubiegłym tygodniu nastąpił zupełny „odlot” na festiwalu, którym zawładnął soul. Wśród najmocniejszych punktów była Janis Joplin, wspomagana przez zespół z San Francisco Big Brother & The Holding Company, śpiewająca ostrym altem i tupiąca nogami jak tancerka flamenco.
I tak to się potoczyło. Wkrótce pod nagłówkiem Janis Joplin wznosi się na firmament rocka – The New York Times donosił: Kolejki już mogą się ustawiać, ponieważ panna Joplin jest największym nowym talentem.
To przebywanie na rockowym firmamencie, zresztą niepozbawione chwilowych porażek, trwało krótko, zaledwie trzy lata i trzy miesiące. Przy tym wszystkim Janis regularnie potrzebowała potwierdzenia, że jest naprawdę dobra. Związana w pewnym czasie ze znanym w USA muzykiem Country, Joe McDonaldem, pytała go: czy kiedykolwiek myślałeś, że będę dobrze śpiewać – jak Otis Redding albo Tina Turner?
Styl Janis do dziś pozostaje jedną z najbardziej elektryzujących prób stworzenia białego odpowiednika najwartościowszych czarnych wzorców interpretacyjnych. Uwielbiając soul, śmiało i twórczo czerpała z tradycji nie tylko bluesa, ale także muzyki gospel. Tradycję tę rozumiała jakby intuicyjnie, za to przetwarzała ją w zgodzie z duchem czasu, z duchem rocka.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o