Zapomniany pionier

0
50
REKLAMA

12 kwietnia 1954 roku w Nowym Jorku przy West Street 80 Bill Haley wraz ze swoim zespołem – Komety – wziął udział w studiu Pythian Temple w historycznej sesji nagraniowej, podczas której zrealizowano piosenkę Rock Around The Clock. Wkrótce potem fakt ten uznano za oficjalne narodziny rock and rolla. Już wtedy Bill Haley miał na swoim koncie konkretne dokonania. Były to nagrania płytowe oraz praca w rozgłośni radiowej WPWA w Chester w roli nie tylko didżeja, ale także dyrektora programowego.
Haley świetnie potrafił wstrzelić się w oczekiwania ówczesnej młodzieży, która miała powyżej uszu mdławych piosenek w stylu „sweet”. Co więcej, w Stanach Zjednoczonych nadciągał zmierzch ery big bandów, a od połowy lat czterdziestych rosło zainteresowanie rhythm and bluesem, mimo że ten rodzaj muzyki jeszcze przez lata nie wyszedł poza obręb murzyńskich gett i z założenia był ignorowany przez „biały” przemysł fonograficzny oraz „białe” rozgłośnie radiowe.
Wówczas właśnie pojawili się „nowi niepokorni” w osobach piosenkarza country Billa Haleya oraz didżeja z Cleveland Alana Freeda. Właśnie ci dwaj panowie nadali muzycznej burzy o nazwie rock and roll stosowny wymiar.
William John Clifton urodził się 6 lipca 1945 roku w Highland Park. Swoją pierwszą płytę We’re Recruiting nagrał jako dziewiętnastolatek dla wytwórni Vogue. Potem organizował grupy grające muzykę hillbilly, z których The Four Aces Of Western Swing regularnie gościła w jego programie. Haley znakomicie orientował się w tym, co dzieje się na rynku muzycznym. Był częstym gościem klubów studenckich, gdzie obserwował młodych ludzi oddających się hipnotycznym pląsom przy dźwiękach rhythm and bluesa. Ówczesna młodzież pragnęła w muzyce czegoś mocniejszego, większej dynamiki, energii, temperamentu i pałeru.    
Eksperyment Haleya polegał na stworzeniu kombinacji kilku różnych stylów. Zatem do jednego tygla wrzucił: muzykę country and western, dixiland oraz – co oczywiste – rhythm and blues. Wzmocnił brzmienie swojej grupy gitarami, kontrabasem i sekcją dęciaków. Było to jeszcze w roku 1950. Jako ciekawostkę przyjmuje się fakt, że Dave Miller (szef wytwórni, z którą Haley i jego grupa The Saddleman podpisali kontrakt) nie chcąc, aby murzyńska publiczność rozpoznała w Haleyu białego wokalistę, zabronił publikowania jego zdjęć.
W 1951 roku Haley zaszokował publiczność niespotykaną dotąd agresywnością wykonania, prezentując w stylu rockabilly przebój Jackie Brenstona – Rocket 88. Mimo że płytka rozeszła się w nakładzie zaledwie dziesięciu tysięcy egzemplarzy, Haley był konsekwentny, zrzucił kowbojski uniform, a nazwę zespołu The Saddleman zmienił na The Comets. Rok później singel Rock The Joint sprzedał się już w ilości 75 tysięcy sztuk.
Wraz ze wzrostem popularności Haleya rosła dynamika wykonywanego przezeń repertuaru. Jego kompozycja Crazy Man Crazy, nagrana w 1953 roku, rozeszła się w nakładzie 200 tysięcy i – de facto – stała się pierwszą rock and rollową publikacją, która znalazła się na liście przebojów tygodnika Billboard.
2 kwietnia 1954 roku artysta i jego kumple z The Comets sięgnęli po kompozycję Rock Around The Clock, której twórcami byli Jimmy DeKnight oraz Dave Myers. Większym sukcesem od Rock Around okazała się wówczas kompozycja Shake Rattle And Roll, z którą singel rozszedł się w ilości miliona egzemplarzy i przez dwanaście tygodni przebywał w amerykańskiej Top 10. Dopiero po sukcesie tej piosenki i po tym, jak Rock Around The Clock została wykorzystana w filmie Blackborad Jungle, szefowie wytwórni Decca postanowili ją wydać ponownie. To był wielki sukces. W 1955 roku ten klasyczny rock and roll zajął pierwsze miejsce na liście Billboardu i w przeciągu zaledwie kilku lat sprzedał się w ilości 35 milionów egzemplarzy. Wówczas też nadano mu miano młodzieżowej Marsylianki.
W latach 1955‒56 Haley był zdecydowanie najpopularniejszym wykonawcą rock and rollowym w Stanach Zjednoczonych. Zaledwie w przeciągu kilkunastu miesięcy wprowadził do amerykańskiej Top 40 aż dwanaście przebojów. Swoją pozycję skutecznie umocnił filmami Rock Around The Clock oraz Don’t Knock The Rock, w których zagrał wraz ze wspomnianym Alanem Freedem. Mimo wieku (skończył wówczas trzydziestkę) zostałby zapewne królem rock and rolla, gdyby nie Elvis Presley.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o