Bartek Topa: Osobni widzą więcej

0
86
bartek-topa
REKLAMA

 …również na tych, którzy stali się niewidoczni.
Osoby na wózkach, niepełnoprawni intelektualnie czy fizycznie wymagają naszej troski i zainteresowania. To dla mnie oczywiste.
Kiedy po raz pierwszy zetknąłeś się z problemem niepełnosprawności?
W dzieciństwie w rodzinnym Nowym Targu. Byłem ministrantem, służyłem do mszy, w naszym kościele pracował kantor – trochę inaczej się poruszał. Zastanowiło mnie to. Usłyszałem od mamy, że ten pan ma protezę, brakuje mu jednej nogi. Moje pytanie było jednak pozbawione oceny, a odpowiedź nie pociągnęła za sobą żadnej zmiany w nastawieniu.
Nie zawsze reagujemy w taki sposób. Inność wywołuje niepokój, poczucie dyskomfortu, zawstydzenie.
Są różnego rodzaju inności. Czasami jest inność ukryta, innym razem namacalna, widoczna gołym okiem. Najważniejsza dla mnie jest akceptacja dla różnorodności. Jesteśmy inni, każdy z nas. Nie wolno tego stygmatyzować, prowadzić rankingów, która inność jest wartościowsza, bardziej lub mniej oczywista.
Nie sądzę, żeby nasza rozmowa zmieniła nastawienie kogokolwiek do niepełnosprawności. Może jednak ktoś to przeczyta, zastanowi się chociaż. Wystarczyłoby kilka osób.
Naszą postawę kształtuje wiele czynników. Na pewno rodzina, ale także środowisko, w którym funkcjonujemy, przyjaciele, znajomi, czasami religia, poglądy polityczne. Wszystko ma znaczenie. Mój stosunek do inności jest świadectwem drogi jaką przeszedłem. Że dorastałem w Nowym Targu, wybrałem taki, a nie inny model edukacji, a na swojej drodze spotkałem i spotykam nadal niezwykłych ludzi.
Nigdy nie miałem problemów z empatią, albo kłopotów z tolerancją, ale przecież nie jestem ani głuchy, ani ślepy. Język polityki stał się w dużym stopniu ściekiem, w parlamencie słyszymy bulwersujące komentarze, słownictwo rodem z knajpy. I w tym momencie zgadzam się z tobą, że metoda małych kroków ma sens, trzeba robić swoje, dawać przykład, również dlatego żeby przeciwstawić się zachowaniom, których nie akceptujemy.
Czasami wystarczy uchylić lekko furtkę, żeby zobaczyć cały widnokrąg. Kilka miesięcy temu zostałem zaproszony do Konina na dwudniowe warsztaty z krytyki filmowej z gimnazjalistami i uczniami pierwszych klas liceum. Młodzież wydawała się znudzona i nagle coś w nich drgnęło. Obejrzeliśmy razem film o niepełnosprawnych i nagle uruchomiła się ożywiona dyskusja. Moi podopieczni napisali potem fantastyczne recenzje. To były wspaniałe, bezinteresowne dwa dni, w których poczułem, że moja praca naprawdę ma sens.
W twoim głosie usłyszałem pasję i emocje. I o to właśnie chodzi. Ta młodzież potrzebowała tego rodzaju dyskusji, ponieważ prawdopodobnie nie ma tego w szkole, niewielu nauczycieli rozmawia z nimi na podobne tematy, a oni bardzo tego potrzebują. Są w takim momencie życia, w którym kształtuje się ich indywidualność, wrażliwość, również poglądy, w tym postrzeganie inności, niepełnosprawności.
Być może zatem trzeba zawalczyć o zmiany systemowe w całym procesie edukacyjnym, żeby bardzo młodzi ludzie, gimnazjaliści, licealiści, mieli możliwość spotkania się z psychologami, terapeutami? To prawdopodobnie byłyby dla nich o wiele cenniejsze doświadczenia niż kolejna nudna, odbębniona lekcja na zadany temat. Potrafić nazwać uczucia, emocje, ich źródło i miejsce obecności. O nich rozmawiać… przeżywać.

