Urodziny Andy’ego Powella

0
337

Mam nieodparte wrażenie, że zaledwie kilka miesięcy temu oklaskiwałem jubilata i jego Wishbone Ash w Muzycznej Owczarni w Jaworkach. Czas płynie jednak bardzo szybko. Było to sześć lat temu, a 19 lutego Andy’emu Powellowi stuknęła siedemdziesiątka. Wiek zacny, ale dla rockmana to jeszcze nie emerytura.
W 2014 roku Powell i dowodzony przez niego band firmowali album – Blue Horizon. Dwa lata później na rynku księgarskim ukazała się autobiograficzna książka Powella – Eyes Wide Open: True Tales of a Wishbone Ash Warrior. W przyszłym tygodniu natomiast, zapowiedziano wydanie płyty Coat Of Arms – dwudziestej trzeciej w studyjnej dyskografii Wishbone Ash.
Historia muzycznej kariery jubilata – gitarzysty, tekściarza i kompozytora rozpoczęła się, gdy jako dziewiętnastolatek odpowiedział na opublikowane w magazynie Melody Maker ogłoszenie Martina Turnera i Steve’a Uptona dotyczące gitarzysty. Obok niego największe wrażenie na przesłuchujących zrobił Ted Turner. Dzięki temu podjęto historyczną decyzję, że powstający zespól będzie miał dwóch prowadzących gitarzystów. Jakby jednak nie było, od tamtej pory Powell jest uznawany za członka założyciela grupy.
Potężnie brzmiące, zestrojone unisono gitary stały się znakiem rozpoznawczym bandu. Mówiło się wtedy, że to właśnie Wishbone Ash jest pierwszym zespołem grającym z dwiema solowymi gitarami. Należało to jednak uściślić: jednym z pierwszych, bo odrobinę wcześniej takie rozwiązanie brzmieniowe zastosował po drugiej stronie Atlantyku zespół The Allman Brothers Band.
Szczytowym osiągnięciem w historii studyjnych dokonań Wishbone Ash była płyta Argus. Wydana w kwietniu 1972 roku, przyniosła siedem znakomitych kompozycji zespołowych, w tym prawdziwe perły w rodzaju The King Will Come, Warrior czy otwierająca zestaw Time Was. Płyta urzekała ciepłym współbrzmieniem głosów oraz śpiewnymi tonami gitar, i, co bardzo ważne, misternymi aranżacjami. Nie tylko krytyka bardzo wysoko oceniła ten album, czytelnicy magazynu Sounds uznali go za „Album roku”, natomiast zwolennicy pisma Melody Maker nadali mu miano „Top British Album”.
Dla mnie jedną z najbliższych sercu płyt nagranych na żywo pozostaje (i to w kategorii wszech czasów) Live Dates. Materiał na ten podwójny krążek zespół Wishbone Ash zarejestrował podczas trasy koncertowej po Wielkiej Brytanii w drugiej połowie czerwca 1972 roku. Był to ekscytująco brzmiący wybór najlepszych utworów, jakie znalazły się na czterech pierwszych płytach studyjnych, po prostu crème de la crème, nagrany z udziałem publiczności m.in. w Newcastle, Reading i Portsmouth.
Kolejne płyty studyjne, choć nieco niższych lotów, przyniosły równie urokliwe kompozycje. Na płycie Wishbone Four znalazła się m.in. Ballad Of The Beacon, a na krążku There’s The Rub, piątym z kolei, Silver Shoes i szczególnie popularna, urokliwa Persephone.
W następnych latach, jak to często bywa, zespół przechodził sporo zmian personalnych i nagrywał płyty mniej (Raw To The Bone) lub bardziej udane (Nouveau Calls). W ostatnich latach formacja działa w dwóch wcieleniach: jako Martin Turner’s Wishbone Ash oraz jako prowadzona przez Andy’ego Powella macierzysta grupa.
Kiedy jubilat wystartował z Wishbone Ash, stał się jednym z pierwszych propagatorów wspomnianego układu dwóch gitar prowadzących, dzięki temu miał wpływ na takie „dwugitarowe” zespoły jak: Thin Lizzy, Iron Maiden, Judas Priest, czy Big Country.
Powell, co warto dodać i o czym sam mówił, na początku nie mógł sobie pozwolić na kupno gitary elektrycznej, musiał więc pożyczać instrumenty, aż w końcu zdecydował się zbudować własny. Od tego czasu samodzielnie wykonał wiele modeli gitar. Dziś ma spory „arsenał”, a jego najsłynniejszym „wiosłem” jest model Gibson Flying V z 1967 roku.
W roku 1996 artysta wydał książkę – Collector’s Guide to Wishbone Ash – w której przedstawił rozległą historię zespołu.
W muzycznym dorobku muzyk posiada sesje nagraniowe firmowane przez wielu uznanych artystów. Swoimi umiejętnościami wsparł m.in. George’a Harrisona, Ringo Starra, Cillę Black, Stewarta Copelanda i zespół Renaissance. Koncertował (wspólnie z Tedem Turnerem) z uznanymi wykonawcami, m.in. z Janem Akkermanem, Stevem Howem, Robbym Kriegerem, Stevem Hunterem, Lesliem Westem i Alvinem Lee.
W minionych czasach, gdy płyta Argus zwyciężała w najróżniejszych plebiscytach, w brytyjskich pismach muzycznych Andy Powell wymieniany był w gronie najlepszych gitarzystów. Minęły lata, a wielu Brytyjczyków nadal uważa go za jednego z najbardziej wpływowych „wioślarzy” w historii wyspiarskiego rocka.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o