Wściekłość i bunt

0
103
REKLAMA

Tamtego czwartkowego wieczoru zbuntowani gówniarze, z których żaden nie przekroczył dwudziestki, zdołali wykonać zaledwie kilka coverów, m.in. Substitute The Who oraz Whatcha Gonna Do About It zespołu Small Faces. Jak podają niektóre źródła, ktoś z występującej tego samego dnia kapeli Bazooka Joe odłączył im prąd i zaczęło się naparzanie. Wkrótce stało się jednym z istotnych wyróżników pistoletowych występów. Oprócz bijatyk nieodłączne stały się: rynsztokowy język, ordynarne zachowanie, zwierzęcy power, wściekłość i nienawiść (raczej wystudiowane) oraz autentyczna muzyczna mizeria, w czym brylował zwłaszcza późniejszy basista zespołu – Sid Vicious.
Zapyta więc ktoś: po co wracać do czegoś, co było tak mało warte? Takie postawienie sprawy byłoby jednak sporym uproszczeniem. Od tamtych czasów minęło przecież kilka muzycznych epok, a legenda punkowych pionierów wciąż żyje. Co więcej, punkowa rewolta wpłynęła na całą późniejszą muzykę. Dziś mało kogo obchodzi, na ile ów ruch (ten wyspiarski) był autentycznym buntem przeciwko społeczno‑politycznej rzeczywistości i muzycznym trendom, a na ile był sprytnym marketingowym szwindlem w wykonaniu znakomitych kreatorów, takich jak Malcolm McLaren – ojciec chrzestny, przewodnik i manager, bez którego Sex Pistols po prostu nie zaistnieliby.
McLaren chciał, żeby punk szokował Anglosasów nie tylko strojem, zachowaniem i muzyką, ale też i tekstami. Twierdził, że tylko dosadne, znienawidzone przez mieszczaństwo słowa są w stanie oddać to, co czuje młodzież. Nie śpiewa się o miłości ludziom żyjącym z zasiłków dla bezrobotnych. Eufemizmy, zbanalizowana niby‑poezja i tekstowa szmira były według punków dobre dla konfekcyjnego rocka i dyskotekowej sztampy.
Gwałtowny, prymitywny punk rock eksplodował w Londynie w Club 100, Roxy i Vortex oraz w innych, niezbyt licznych klubach, także po drugiej stronie Atlantyku. Zespoły spod znaku Sex Pistols (Clash, Chelsea, Generation X, Stranglers, Damned czy Sham’69) chciały jednak nie tyle zawładnąć wyobraźnią młodych ludzi, ile dać wyraz swojej wściekłości. Boże chroń królową, która nie jest istotą ludzką (…) Nie ma przyszłości (…) jesteśmy kwiatami na śmietnisku (…) jesteśmy trującą substancją w maszynie (…) i miłością uprawianą ukradkiem. Oto fragmenty tekstu słynnego, obrazoburczego God Save The Queen Pistolsów. Była to nie tylko parodia brytyjskiego hymnu, ale plunięcie w twarz największej świętości Zjednoczonego Królestwa – instytucji monarchii. Ten drapieżny bunt przeciw Brytanii drugiej połowy lat siedemdziesiątych należało traktować jako swoisty krzyk sfrustrowanej młodzieży niepamiętającej czasów angielskiej prosperity lat wcześniejszych. Stąd też główne hasło buntu: no future.
Jerzy A. Rzewuski (miesięcznik Jazz, luty 1978) pisał: Muzyka takich zespołów jak Sex Pistols miała być krzykiem rozpaczy – nie ma w niej chęci przebudowy istniejącego układu społecznego, tylko nihilizm. Z kolei Seymour Stein (Sire Records), wielki propagator punk‑rocka, stwierdzał: Ta muzyka odzwierciedla całkowitą obojętność, jaka panuje wśród młodzieży. Nie poczuwa się ona do odpowiedzialności za chaos panujący w świecie, nie chce niczego ulepszać. Zwraca się ku muzyce dla niej samej, dla rozrywki i aby przetrwać. To było istotne. Nie dziwiło więc to, że – aby przetrwać – za instrumenty chwytali smarkacze, którzy o muzyce raczej nie mieli pojęcia, a jeśli już to jedynie tyle, że należy ziać nienawiścią do takich zespołów jak Pink Floyd.
Punk mimo wszystko obronił się. W tamtej dekadzie bronił się tym bardziej, im większą nagonkę na niego wszczynano. W połowie roku 1977 ataki na Wyspach osiągnęły punkt kulminacyjny. Pożywką dla prasy stały się wtedy regularne bitwy uliczne pomiędzy punkami i zwalczającymi ich dość brutalnie Teddy boys, którzy organizowali zakrojone na dużą skalę, weekendowe krucjaty na londyńskie terytoria punków. Minęły lata, od tamtych czasów dzielą nas już „wieki”.
Zespół Sex Pistols rozpadł się w 1978 roku. 18 lat później doszło do reaktywacji w najlepszym składzie: Johnny Lydon, Steve Jones, Glen Matlock oraz Paul Cook. Minęła kolejna dekada i w listopadzie 2006 roku zespół został wprowadzony do Rockandrollowego Panteonu Sław. Obok nazwisk żyjących członków umieszczono tam także nazwisko Sida Viciousa. I tak – uosobiony przez Pistolsów – punk doczekał się pomnika.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o