Za kogo się uważamy

0
146
REKLAMA

Fonograf - Deep PurpleWydany w styczniu 1973 roku album Who Do We Think We Are był ostatnim zarejestrowanym przez najsłynniejszy skład zespołu Deep Purple (tzw. Mark II) w pierwszym okresie istnienia.

Krytycy odnieśli się do tego wydawnictwa dość powściągliwie. Do dziś w publikowanych rankingach dotyczących dyskografii bandu płyta oceniana jest raczej przeciętnie. Dla mnie natomiast, zapewne wskutek sentymentów, plasuje się w gronie ulubionych. W dużym stopniu jest tak za sprawą superhiciora Woman From Tokyo, ale zapewniam, że nie wyłącznie, bo to byłoby zdecydowanie za mało.

REKLAMA

Płyta będąca łabędzim śpiewem Mark II dekady lat 70. rodziła się w bólach i atmosferze ogólnego zniechęcenia. Istnieje wiele opinii, że w tamtym okresie wspólne komponowanie stało się dla muzyków swoistym odrabianiem pańszczyzny. Panowie nie rozmawiali ze sobą, a wiele piosenek zostało ukończonych dopiero po ustaleniu harmonogramu prac w studio, tak by mogli nagrywać osobno. Nie zmienia to jednak faktu, że powstały album, trochę może zbyt krótki, okazał się solidnym, muzycznie całkiem udanym wydawnictwem.
Po zarejestrowaniu krążka, wskutek wewnętrznych napięć, zwłaszcza z Ritchiem Blackmorem, Ian Gillan opuścił zespół. Po latach jednak, w wywiadzie udzielonym przy okazji powrotu Mark II i albumu Perfect Strangers, wokalista tak opowiadał: Skończyliśmy 18-miesięczna trasę koncertową, w trakcie której każdy z nas miał jakieś dolegliwości, czasem nawet dość poważne. Patrząc na to wszystko, gdyby nasi menedżerowie byli przyzwoitymi ludźmi, powiedzieliby: „W porządku, przerwijcie. Chcemy, żebyście pojechali na trzymiesięczne wakacje. Nie chcemy nawet, abyście do rąk brali instrumenty”. Zamiast tego jednak, wymusili na nas terminowe ukończenie albumu, a powinniśmy się zatrzymać. Myślę, że gdybyśmy to zrobili, Deep Purple nadal by istniał.
Płyta Who Do We Think We Are powstawała w lipcu 1972 roku w studio w Rzymie oraz w październiku w zachodnioniemieckim Frankfurcie przy użyciu mobilnego studia nagraniowego Rolling Stones. W lipcu zarejestrowano otwierający płytę hit Woman From Tokyo oraz wydany dopiero po latach na zremasterowanej wersji albumu utwór Painted Horse. Cała reszta została nagrana we Frankfurcie, po dość intensywnej trasie koncertowej (obejmującej również Japonię), która zaowocowała albumem Made in Japan.
Otwierająca całość nośna, hardrockowa piosenka to właściwie dowód uznania dla japońskich fanów zespołu. Jej tekst opowiada o Japonce, której uroki są nader fascynujące. Wydana na singlu stała się jedną z najpopularniejszych kompozycji zespołu. Ciekawostką jednak pozostaje fakt, że muzycy za nią nie przepadali i dopiero po latach włączona została do repertuaru koncertowego.

Po Kobiecie z Tokyo brzmiała kompozycja Mary Long, o której Ian Gillan tak mówił: Mary Whitehouse i Lord Longford byli wówczas szczególnymi postaciami, którym zależało na zachowaniu standardów starszego pokolenia (…). W piosence stali się jedną osobą, reprezentującą hipokryzję.
Kolejny utwór, Super Trooper był przykładem solidnego purplowego łojenia. Dla wielu smakowitym kąskiem była następna kompozycja – Smooth Dancer, przywołująca echa Speed King z wielkiego albumu Deep Purple In Rock. Dla mnie bardzo fajnym numerem wciąż pozostaje Rat Bat Blue, ale być może jest tak za sprawą inspiracji, jaką stanowił (jak można sądzić) utwór Moby Dick zespołu Led Zeppelin. Zresztą, kolejna kompozycja – Place In Line, będąca dwunastotaktowym bluesiorem, może również przywoływać zeppelinowe klimaty.

Całość zamykał mniej purplowy numer Our Lady, przywołujący utwory Uriah Heep. Zespołu, który inspiracje czerpał wprost z dokonań Deep Purple. Wypada jednak założyć, że to podobieństwo było tu niezamierzone.
Album Who Do We Think We Are do dziś otrzymuje mieszane recenzje. Przed laty Ann Cheauvy z Rolling Stone oceniła go negatywnie. W zestawieniu z przełomowym krążkiem Deep Purple In Rock napisała, że miejscami brzmi w sposób wymęczony, a zespołowi zabrakło energii, by ułożyć dobre, z drivem utwory. W retrospektywnej recenzji Eduardo Rivadavia z AllMusic wyraził tę samą opinię i stwierdził, że piosenki (oprócz Woman from Tokyo) są szalenie niespójne. Wręcz przeciwnie jednak ocenił płytę David Bowling, który na stronie Blogcritics napisał, że Who Do We Think We Are jest jednym z najmocniejszych w dyskografii i pod względem jakości plasuje się w czołówce dokonań Deep Purple.
Co by jednak nie mówić, album sprzedawał się dobrze, a dodając do tego wcześniejsze płyty, Deep Purple według magazynu Billboard byli w 1973 roku najlepiej sprzedającym się zespołem na świecie.

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze