Borzęcin, Mrożek i słoń

0
179
slawomir-mrozek
REKLAMA

Sławomir Mrożek zmarł 15 sierpnia w Nicei w wieku 83 lat. Był słynnym dramaturgiem, rysownikiem i autorem satyrycznych opowiadań, jednym z najczęściej tłumaczonych polskich pisarzy na świecie. Takie dramaty jak „Tango” czy „Emigranci” do dzisiaj są chętnie wystawiane w teatrach w Polsce i za granicą. Mrożka pożegnano z honorami, a urna z jego prochami została złożona w sarkofagu w Panteonie Narodowym w podziemiach kościoła świętych Piotra i Pawła w Krakowie. Przy okazji pojawiły się jednak głosy sprzeciwu, bo Mrożek był postacią kontrowersyjną i znaczną część życia spędził na emigracji. Wyrażał też niejednoznaczne opinie na temat podtarnowskiego Borzęcina, w którym przyszedł na świat w 1930 roku.

REKLAMA

 

Fachowe pobicie
Zofia Kędzior – matka pisarza, z którą Mrożek był bardzo związany – jako córka miejscowego mleczarza przychodziła często na pocztę w Borzęcinie. Jej kierownikiem był wtedy młody Antoni Mrożek, pochodzący z Porąbki Uszewskiej inteligent chłopskiego pochodzenia, z którym szybko się pobrali. Mrożek po latach wspominał, że nie wie nawet dokładnie, kiedy się urodził, bo prawdopodobnie proboszcz parafii wpisał do księgi złą datę.
Przyszły dramaturg po raz pierwszy przyjechał do Krakowa w wieku trzech lat, bo ojciec dostał tam posadę na poczcie. Potem wielokrotnie wracał jednak do rodzinnego Borzęcina, gdzie poszedł też do szkoły, a w czasie wojny obserwował tu ruchy wojsk i przeżył nalot na Tarnów: „Różnokolorowe rakiety wzbijały się w niebo w rozmaitych kierunkach, smugi reflektorów krzyżowały się nieustannie na niebie, było słychać detonacje wybuchów i artylerii przeciwlotniczej” – relacjonował potem pisarz, który już wtedy chciał jak najszybciej przenieść się na stałe do Krakowa, co zrobił po zakończeniu wojny.
– Mrożek po latach wspominał pierwszy dzień, który spędził w szkole. Zaskoczyło go, że klasy były koedukacyjne. Jako energiczny młody człowiek zaczepił też jednego chłopca, po czym został przez niego pobity. Pisał potem, że dziwił się fachowości, z jaką został wtedy powalony – mówi Kinga Białek, dyrektor Zespołu Szkół w Borzęcinie. – Mrożek wspominał też swoje częste wędrówki do Biadolin, gdzie znajdowała się stacja kolejowa. Nie stanowiło dla niego problemu, żeby przejść pieszo osiem kilometrów.
Poeta Józef Baran, drugi znany borzęcinianin, miał okazję korespondować z Mrożkiem, a następnie poznać go osobiście. Dramaturg przebywał już wtedy na emigracji, był ceniony na świecie, ale w korespondencji lubił wracać do swojej rodzinnej miejscowości. Baran otrzymał pierwszy list z Paryża w 1974 roku, kiedy opublikował swój tomik wierszy związany z Borzęcinem.
– Słynny już Mrożek napisał, że czytał tomik i przypomniało mu się dzieciństwo – mówi poeta. – Sławomir próbował nawet opisać mi swoją rodzinę z Borzęcina. Myślał chyba, że nic o jego pochodzeniu nie wiem, tymczasem już wtedy o Mrożku było głośno. W jednym z listów napisałem mu, że chłop z Borzęcina wspominał, jak jako dziecko śpiewał w ogrodzie piosenkę „Pamiętasz Capri”. Mrożek odpisał, że nic innego nie mógł śpiewać, bo jego rodzina uważała, że muzyka poważna to pitolenie. Nie mógł więc słuchać Mozarta, chociaż chciał.


