Daniel Ciupryk: Nie jestem cyrkową atrakcją

0
117
REKLAMA

Podobno jesteś najszybciej rapującym człowiekiem na świcie.
Tak naprawdę bardzo trudno jest to zmierzyć, bo każdy język jest inny, inaczej wymawia się sylaby, które mają różną długość. Poza tym, jeśli chce się rapować do pewnego rytmu, a nie po prostu mówić na czas, to w tej kwestii decyduje subiektywnie wrażenie odbiorcy. Wręcz jestem pewny, że nie jestem najszybszy na świecie, ale zrobiłem fajną otoczkę wokół swoich działań i to miało duży wpływ na moją popularność.
Rok temu pojawiłeś się w sieci właściwie znikąd i nagle twój filmik, w którym bardzo szybko rapowałeś (robiąc przy okazji różne inne rzeczy), obejrzało kilka milionów osób. Skąd pomysł na nagranie tego filmiku?
Temat miałem właściwie wyłożony jak na talerzu, a wszystko wyszło samo z siebie. Zdawałem sobie sprawę, że potrafię szybko rapować, ale nie uważałem tego za swoją specjalność. Kiedy zobaczyłem, że w sieci jest popularny filmik amerykańskiego rapera George’a Watskyego, to stwierdziłem, że bez problemów mogę rapować jeszcze szybciej, ale nie chciałem też kopiować tego gościa. Wymyśliłem więc swój tekst i scenariusz filmu, aby zrobić coś więcej niż on, być poziom wyżej. Udało się.
Potem były już tylko liczne wywiady, wizyty w mediach i tytuł „najszybszego rapera świata”. A przecież zanim stałeś się w Polsce rozpoznawalny, byłeś zwykłym chłopakiem z Tarnowa…
Obecnie mieszkam w Krakowie, choć tak naprawdę uważam się za rodowitego tarnowianina, bo spędziłem w tym mieście 28 lat swojego życia. Stąd pochodzą moi rodzice, tutaj chodziłem do szkoły, z którą zresztą też mam sporo ciekawych wspomnień, bo nie byłem wzorowym uczniem i zrobiłem zawrotną „karierę” w tarnowskich liceach (śmiech).
Jak ona przebiegała?
Nie było wtedy jeszcze gimnazjów, więc po podstawówce trafiłem do II LO w Tarnowie i tam udało mi się utrzymać pół roku. Nigdy nie byłem orłem, jeśli chodzi o frekwencję, a dodatkowo czułem, że to nie jest mój klimat, więc poszedłem do I LO. Tam wytrzymałem półtora roku, ale ta decyzja była wielką pomyłką, bo miałem problemy z nauką. Pamiętam, że nauczyciele straszyli nas, że jak będziemy niegrzeczni, to trafimy do V LO. A że ja byłem niegrzeczny, to tam trafiłem (śmiech).
I było aż tak źle?
Wprost przeciwnie! V LO okazało się dla mnie zbawieniem, było tam świetnie, szybko się zadomowiłem, tam też skończyłem edukację. Co prawda nie zdałem matury za pierwszym razem, ale udało mi się zdać za drugim. Potem zacząłem studia na PWSZ, ale zrezygnowałem po zaliczeniu pierwszego semestru. Wyklarowało się w mojej głowie to, co już wcześniej czułem. Zrozumiałem, że akademicki sposób przyswajania wiedzy nie jest dla mnie. Wiem, jak docierać do informacji, które są mi potrzebne, a na studiach czułem, że tracę czas i życie ucieka mi na robieniu niepraktycznych rzeczy. Zrezygnowałem i na tym zakończyła się moja nauka.
Co robiłeś potem, zanim jeszcze stałeś się gwiazdą Internetu?
Moja historia jest długa i przerywana co jakiś czas, bo od 12. roku życia mam problemy ze zdrowiem. Próbowałem różnych rzeczy, chciałem nawet pójść na jakieś inne studia, ale wszystko odbywało się falami, ponieważ chorowałem. Kiedy czułem się gorzej, to dwa lata spędziłem w domu, jeżdżąc nawet na wózku, choć ostatecznie jakoś się wykaraskałem. Potem chciałem się przenieść do Krakowa, ale zdrowie nadal nie pozwalało, żeby pójść do pracy od godziny 7 do 15, więc przez jakiś czas pracowałem u ojca w firmie ogrodniczej w Tarnowie.
To kiedy zacząłeś zajmować się muzyką?
W pewnym momencie złożyło się kilka sprzyjających okoliczności: byłem już bardziej zdrowy, przeprowadziłem się do Krakowa, pojawiły się też dotacje z Unii Europejskiej. Już wcześniej miałem ciągotki do kręcenia i obróbki obrazu, więc uruchomiłem działalność związaną z produkcją wideo. Chciałem być jednak muzykiem, ale nie mogłem pojechać w trasę, grać koncertów w knajpach i prowadzić takiego hardkorowego trybu życia. Znalazłem więc inną drogę dzięki Internetowi. A dalszą historię już wszyscy znają – zrobiłem filmik, który mocno mnie wypromował.

