Borys Szyc: Lubię słowo ”profesjonalizm”

0
111
borys-szyc
REKLAMA

„Aktorstwo jest zawodem wymyślonym dla mnie”. Kto to powiedział?
Skoro pytasz, to pewnie ja.
Twoja wypowiedź z wywiadu, którego udzieliłeś mi dziesięć lat temu.
W Krakowie.
Dobrze to wspominam. Pierwsze dni zdjęciowe „Vinciego” Machulskiego: byłeś wtedy aktorem prawie nieznanym. Płynęliśmy we trójkę – razem z Kamillą Baar – stateczkiem po Wiśle, z widokiem na Wawel, i rozmawialiśmy o planach, o waszych i moich marzeniach. To był chyba jeden z pierwszych dużych wywiadów, jakich udzieliłeś.
Zdecydowanie pierwszy.
Sytuacja się zmieniła. Jesteś idolem, trochę celebrytą, grasz w teatrze, za chwilę premiera Twojego najnowszego filmu „Dżej Dżej”.
Imperatyw pozostał. Poza tym robię to, co mnie cieszy. Trudno o lepszy scenariusz.

REKLAMA

Od początku, od pierwszych ról i tak zwanych występów publicznych, odbiegałeś od przyjętego wzorca. Mówiłeś na przykład głośno: jestem najlepszy, zamiast wyznawać skromnie, że musisz się jeszcze sporo nauczyć.
Ciągle staram się nie kłamać. Ale od tego czasu trochę się uspokoiłem. Nie jestem już taki butny. Sądzę zresztą, że te moje bezczelne deklaracje sprzed lat wynikały w gruncie rzeczy z niepewności. Mówiąc: „jestem wspaniały”, asekurowałem się przed paraliżującym strachem, że jest inaczej.
Lista tytułów, w których zagrałeś, zaskakuje. Kompletnie różne role, style, reżyserzy. Strategia czy przypadek?
50 na 50 procent. Staram się różnicować role, nie wszystkie propozycje przyjmuję. Większość ról zagrałem nie z zachłanności, tylko z nadziei na fantastyczne spotkanie. Różne osobowości, odmienne konwencje, metryka i estetyka.
Cały czas piszą o Tobie tabloidy, śmieciowe media. Jak być popularnym aktorem i nie zwariować?
Myślę, że trzeba po prostu ostro zasuwać i nie pozwalać, żeby świat zewnętrzny przenikał do ciebie w zbyt dużych dawkach. Zbigniew Zapasiewicz wciąż powtarzał, że widz nie musi wiedzieć, jaką aktor je zupę i z kim sypia.
Ale przecież bardzo łatwo – na przykład z Internetu, dowiedzieć się, jaką kuchnię preferujesz albo kto jest aktualną panią Twojego serca.
Nie mam na to wpływu. Śledzą mnie, piszą bzdury. Gdybym czytał wszystko, co się wypisuje na mój temat, pewnie bym zwariował.
Nie czytasz?
Nie. Ale i tak, najbardziej barwne kawałki szybko docierają do mnie poprzez znajomych, którzy nie potrafią oprzeć się przyjemności podesłania mi maila z linkiem do „Faktu” i z komentarzem: „Nie wierzę, przeczytaj”. Albo: „Zobacz, jakie to zabawne”. Mnie nie jest do śmiechu.
Nie zatrzymasz tej magmy.
Miałem różne etapy w życiu. Najpierw to było szczeniackie zachłyśnięcie się entertainment, komentarzami, forami na mój temat, potem – druga skrajność – zaczynałem mieć manię prześladowczą, wciąż wydawało mi się, że ktoś za mną chodzi. Dzisiaj jest O.K. Mam kompletny luz.
Twój typ osobowościowy – wymarzony kolega; sprawia, że prawie każdemu wydaje się, że dobrze Cię zna. Co trzeci Cię kocha, co dziesiąty nienawidzi.
Internet jest ściekiem. Mogę o sobie przeczytać wszystkie najgorsze rzeczy. Jedynym pocieszeniem jest fakt, że nikogo nie oszczędzają.
W każdym razie Borys Szyc nie jest na pewno zjawiskiem neutralnym. Gospodarze programów telewizyjnych, dziennikarze przeprowadzający z tobą wywiady oczekują zawsze tego samego – mocnych wrażeń, kontrowersji, ekspresji. Smutny Szyc nie istnieje.
A może nie chce istnieć na widoku publicznym?
Rzeczywiście, świetnie grasz w wywiadach luzaka, ale tak naprawdę jesteś dosyć zamknięty i doskonale panujesz nad tym, czego nie chcesz o sobie powiedzieć.
Lubię słowo „profesjonalizm”. Mieści się w nim również umiejętność kontaktów z mediami. Masz rację, dosyć rygorystycznie to wszystko kontroluję. Na pewno nikt nie zmusi mnie do spowiedzi na łamach gazet. Nie będę fotografował się z córką ani opowiadał o bliskich mi osobach.
Długo trwało, zanim to zrozumiałeś?
Chwilę zajęło. Jako bardzo młody człowiek zostałem wrzucony na naprawdę głęboką wodę. Sława, pieniądze, dziewczyny. Może się od tego przewrócić w głowie. Można się rozchlać, rozćpać albo rozkabotynić. Byłem blisko.
Kto ci pomógł?
Na pewno córka diametralnie zmieniła mój świat. Poza tym udało mi się zadać sobie na serio podstawowe, ocierające się o banał pytania: kim jestem, po co, dlaczego?

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments