Zapomniany bard

0
45

Pół wieku temu (w latach świetności) był nazywany angielskim odpowiednikiem Boba Dylana i hippisowskim księciem. 10 maja Donovan Philips Leitch, niegdyś znany w świecie jako Donovan, kończy 74 lata.
W listopadzie 2003 roku ten szkocki bard i kompozytor otrzymał tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Hertfordshire. W kwietniu 2012 roku został wprowadzony do Galerii Sław Rock and Rolla, a dwa lata później do Galerii Sław Twórców Piosenek. Wydana przed siedmioma laty i jak dotąd ostatnia płyta Shadows of Blue była dlań powrotem do miejsca, w którym wystartowała jego amerykańska kariera. W 1965 roku singel Catch the Wind – wydany przez firmę Hickory Records z siedzibą w Nashville – osiągnął trzecie miejsce na amerykańskich listach bestsellerów. Donovan miał wtedy 19 lat.

Te coraz odleglejsze czasy przypominają wykruszającemu się gronu fanów, że pasmo największych sukcesów artysty skończyło się pięć dekad temu.
Donovan Philip Leitch urodził się 10 maja 1946 roku w Glasgow. Przez pewien czas (jako dzieciak) mieszkał wraz z rodziną w Irlandii. Jako czternastolatek – zainspirowany szkocką i angielską muzyką folk – sięgnął po gitarę. Wzorem Boba Dylana pragnął zostać gwiazdą tego gatunku. Na szczęście, nie pasował zbyt dobrze do folkowego establishmentu i jego kariera potoczyła się szerszym torem.
Był jeszcze nastolatkiem, gdy wystąpił w programie telewizyjnym Ready Steady Go. Występ ten okazał się dużym sukcesem i zapewnił wspomnianemu singlowi – Catch The Wind – świetną pozycję. Krążek, wydany w Wielkiej Brytanii w marcu 1965 roku, dotarł do miejsca 4. brytyjskiego zestawienia bestsellerów płytowych. Wkrótce potem Donovan, początkowo podtrzymujący image folkowego artysty, obdarował świat kolejnymi urzekającymi piosenkami oraz utworami o rockowej, a nawet jazzowej proweniencji.
W wywiadzie, jaki pojawił się na łamach miesięcznika Non Stop we wrześniu 1983 roku, artysta mówił: w latach 60. uważano mnie za mówcę pokolenia, a moją popularność utożsamiano z ruchem flower power – niektórzy dziennikarze nazywali mnie The Prince Of Flower Power. Piosenki, które wówczas śpiewałem i nadal wykonuję, wyrażały niepokoje mojego pokolenia, a z drugiej strony – podawane w sposób nieskomplikowany, były przeciwieństwem produkcji takich super- gwiazd jak The Beatles czy The Rolling Stones.
W lipcu 1966 roku dwudziestoletni artysta wydał jeden z pierwszych prawdziwie psychodelicznych singli – Sunshine Superman. Krążek w przeciągu zaledwie sześciu tygodni sprzedał się w liczbie 800 tysięcy egzemplarzy i dotarł na szczyt zestawienia amerykańskiego magazynu Billboard.
W podobnym klimacie był utrzymany bodaj najbardziej znany w Polsce kawałek – Mellow Yellow, wydany w marcu 1967 roku. Warto wspomnieć, że piosenka ta jeszcze przez lata była śpiewana u nas na rajdach i różnego rodzaju imprezach, z polskim, niezbyt wyszukanym tekstem o tym jak… hodowałem melony, a każdy melon jak byk. Tu szczypta pikanterii. W piosence, zaaranżowanej przez Johna Paula Jonesa, zarejestrowanej z udziałem Paula McCartneya, padają słowa „electric banana”. W swojej autobiografii Donovan wyjaśnił, że elektryczny banan odnosił się do… żółtego wibratora. Piosenka stała się niezwykle popularna również w Stanach Zjednoczonych, gdzie osiągnęła 2. miejsce na liście Billboard Hot 100.
Donovan był w tamtych czasach istotnym poetą swojego pokolenia. Zawarte w tekstach jego piosenek subtelne aluzje do narkotyków uczyniły go artystą popularnym wśród hippisującej młodzieży. Narkotyczno-baśniowe wizje osiągnęły apogeum w utworze Hurdy Gurdy Man (tytułowy utwór albumu wydanego w październiku 1968), który nawiązywał do twórczości Lewisa Carrolla. Trzeba jednak przyznać, że jakkolwiek Donovan eksperymentował z trawą i LSD, a za posiadanie marihuany był nawet aresztowany, to jednak nic nie wiadomo o tym, by kiedykolwiek był od tego rodzaju specyfików uzależniony.
W latach 70. Donovan skierował swoje zainteresowania w stronę filmu. Skomponował muzykę do znanej z polskich ekranów komedii Jeśli dziś wtorek, to jesteśmy w Belgii, zagrał główną rolę w The Pied Piper, napisał również muzykę do filmu Brother Sun Sister Moon.
Spoglądając na fonograficzny dorobek jubilata warto (obok przytoczonych utworów) zwrócić uwagę na piosenki takie jak: There Is A Mountain, która stała się bazą dla kompozycji Mountain Jam zespołu The Allman Brothers Band oraz Laléna, która znalazła się w repertuarze wczesnego Deep Purple. Zresztą trudno odmówić uroku jego innym przebojom w rodzaju Seasons Of The Witch, Colours, Atlantis czy Jennifer Juniper. Dziś jednak wszystkie te fonograficzne sukcesy coraz bardziej odchodzą w zapomnienie.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o