REKLAMA

Słuchając dzieciaków z Konina, czułem, jak stopniowo zmieniają zdanie na temat osób z zespołem Downa, ludzi na wózkach, bo na nasze zajęcia przyszli z gotowymi szufladkami. Z przekonaniem, że to są dwa różne światy, oni i my, i że „oni” nie mają do „nas” dostępu.
Mnie się ciężko dyskutuje na ten temat, bo ja takich podziałów nie tylko nie uznaję, ale zwyczajnie ich nie rozumiem. To mi się nie mieści w głowie. Dlaczego sami siebie stygmatyzujemy? Ludzie to ludzie, zwierzęta to zwierzęta, rośliny to rośliny. Każdy egzemplarz jest inny. Każdy.
Może to naiwne z mojej strony, ale ja nie chcę świata, w którym definiuje się kogokolwiek poprzez jego zdrowie czy chorobę, odmienność seksualną albo przynależność religijną.
Od lat działasz aktywnie na rzecz fundacji „Synapsis”, zajmującej się zwróceniem uwagi na problem osób chorujących na autyzm.
Autysta jest samotny. Chodzi o skrajny rodzaj samotności, do której nikt nie ma wglądu. To trochę tak, jakbyś wylądował sam na Syberii, został wyrzucony na pustą, nieprzeniknioną przestrzeń. Ciało jest więzieniem.
Autyzm robi bałagan w zmysłach. Ludzie zmagający się z tą przypadłością mają kłopoty z nauką, percepcją, kontaktami, ale są także takimi samymi ludźmi jak my, mają osobny świat, który powinniśmy uszanować.
„Dla mnie to było zadanie aktorskie, a dla wielu ludzi to codzienność, z którą muszą się zmagać” – mówiłeś po udziale w viralowej kampanii „Autyzm wprowadza ludzi w błąd”. Cztery lata temu w sieci pojawiły się filmiki, na których jadąc w metrze, wymachiwałeś dłońmi, czasami zasłaniałeś rękoma uszy, jakby ktoś zapuścił ci wiertarkę do głowy, zmieniałeś miejsce, nerwowo się rozglądałeś. Siedzący w metrze ludzie zerkali ciekawsko, uśmiechali się albo odwracali głowy. W Internecie ruszyła fala hejtu. „Topa zaliczył wtopę” – pisano.
Nawet przez sekundę nie żałowałem udziału w tej akcji, nie dedukowałem, że może mi to zepsuć karierę albo narazić na przykrości. Naprawdę chciałem to zrobić i nie bałem się ryzyka. Naśladowałem piętnastoletniego wówczas Maćka, który podobnie jak dzieci spotykane często przez nas w autobusach czy na ulicy krzyczał, machał rękami, wydawał się nieposłuszny wobec mamy. Większość z nas, widząc takie zachowania, uważa, że dziecko jest niegrzeczne, zostało źle wychowane, tymczasem Maciek jest po prostu autystą. Trzeba pozwolić mu być takim, jaki jest.
Dzięki Twojemu zaangażowaniu wiemy o autyzmie więcej.
Programy działań na rzecz ludzi dotkniętych autyzmem są coraz pełniejsze i, co ważniejsze, skuteczne. Jeżeli autyzm zostanie rozpoznany w pierwszych dwóch latach życia, istnieje spora szansa, że wielu „dotkniętych” może funkcjonować w społeczeństwie w miarę normalnie, samodzielnie.
W filmie telewizyjnym „Kuracja”, w reżyserii Wojtka Smarzowskiego według powieści Jacka Głębskiego, zagrałeś młodego, pełnego zapału psychiatrę, który padł ofiarą wymyślonego przez siebie eksperymentu. Majer, żeby lepiej zrozumieć pacjentów, zgłosił się do zakładu psychiatrycznego jako pacjent. To był tylko film, zresztą bardzo wartościowy, ale jak sądzisz – czy w życiu możemy mieć dostęp do równoległego świata ludzi innych niż my sami?
Wszystko zależy od momentu takiego spotkania, ale i naszego przygotowania, wiedzy medycznej i humanistycznej. Ja wszedłem dosyć głęboko w problem autyzmu, ponieważ czułem, że mnie on interesuje, w jakimś sensie wzbogaca, ale też nie potrafiłbym precyzyjnie umotywować, dlaczego zainteresował mnie akurat autyzm. To się dzieje w jakiejś niezależnej perspektywie, na którą nie mamy chyba do końca wpływu.
Twoje świetne role z ostatnich lat: Kapsel w „Królu życia”, Marek w „Obcym niebie”, Kebab w „Kebabie i horoskopie”, Król w „Drogówce”, Mróz w „Domu złym” to byli faceci z cieniem: walczący z nałogami, z samym sobą, walczący o prawdę. Zabawni, ale w gruncie rzeczy smutni. Outsiderzy.
Może takie role mnie przyciągają, bo w życiu też jestem outsiderem. Osobni widzą więcej.

Od redakcji:
Fragment rozmowy Łukasza Maciejewskiego z Bartkiem Topą, która ukazała się w książce „Rysa na raju. My i niepełnosprawni”, wydanej przez Stowarzyszenie Rodzin i Opiekunów Osób z Zespołem Downa „Bardziej Kochani”.

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments