Damą być…

0
82
zelazna-dama1
REKLAMA

Na początku winna jestem małe wyjaśnienie: „Żelazna Dama” w reżyserii Phyllidy Lloyd nie jest dramatem politycznym, jak sugerowałby tytuł filmu, i przedstawieniem historii dojścia do władzy Margaret Thatcher, pierwszej kobiety na stanowisku premiera Wielkiej Brytanii, nazwanej „najlepszym po Churchillu szefem brytyjskiego rządu”.
Czym jest więc propozycja Lloyd? Otóż, w moim mniemaniu, ma bardzo wiele z obyczajowo‑psychologicznej monodramy. Przedstawiane w krótkiej, migawkowej formie (bez podania daty czy miejsca) tło polityczno‑społecznych wydarzeń stanowi swoisty pretekst do ukazania postaci pani premier, tzn. Meryl Streep kreującej tytułową rolę. Aktorka spotkała się już z reżyserką wcześniej na planie musicalu „Mamma Mia! ”, widać współpraca przypadła obu paniom na tyle do gustu, iż postanowiły spotkać się po raz kolejny.
Lloyd lubi ukazywać nietypowe kobiece postaci, choć w przypadku Margaret Thatcher lepiej należałoby powiedzieć „bohaterki”, gdyż była brytyjska premier taką właśnie stuprocentową bohaterką jest, co doskonale uwidacznia droga, jaką 24‑letnia, piskliwa Maggie przebyła, by dojść na szczyt politycznej kariery w świecie w zupełności zdominowanym przez mężczyzn. Sprytnym narracyjnym zabiegiem jest z pewnością sposób ukazania samej Thatcher i jej polityki. W żadnym bowiem momencie ani przez chwilę nie pada pytanie o słuszność przeprowadzanych przez bohaterkę reform. Ba, reżyserka tak ustawiła fabularną materię, że jakiekolwiek wątpliwości w tym względzie nie powinny się nawet pojawić w głowach widzów. To, co zostało wysunięte na pierwszy plan, to podziw dla wytrwałej i wiernej swym poglądom kobiety, która osiągnęła zaszczyty, o jakich płeć piękna (i nie tylko) mogła wówczas tylko pomarzyć.
Uwielbienie i podziw dla głównej bohaterki stanowi zarówno wadę, jak i zaletę obrazu. Meryl Streep jest aktorką wyjątkowego formatu i dlatego przygniata ciężarem swych umiejętności resztę obsady. Oglądając „Żelazną Damę”, zapominamy, że istnieje drugi czy trzeci plan. Pomimo niekwestionowanej wielkości odtwórczyni głównej roli, fakt skoncentrowania się wyłącznie na niej nie do końca dobrze wpłynął na całościowy zelazna-damaodbiór filmu (wymienione wcześniej, zdawkowe kadry polityczno‑społeczne), bowiem po obiecującym tytule produkcji chcielibyśmy spodziewać się jednak czegoś ciut większego. Niemniej dla fanów Streep film jest jak najbardziej pozycją obowiązkową. Prócz próby ukazania bardziej „ludzkiej” twarzy Thatcher, obraz Lloyd zmusza również do refleksji nad starością i związanym z nią osamotnieniem. Ta bowiem nie ominie żadnego z nas, w tym i jednostek wybitnych.
___________________________
ŻELAZNA DAMA. Biograficzny/komediodramat. Produkcja: Wielka Brytania/Francja 2011. Reżyseria: Phyllida Lloyd. Obsada: Meryl Streep, Jim Broadbent, Olivia Colman, Roger Allam, Susan Brown. Czas: 105 min.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o