Zieliński, czyli Skaldowie

0
158
REKLAMA

Urodził się w Gdowie, ale związany jest przede wszystkim z Krakowem, gdzie w 1946 roku urodził się jego brat Jacek. Zanim (zresztą wraz z bratem) w 1965 roku założył Skaldów, by stać się ich zdecydowanym liderem, już wcześniej zdobywał muzyczne ostrogi.
W dziewiątej klasie Liceum Muzycznego Zieliński komponował pieśni dla wojskowego zespołu estradowego Desant, kierowanego wówczas przez jego ojca. Również w liceum założył zespół LM, do tego stał się akompaniatorem w kabarecie „Sowizdrzał”. Z kierownikiem „Sowizdrzała” – Leszkiem Aleksandrem Moczulskim – stworzył swoje pierwsze piosenki, takie jak: Asystent i Nocne tramwaje. W wieku dwudziestu lat założył Sekstet Krakowski, z którym przez dwa miesiące wakacji grywał „do kotleta” w gdańskiej restauracji „Crystal”. Tam jednak, obserwując występy Pięciolinii (późniejsze Czerwone Gitary), postanowił założyć własną grupę grającą i śpiewającą.
Oficjalnie Skaldowie zadebiutowali w październiku 1965 roku podczas II Krakowskiej Giełdy Piosenki. Tam bracia Zielińscy wraz z czterema innymi muzykami wywalczyli pierwsze miejsce za utwór Moja czarownica. Potem sukcesy posypały się jak z rękawa. Skaldowie zdobyli nagrodę za pierwsze miejsce w Koncercie Młodości – w ramach festiwalu opolskiego, nagrodę specjalną podczas V KFPP, odnieśli zwycięstwo podczas I Festiwalu Muzyki Nastolatków we Wrzeszczu. W 1967 roku piosenkę napisaną do słów Wojciecha Młynarskiego, zatytułowaną Wszystko mi mówi, że mnie ktoś pokochał, wybrano Radiową Piosenką Roku.
Zanim jednak nastąpiły sukcesy, zespół prezentował kawałki utrzymane w typowo rockandrollowych rytmach, sięgał przy tym również po tematy jazzowe. Z czasem oparł repertuar głównie na kompozycjach jubilata – wypracowując oryginalny, ale i rozpoznawalny styl. Poprzez rozwiązania harmoniczne autor repertuaru Skaldów nawiązywał do dokonań muzyki baroku i renesansu, a przy tym wplatał umiejętnie motywy zaczerpnięte z polskiego folkloru. W okresie wzmożonych występów, a przede wszystkim z powodu częstych zagranicznych tras koncertowych muzyk przerwał studia w zakresie fortepianu u profesora Hoffmana. W 1975 roku na łamach miesięcznika „Jazz” tak to komentował: Sam fakt, że zaczęliśmy dużo koncertować w kraju i zagranicą musiał mieć wpływ na przerwanie studiów, nie było czasu, aby chodzić na zajęcia. Sam fakt grania dużych koncertów to praca na tyle wyczerpująca, że nic więcej nie można już robić. Człowiek nie wytrzymuje fizycznie.
Z wyjazdu w 1969 roku na tournee do Stanów Zjednoczonych Zieliński przywiózł do Polski organy Hammonda. Z dużym powodzeniem zostały one wykorzystane na wydanej w 1970 roku płycie Od wschodu do zachodu słońca, którą obok albumu Niemen Enigmatic należy uznać za jedną z pierwszych poważnych prób przedstawienia w Polsce muzyki progresywnej lub – jak też się to wówczas określało – rocka symfonicznego. W pełni dojrzały efekt fascynacji Zielińskiego tego rodzaju muzyką znalazł swoje miejsce na trzy lata późniejszym, dużym krążku zatytułowanym Krywań, Krywań. Całą jedną stronę płyty wypełniła suita Krywaniu, Krywaniu, w której Zieliński nawiązał do najlepszych wzorów rocka symfonicznego, efektownie zabarwiając je elementami folkloru góralskiego.
Muzyk, budując w tamtych latach swoje instrumentarium, chętnie czerpał z różnego rodzaju nowinek technicznych. W okresie, kiedy stwierdził, że wyczerpał możliwości Hammonda czy Fendera, sięgnął po syntezator Mooga. Przy tym wszystkim starał się wspierać swoimi pomysłami inne obszary sztuki. Z powodzeniem współpracował z teatrem i – przede wszystkim – z filmem. Wraz ze Skaldami wystąpił w 1966 roku u Jerzego Passendorfera w Mocnym uderzeniu oraz u Janusza Weycherta w Cierpkich głogach. Potem były: Kulig Stanisława Kokesza z hitem Z kopyta kulig rwie oraz w 1974 roku muzyka do filmu Andrzeja Kondratiuka Jak to się robi. Z kolei w 1996 roku ukazał się album firmowany jako Andrzej Zieliński/Skaldowie, który został wypełniony suitą baletową, nagraną w końcu lat osiemdziesiątych z Orkiestrą i Chórem Filharmonii Śląskiej oraz Big Bandem PWSM w Katowicach.
Po latach Skaldowie zapewne słabiej są rozpoznawani przez młode pokolenie. Nie ma jednak wątpliwości, że przynajmniej kilka utworów autorstwa ich lidera (oprócz wspomnianych), ot, jak choćby Króliczka, Prześliczną wiolonczelistkę czy Wiosnę, także i dziś sporo dzieciaków potrafi zanucić.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o