Yellow Submarine

0
108
REKLAMA

Yellow Submarine stał się ważnym filmem w historii kina z kilku względów. Oszałamiał pomysłowością plastyczną, a jako swoista antologia wszystkiego, czego wcześniej dokonano w animacji filmowej, był też znakomitą ilustracją ważnych socjo‑kulturowych przemian tamtej dekady. Dziś natomiast, dla pokolenia, któremu ideały ruchu flower power, pochodzące zresztą z odległej epoki kulturowej, są nieznane, film jest swoistym wehikułem do podróżowania w czasie i – co by nie mówić –z wdziękiem przywołującym ducha tamtych lat.
Jednym z twórców scenariusza Żółtej łodzi podwodnej był Erich Segal, autor słynnej powieści, na podstawie której nakręcono kasowy melodramat pod tym samym tytułem – Love Story. Według Paula McCartneya rozmawiało się z Segalem bardzo zabawnie, a gość miał fajne pomysły. Ostatecznie McCartney był jednak nieco zdziwiony wyborem opcji psychodelicznej. Chciał, aby film był rodzajem klasycznej kreskówki spod znaku Disneya z muzyką zespołu. Po latach wyznał jednak, że całe szczęście, iż decyzja nie należała do niego, bo powstał film naprawdę interesujący.
Beatlesi lubili Yellow Submarine. Ringo Starr powiedział niegdyś: uwielbiam ten film. Uważam, że ma świetną animację i jest bardzo innowacyjny. Morze Dziur – syndrom Sinoli – to nadal coś świetnego i cieszę się, że byliśmy w to zaangażowani. Podobną opinię wyraził George Harrison.
Według Johna Lennona, producent filmu Al Brodax połowę treści usłyszał właśnie od niego. Pomysł na Hoovera – maszynę, która wsysa ludzi – był mój. Oni przychodzili do studia pogadać w stylu: „Cześć John, stary draniu. Masz jakieś pomysły na film? ”. Ja to z siebie wyrzucałem, a oni wykorzystywali. To był trzeci film, jaki byliśmy winni United Artist. Brian (Epstein) tak to ustalił, my nie mieliśmy z tym nic wspólnego. Film podobał mi się od strony rysunkowej. Chcieli jeszcze jedną piosenkę, więc trzasnąłem „Hey Bulldog”.
Beatlesi nie angażowali się jednak przy powstawaniu filmu jakoś szczególnie. George Harrison wspominał nawet, że mieli co najwyżej dwa spotkania z głównymi twórcami. Byli zbyt zajęci aby podłożyć własne głosy pod przedstawiające ich postaci. Głosów użyczyli między innymi Lance Percival i Eddie Yates, znany wówczas z serialu Coronation Street.
A piosenki? No cóż, ścieżka dźwiękowa aż skrzy się od świetnych kompozycji. Usłyszeć można: Yellow Submarine, Eleanor Rigby, Love You To, A Day In The Life, All Together Now, When I’m Sixty‑Four, Nowhere Man, Lucy In The Sky With Diamonds, Think For Yourself, Sgt Peppers Lonely Hearts Club Band, With A Little Help From My Friends, All You Need Is Love, Baby You’re A Rich Man, It’s All Too Much, a także napisane specjalnie dla potrzeb filmu: Only A Northern Song i wspomnianą już Hey Bulldog.
Wybitny filmoznawca – Jerzy Płażewski, zwrócił przed laty uwagę na to, że filozofia Beatlesów stała się łatwiejsza do wyrażenia właśnie w filmie. Dzięki temu, że czwórka chłopców z Liverpoolu została uwolniona od swej fizycznej dosłowności, od praw ciążenia i praw przyczynowości, łatwiej było wyrazić tę filozofię zamykającą się w pojęciach takich jak wolność, miłość, radość i muzyka. Nic więc dziwnego, że żółta łódź podwodna unosiła Beatlesów bez szwanku przez wszelkie zasadzki czyhające na nich w Morzu Dziur, czy Morzu Konsumpcji. Dzięki łodzi Beatlesi skutecznie pospieszyli z pomocą krajowi Orkiestry Samotnych Serc Sierżanta Pieprza, który został podbity przez ponure i niecierpiące muzyki Niebieskie Potworki. Oczywiście radość i fantazja musiały ostatecznie zwyciężyć nadętą nudę.
Co by jednak nie pisać o filmie, jest pewne, że Yellow Submarine to pozycja ponadczasowa, dotykająca uniwersalnych wartości w atrakcyjnej formie wieloczęściowego clipu z muzyką legendy rock’n’rolla.
Na koniec mała refleksja. Było to bodaj w roku 1971, jeszcze jako brzdąc, w nieistniejącym od dawna tarnowskim kinie Wiarus zobaczyłem ten film po raz pierwszy. Chociaż nie bardzo mogłem sobie poradzić z właściwym zrozumieniem tej bajecznej, psychodelicznej i surrealistycznej zarazem historii, to pamiętam jednak, że opowieść urzekła mnie, a oprócz „obrazków” podobała mi się ścieżka dźwiękowa. Po latach przeczytałem gdzieś stwierdzenie George’a Harrisona, że – w gruncie rzeczy – jest to film dla każdego i nawet kilkuletnie dzieci, choć nie wszystko są w stanie zrozumieć, to jednak bawią się na nim znakomicie.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o