Lubił czy nie lubił?
Mrożek niezbyt często wracał do Borzęcina, bo według wielu nie czuł się związany ze swoją rodzinną miejscowością, choć mieszkańcy wspominają, że bywał czasem nieoficjalnie na grobach swojej rodziny. Dużą część życia spędził zresztą poza Polską, a najsłynniejsza jego wizyta w Borzęcinie to ta z 1990 roku. Zorganizowano wtedy w Krakowie huczne obchody 60. urodzin Mrożka, w tym jeden dzień festiwalu przeznaczono na wizytę i uroczystości w Borzęcinie, które wywołały niemałe emocje. Do małej miejscowości przyjechali autokarami artyści, reżyserzy i dziennikarze z całego kraju.
Zorganizowano wtedy dość nietypowy happening. Na pobliskiej łące pojawił się dmuchany słoń nawiązujący do słynnego opowiadania pisarza, a nauczyciel Józef Boraca zaczął witać… sobowtóra Mrożka. Początkowo nikt się nie zorientował, a dopiero potem przybył prawdziwy Mrożek, którego oficjalnie przywitano. Dowcip wielu się spodobał, ale nie wszyscy mieszkańcy zrozumieli jego ideę, a nawet dziennikarze byli zdezorientowani. Sam Mrożek nie miał też za bardzo ochoty zabierać głosu. Absurdalnych zdarzeń było dużo więcej, a aktorowi Andrzejowi Grabowskiemu odmówił posłuszeństwa koń, na którym jeździł jako członek witającej dramaturga konnej banderii.
Sławomir Mrożek o Borzęcinie wypowiadał się raczej rzadko. W liście do swojego przyjaciela Jana Błońskiego, znanego literaturoznawcy i krytyka, napisał: „A ja nienawidzę mojego Borzęcina („Borzęcina”, bo to nie tylko o tę miejscowość geograficznie chodzi), brzydzę się nim, bo mały, głupi, brzydki, bez żadnej metafizyki on był, bez żadnej metafizyki ta moja przeszłość, moje pochodzenie i moja cała owa pierwsza przeszłość”.
Mrożek pisał, że Czesław Miłosz był „panem”, bo pochodzi z Wilna, a on tylko „dziadem”, bo urodził się na wsi. Nie miał jednak na myśli konkretnie Borzęcina, ale zwracał raczej uwagę na wiejskie pochodzenie w ogóle, które w tamtych czasach odgrywało niemałą rolę. I choć Mrożek w młodości niezbyt chętnie przyznawał się do swojej rodzinnej miejscowości, to z biegiem lat próbował uczynić ze swojego pochodzenia atut. W autobiografii „Baltazar”, którą wydał w 2006 roku, obszernie wracał do pierwszych lat życia, a czasem w rozmowach podkreślał, że jednak czuje się z Borzęcinem emocjonalnie związany.
– Sławomir w pewnym momencie eksponował Borzęcin, choćby w felietonach czy notkach biograficznych – przyznaje Józef Baran. – Właściwie był krakowianinem, bo tam się wychowywał, ale jednak podkreślał, że w Borzęcinie się urodził, wysuwał to na pierwszy plan, chociaż tak naprawdę był z innego świata. Myślę, że to tworzyło jego legendę, bo z Krakowa do Meksyku jest bliżej niż z Borzęcina do Meksyku. W listach pisał mi, że w Borzęcinie uczył się pierwszych wschodów i zachodów słońca, pór roku, przyrody. To ważne, bo pierwsze lata życia zapadają w pamięć. Myślę też, że informacje na temat chłopów do niektórych opowiadań czerpał właśnie z Borzęcina.

 

Borzęckie plany
Rodzinna miejscowość Sławomira Mrożka nie chciała i nie chce zapomnieć o tym, skąd pochodzi znany dramaturg. Marcel Kwaśniak, antropolog kultury urodzony w Borzęcinie, napisał na swoim blogu: „Od najmłodszych lat byłem przez, lub raczej poprzez, Mrożka prześladowany, a przynajmniej od czasu do czasu mogłem odnieść takie wrażenie. Każdy nauczyciel, z polonistkami na czele, chciał nam – uczniom Szkoły Podstawowej im. Władysława Jagiełły w Borzęcinie – włożyć łopatą do głowy, kim ON jest i skąd się wywodzi”.
W Zespole Szkół w Borzęcinie kilka lat temu powstała specjalna sala, która ma przybliżać uczniom postać ich znanego krajana. W „Mrożkolandzie” zgromadzono różne przedmioty z lat 30., wśród których dramaturg dorastał. Nie zachowały się jednak żadne przedmioty z wyburzonego domu rodzinnego Mrożka, więc są to jedynie eksponaty, które przynieśli mieszkańcy Borzęcina. W sali stoją też dwie oryginale ławki z okresu, kiedy Mrożek uczęszczał do miejscowej szkoły.
– Przy okazji omawiania utworów Mrożka wykorzystujemy właśnie tę salę. Prowadzimy tam lekcje, opowiadamy uczniom o niełatwym dzieciństwie pisarza, dzięki czemu dzieci mogą bardziej wczuć się w sytuację Mrożka i trudne warunki, w jakich mieszkał. Zależy nam na tym, żeby uczniowie znali jednak biografię słynnego mieszkańca swojej miejscowości – mówi Kinga Białek, dyrektor szkoły.
W przyszłym roku Borzęcin będzie obchodził 650. rocznicę lokacji miejscowości. Wtedy sala ma zostać przekształcona w izbę pamięci, a władze gminy chcą pozyskać pamiątki bezpośrednio związane z Mrożkiem i zaprosić na jej otwarcie żonę pisarza. W Borzęcinie ma powstać też amatorski teatr imienia słynnego dramaturga, który będzie grał między innymi jego sztuki. Już jeden z pierwszych spektakli ma nawiązywać do jego twórczości.
A co na to wszystko mógłby dzisiaj powiedzieć Sławomir Mrożek? Pewnie nic, bo pisarz bardziej od wypowiadania słów wolał milczenie, a całe zamieszanie już go dzisiaj zapewne nie interesuje. Napisał kiedyś: „Zapytany przed sądem, czy urodziłem się rzeczywiście, nie mógłbym przysiąc, bo osobiście niczego sobie nie przypominam. Jeżeli istnieje jakieś inne życie po śmierci, prawdopodobnie tak samo nie będę pamiętał mojego umierania”.
Borzęcin chce jednak pamiętać, szczególnie o miejscu urodzenia Mrożka.

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments