Źli chłopcy z Bostonu

0
126
borowiec1420
REKLAMA

Jedna z wersji dotyczących początków bandu głosi, że dwaj kolesie z Sunapee (New Hampshire) – Steven Tyler i Joe Perry, spotkali się na koncercie The Rolling Stones. Tak bardzo zafascynowała ich muzyka Anglików, że postanowili założyć zespół. Kapela przybrała nazwę Jam Band, a około roku 1970, przeniósłszy się do Bostonu, grała już jako Aerosmith. Od początku grupa starała się wykorzystywać uderzające podobieństwo Tylera do frontmena Stonesów, a on sam, bardzo zresztą udanie, starał się Jaggera naśladować. Na styl grupy mieli wpływ nie tylko Stonesi, Steven Tyler podkreślał: bardzo podobał nam się Led Zeppelin i jego potężne brzmienie… Chcieliśmy grać tak jak oni.
Początki nie były jednak łatwe. Kwintetowi udało się podpisać kontrakt płytowy dopiero w 1973 roku. Niestety pierwszy album, zatytułowany po prostu Aerosmith, przeszedł właściwie bez echa. Rosła jednak sława kapeli i to nie tyle dzięki stonesowskiemu wizerunkowi, ile dzięki znakomitym występom na żywo. Mimo to dopiero trzecia płyta – Toys In The Attic – ulokowała grupę na szczytach list bestsellerów, a album Rocks przyjęty został wręcz owacyjnie i uczynił z Aerosmith megakapelę.
Kiedy grupa znalazła się u szczytu kariery, zaczęła, niestety, staczać się. Tom Hamilton, basista, tak niegdyś to ujął: John McLaughlin i jego grupa medytowali przed każdym występem. My mieliśmy swoją własną medytację – chemiczną. Muzycy coraz częściej odurzeni prochami zaczęli tracić kontakt z rzeczywistością. Płyta Draw The Line z 1977 roku była już tylko mizerną kopia poprzednich, a kolejne dwie były komercyjną klęską.
Drogi muzyków rozeszły się – Joe Perry oraz Brad Whitford zaczęli kombinować z własnymi kapelami. Bez skutku jednak. Czas mijał i o kapeli powoli zaczęto zapominać. A jednak muzykom udało się powrócić. Połowa lat osiemdziesiątych zastała ich w klinikach odwykowych. Tyler wspominał: To kwachy wszystko rozwaliły… Teraz, gdy się od nich uwolniliśmy, możemy zaczynać na nowo…
I zaczęli. Zainwestował w nich David Geffen. Pierwszy wydany po przerwie album Done With Mirrors zawiódł nieco oczekiwania i pokazał grupę, mimo wszystko, w schematycznym hardrockowym graniu, na tyle jednak spodobał się krytyce, że mówiło się o odrodzeniu zespołu. W tym też czasie grupa Run DMC, gwiazda muzyki rap, postanowiła przypomnieć stary numer Aerosmith Walk This Way i zaprosiła Tylera i Perry’ego do studia. Nagranie zdobyło popularność, stało się utworem dającym początek fuzji metalu z rapem i sprawiło, że muzycy Aerosmith zabrali się za nagranie kolejnej płyty.
Wydany w 1987 roku album Permanent Vacation stał się największym komercyjnym hitem zespołu. Zespół unowocześnił brzmienie, skorzystał z instrumentów dętych, a przy tym nie wyrzekł się swoich fascynacji bluesem. Dzięki tej płycie Aerosmith po raz kolejny znalazł się u szczytu popularności.
Następny, ostry i bezkompromisowy krążek Pump pokazał zespół grający w swoim starym, sprawdzonym stylu, a Love In An Elevator stało się tego stosownym przykładem. Płyta Get A Grip przyniosła kolejne światowe hity, które ugruntowały pozycję zespołu wśród największych rockowych kapel świata, Living On The Edge, Cryin’ czy Crazy stały się megahitami.
Bardzo pozytywnym dokonaniem Tylera i jego kolegów, przynajmniej dla mnie, stała się płyta Honkin’ On Bobo z 2004 roku. Dla bluesowych ortodoksów krążek brzmiał może nieco za ostro, ale nie zmieniało to faktu, że zagrano go nader solidnie,
Do dziś Aerosmith sprzedał ogółem ponad 150 milionów płyt. Jego krążki 25‑krotnie uzyskały status złotych, 18‑krotnie pokryły się platyną i aż 12 razy zdobyły miano multiplatyny. W rankingu amerykańskim pod tym względem plasują się wśród zespołów na samym szczycie. 21 utworów zespołu było notowanych w tamtejszej Top 40 wg magazynu Billboard, czterokrotnie band zdobywał statuetkę Grammy, dziesięciokrotnie nagrodę Video Music stacji MTV. W 2001 roku został wprowadzony do Rockandrollowego Panteonu Sław, a w rankingu stacji telewizyjnej VH1 oraz magazynu Rolling Stone znalazł się wśród stu najlepszych artystów wszech czasów. W ubiegłym roku, w uznaniu zasług spółka Steven Tyler – Joe Perry znalazła się w amerykańskim Hall of Fame autorów piosenek.
Lata płyną, a Aerosmith wciąż w trasie, rockandrollową moc mają po swojej stronie, ale przecież w porównaniu z The Rolling Stones wcale nie są tacy wiekowi.

REKLAMA
REKLAMA

Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments