Tommy Bolin i Deep Purple

1
66
Tommy Bolin i Deep Purple
REKLAMA

45 lat temu wydany został dziesiąty studyjny album zespołu Deep Purple – Come Taste the Band. W jego nagraniu wziął udział świetny, wszechstronny gitarzysta – Tommy Bolin. Dziś zatem, to i owo o płycie oraz o zmarłym w wieku dwudziestu pięciu lat muzyku.

Come Taste the Band był pierwszym albumem Deep Purple zarejestrowanym bez Ritchiego Blackmore’a. Gitarzyście nie odpowiadał kierunek, w którym grupa podążała wydając albumy Burn i Stormbringer. Zdecydowanie bliższy był mu konwencjonalny hard rock, co udowodnił tworząc grupę Rainbow.
Minęły lata, a w opinii niektórych znawców tematu Come Taste the Band pozostaje najbardziej niedocenionym hardrockowym dziełem tamtego okresu.
Zanim doszło do rejestracji płyty, w składzie Deep Purple znalazł się Tommy Bolin, śpiewający amerykański gitarzysta, grający w zupełnie innym stylu od Blackmore’a. Bolin znakomicie wpasował się w ówczesną muzykę zespołu. Na poprzednich dwóch albumach – za sprawą Glenna Hughesa – pojawiły się elementy muzyki funk i soul. Połączenie tych gatunków z hard rockiem samo w sobie nie było szczególnie nowatorskie, zespół jednak zrobił to na swój sposób, prezentując całkiem oryginalny styl, a jego skrystalizowaną formą stał się właśnie Come Taste the Band. Wpływy czarnej muzyki, w zestawieniu z poprzednimi wydawnictwami, okazały się tutaj zdecydowanie silniejsze, a do tego zostały udanie połączone z brzmieniami hardrockowymi.
Znamiennym przykładem tego stylu stały się takie utwory jak: Gettin’ Tighter, Dealer oraz I Need Love, które łączyły drapieżne brzmienia gitary i organów z funkowymi rytmami oraz ekspresyjnymi, soulującymi wokalami Glena Hughesa, Davida Coverdale’a i, oczywiście, Tommy’ego Bolina, błyszczącego także dzięki porywającym gitarowym solówkom. Ukoronowaniem tej fuzji stylów stała się finałowa kompozycja You Keep on Moving, która może uchodzić nie tylko za perłę albumu, ale i całej dyskografii zespołu. Klimatycznemu intro, zbudowanemu na świetnym motywie basu, towarzyszyło nastrojowe tło organowe. Wszystko świetnie się rozwijało, dając pole do popisu wszystkim instrumentalistom. Udanie wypadł tu wokalny duet Coverdale’a i Hughesa, ale imponowały też zwielokrotnione solówki Bolina.

REKLAMA

Interesującym eksperymentem pozostał This Time Around / Owed to ‚G’, w którym pierwsza część to soulowa ballada, z uduchowionym śpiewem Hughesa. Druga natomiast, instrumentalna, przynosi popis Tommy’ego Bolina, ocierającego się o jazz-funk, co nie powinno dziwić, jeśli weźmie się pod uwagę, że wcześniej gitarzysta grał na albumie Spectrum Billy’ego Cobhama.
Reszta Come Taste the Band pozostała bliższa standardowemu hard rockowi. Dobrym przykładem był tu rozpoczynający album ciężki, rozpędzony numer Comin’ Home. Całkiem przyjemnie słuchało się melodyjnych Lady Luck i Drifter, a do wcześniejszych dokonań Deep Purple nawiązywał Love Child – zadziorny, chwytliwy kawałek, oparty na zgrabnych gitarowych riffach.
W nawiązaniu do dwóch wcześniejszych płyt Deep Purple, Paweł Brzykcy na łamach miesięcznika Teraz Rock stwierdził: Mimo, że nie ma tu wzlotów na miarę „Mistreated” i „Burn”, nie ma też ani jednej nieudanej kompozycji.
Tuż po wydaniu album sprzedawał się bardzo przyzwoicie, na Wyspach uplasował się na 19. miejscu. Po trzech tygodniach, gdy sprzedaż sięgnęła 60 tysięcy egzemplarzy, zdobył tytuł Srebrnej Płyty. Po latach pojawiły się opinie, że album wyprzedził swoją epokę, bo dopiero w ostatniej dekadzie minionego wieku zaczęto grać podobnie.

W marcu 1976 roku, po zakończeniu trasy promującej album, zespół Deep Purple rozpadł się na osiem lat. Tommy Bolin natomiast, założył własny band, który koncertował z Peterem Framptonem i Jeffem Beckiem. Nie trwało to jednak długo, bo 4 grudnia jeszcze tego samego roku na skutek zatrucia narkotykami Bolin zmarł. W jego organizmie wykryto morfinę, kokainę, lidokainę oraz alkohol. To była duża strata dla muzyki, a można się w tym utwierdzić słuchając solowych płyt gitarzysty.
Na finał pewna historyjka pośrednio związana z Bolinem. Było to kilkanaście lat temu. Korzystałem wtedy z Napstera, programu służącego wymianie plików muzycznych. Pewnego razu w komunikatorowym okienku odezwał się do mnie ktoś ze Stanów Zjednoczonych. Rozpoczęliśmy „napsterową” wymianę zdań o gitarzystach. Pamiętam, że z uznaniem pisałem o Rorym Gallagherze, natomiast ten ktoś, będący, jak sądziłem po nicku, facetem w moim wieku, wychwalał sztukę gitarową Bolina. Czynił to z dużym znawstwem używając przy tym stosownych superlatyw. Kiedy zapytałem czy gra na gitarze, otrzymałem odpowiedź: ja nie, ale mój mąż.

REKLAMA

1
Dodaj komentarz

1 Liczba komentarzy
0 Odpowiedzi
0 Obserwują
 
Komentarze z największą ilością reakcji
Najbardziej negatywny komentarz
1 Autorzy komentarzy
  Ustaw powiadomienia  
NAJNOWSZE NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Powiadom o
Artur

Fanom Deep Purple Mk4 polecam płytę (2 CD) koncertową ‘On The Wings Of A Russian Foxbat’.