Closer

0
72
borowiec1729

Siła muzyki Joy Division tkwiła nie tyle w prostych riffach i niepokojącym rytmie, ile w swoiście depresyjnej, przygnębiającej, pełnej rezygnacji atmosferze. Krótka, bo zaledwie kilkuletnia historia zespołu sięga 20 lipca 1976 roku. Wówczas to w Leser Free Trade Hall w Manchesterze występowali Sex Pistols oraz dwie lokalne kapele: Slaughter Ane The Dogs oraz Buzzcocks. Wydarzenie to stało się inspiracją dla trójki młodych ludzi. Bernard „Dicken” Albrecht, Peter Hook oraz Terry Mason zakupili instrumenty. Po kilku tygodniach dołączył do nich Ian Curtis. Tak sformował się zespół Stiff Kittens, który wkrótce przekształcił się w Warsaw. Dla mieszkańców Manchesteru nazwa ta brzmiała może i nieco egzotycznie, ale prawdziwym powodem jej przyjęcia był mroczny utwór Davida Bowiego, pochodzący z płyty Low, a zatytułowany właśnie Warsaw.
Kapela zadebiutowała 29 maja 1977 roku w manchesterskim Electric Circus. Niespełna dwa miesiące później nagrała demo w Pennine Sound Studios. W grudniu 1977 roku zarejestrowała EP‑kę An Ideal For Living, a miesiąc później przekształciła się w Joy Division. Nazwę tę Curtis zaczerpnął od Karola Cetinsky’ego, który w książce The House Of Dolls określał tak grono młodych dziewcząt w obozach koncentracyjnych, utrzymywane ku uciesze hitlerowskich oficerów.
W maju 1978 roku muzycy Joy Division w ciągu zaledwie pięciu dni nagrali materiał na debiutancką płytę Unknown Pleasure. Na przełomie 1978 i 1979 roku odbyli jedyne europejskie tournée. W marcu 1980 roku zarejestrowali najbardziej znany singel Love Will Tear Us Apart oraz materiał na płytę Closer. 2 maja na uniwersytecie w Birmingham dali swój ostatni koncert. Szesnaście dni później Curtis popełnił samobójstwo.
Closer to najdojrzalszy krążek w nader skromnej dyskografii grupy. W jego prostej i świadomie brudnej estetyce było coś, co pociągało wtedy młodych ludzi w całej Europie. Mroczne klimaty, pokręcone, zupełnie nieprzebojowe teksty i ten odklejony, neurotycznie wsobny, schorowany outsider– Ian Curtis.
Muzyka Joy Division, począwszy od pierwszych zarejestrowanych utworów, utrzymywana była niezmiennie w tej samej stylistyce, jednak teksty Curtisa ewoluowały. Dla przykładu otwierający płytę Unknown Pleasure utwór Disorder był zaledwie wyznaniem chłopięcej bezradności w obcym i nieprzyjaznym świecie, natomiast kompozycje zamykające Closer – The Eternal oraz Decades – były już świadectwem rezygnacji, za którą stała jedynie śmierć.
Album Closer, w porównaniu z brutalnym, bardziej konwencjonalnym krążkiem Unknown Pleasures, był sporym skokiem. Kompozycje nań zawarte sytuowały się daleko od inspirowanych punkiem wcześniejszych kawałków. Unknown Pleasures był w dużym stopniu zasługą producenta Martina Hannetta i jego śmiałego wykorzystania efektów cyfrowych. Na Closer, mimo tej samej ręki, muzyka jest inna, tajemniczo obca, jakby pochodziła z jakiejś egzystencjalnej otchłani, począwszy od dziwnych, militarystycznych rytmów Colony, a na histerycznych i wynaturzonych brzmieniach gitar w Atrocity Exhibition skończywszy. Do tego dochodziły jeszcze syntezatory, zwłaszcza w Isolation i Heart And Soul. Ktoś kiedyś nie bez racji stwierdził, że nawet gdyby po płycie Closer zespół działał nadal z Curtisem, to najprawdopodobniej zacząłby brzmieć jak jego mutacja, czyli New Order. To jednak już inna kwestia.
W książce 1001 albumów muzycznych. Historia muzyki rozrywkowej pod redakcją Roberta Dimery’ego przy okazji Closer można znaleźć następujący opis: Nastrój, jaki buduje tu Martin Hannet,t w zasadzie sam w sobie jest instrumentem. Wcześniej był tłem, teraz jego firmowe echa i opóźnianie są częścią szkieletów piosenek, przez co te stają się bardziej surowe.
W trzech ostatnich nagraniach – desperackim Twenty Four Hours, do bólu przygnębiających Decades oraz The Eternal (brzmiącym jak marsz żałobny) – widać wyraźnie, że granica między udręką Curtisa i jego przerażająco smutnymi tekstami właściwie przestała istnieć. Egzystencjalna trauma autora znalazła w nich pełne odzwierciedlenie.
I jeszcze jedno. Gdy spogląda się na okładkę płyty Closer w kontekście samobójczego odejścia Curtisa, można sądzić, że zamieszczony na niej nagrobek to tylko nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Trzeba jednak wiedzieć, że okładkę zaprojektowano na długo przed tym tragicznym wydarzeniem, a zatem w takim kontekście album trudno traktować inaczej niż jako kronikę zapowiedzianej śmierci…

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o