REKLAMA

Czy po sukcesie pierwszego filmiku nie obawiałeś się, że staniesz się tylko przejściową gwiazdą Internetu i szybko znikniesz ze sceny, jak wielu innych przed tobą?
Nie obawiałem się, bo Internet miał być dla mnie tylko sposobem na wypromowanie się. Traktowałem tę sytuację jako pretekst do pokazania tego, co robię, chciałem zaprezentować inne rzeczy. Miałem nadzieję, że ten filmik z szybkim rapowaniem rozejdzie się po sieci, a ludzie będą chcieli mnie poznać i zobaczyć, co robię innego. Nie chcę być cyrkową atrakcją, jeździć po świecie i pokazywać wszystkim, że jedyne, co potrafię, to szybko rapować.
I dlatego nagrałeś płytę?
Jesteś nieźle poinformowany, bo nie wszyscy o płycie wiedzą. Często jest nawet tak, że ktoś przypadkowo usłyszy gdzieś moje kawałki i mówi: „To jest świetne, a myślałem, że ty umiesz tylko szybko rapować”. Dziwię się, że dla ludzi zaskoczeniem jest fakt, że mogę robić coś więcej. Wydaje im się, że filmik powstał z przypadku, bo nie mają pojęcia, ile włożyłem w niego pracy.
To jak nauczyłeś się szybko rapować?
Cały czas robię coś muzycznie, więc jest to poniekąd efekt uboczny. Dostałem już kilka tysięcy maili z pytaniem, jak to się robi, jakie ćwiczenia wykonuję. Czasem już mnie takie pytania denerwują, więc zdarzyły mi się totalnie idiotycznie odpowiedzi, że na przykład wkładam sobie coś na noc do ust albo coś specjalnego pod poduszkę (śmiech). Tak naprawdę słuchałem zawsze dużo zagranicznego rapu, więc to mi pomogło. Poza tym wydaje mi się, że jeśli robi się coś z dużą pasją i częstotliwością, to umiejętności same w końcu przychodzą.
A ludzie zazdroszczą tego specyficznego talentu…
Większości się wydaje, że wystarczy popracować pięć minut i pieniądze się sypią…To błędne myślenie: trzeba coś robić, starać się, działać. Staram się wymyślać nowe rzeczy i nie zamykać się w jednej formie, tak by nie znudzić odbiorców podobnych do mnie, czyli tych, którzy nie lubią monotonii. Obecnie robimy np. co drugi piątek przez Internet freestyle, gdzie wymyślamy na żywo teksty według tematów podrzucanych przez widzów.
Niedawno nagrałeś też drugi filmik, który również robi furorę w sieci.
Ma nawet więcej wyświetleń niż ten pierwszy, a niedawno serwis YouTube wrzucił go na swój oficjalny profil na Facebooku, co było dla mnie szokiem także dlatego, że nie wiedziałem, że YouTube ma swój profil, który lubi kilkadziesiąt milionów ludzi z całego świata! Cieszę się z tej popularności, bo nagrałem ten filmik m.in. po to, żeby potwierdzić, że ten pierwszy nie był przypadkiem i potrafię zrobić coś równie dobrego.
Jak zamierzasz wykorzystać swoją popularność?
Za pomocą Internetu mógłbym na pewno nagrywać kolejne filmy i spokojnie wbić się w mainstream, ale nie chcę tego robić. Nie chcę wykorzystywać swojej popularności do złej promocji własnej osoby. Uważam, że przy okazji, która mi się nadarzyła, nie mogę zaprzepaścić robienia dobrej muzyki. Wiadomo, że na nią nie ma takiego wzięcia, jak na tę gównianą, ale jeśli ktoś się choć trochę muzyką interesuje, to zdaje sobie z tego sprawę. Wierzę, że ludzie mają coraz bardziej otwartą muzycznie głowę i mam większą szansę na sukces niż np. 10 lat temu. Zmierzam do tego, żeby ktoś mógł powiedzieć, że podoba mu się to, co robię, że to jest świetnie. Nie chcę podobać się wszystkim trochę, chcę podobać się części, ale bardzo.
Jakie masz najbliższe plany?
Na pewno przez jakiś czas nie będę nagrywał szybko rapowanego teledysku. Chcę zająć się koncertami. Myślę, że będzie fajnie, bo będziemy grali żywym składem w niestandardowy sposób. Były już próby i jest ogień (śmiech)! Jestem bardzo podekscytowany nowym składem i nadchodzącym sezonem koncertowym.
Wystąpicie w Tarnowie?
Tak, już to zaplanowałem. Zobaczymy jeszcze, jak uda się wszystko zorganizować, bo co do inaugurującego koncertu to wahamy się między Krakowem a Tarnowem, ale na pewno odbędzie się tutaj jeden z pierwszych.
Czekamy z niecierpliwością.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o