Lombard: Dinozaury wyginęły, my nie…

0
106
lombard1
REKLAMA

Na Waszą najnowszą płytę fani musieli czekać 12 lat. To prawda, że przez ten czas oczekiwania powstało po kilka wersji każdego z utworów?
Grzegorz Stróżniak: Przekładaliśmy premierę płyty „ShowTime” wiele razy. Nie jest łatwo być w tym kraju artystą. Nie tylko debiutantem, ale i artystą z sukcesami i porażkami. Może wzięliśmy sobie z Martą za dużo na głowę? Może po prostu tak miało być? Jesteśmy wokalistami, muzykami. Ja jestem kompozytorem, Marta pisze teksty, ale jesteśmy również menedżerami zespołu Lombard. Ciężko jest pogodzić te wszystkie funkcje. W 2001 roku stworzyliśmy firmę producencką Show Time Music Production, wszystko po to, by móc realizować swoje projekty bez nacisków osób trzecich, wytwórni płytowych czy producentów zewnętrznych.

REKLAMA

Marta Cugier: Mieliśmy złe doświadczenia z płytą „Deja’vu” i nie chcieliśmy powtarzać błędów. Wiedzieliśmy, że jeżeli nasza muzyka ma być szczera i nie być produktem „komercyjnym”, w złym tego słowa znaczeniu, to musimy stworzyć sobie odpowiednie zaplecze do pracy. Trwało to ponad 10 lat, bo marzenia, niestety, kosztują!
G. S.: Nie wszyscy muzycy Lombardu to rozumieli i nie wszyscy wytrzymali próbę czasu. Z kilkoma musieliśmy się rozstać. Kolejne składy musiały się zgrać, a z czasem odczuwaliśmy potrzebę nagrania materiału od nowa. W końcu się udało: mamy wspaniałych muzyków, z którymi można optymistycznie patrzeć w przyszłość. W ten sposób właśnie powstało kilka wersji każdego utworu, które może kiedyś fanom udostępnimy na naszej stronie www.lombard.pl
Jak można interpretować tytuł „ShowTime”?
G. S.: Kiedy wypowiada się te słowa, jest to taki szczególny moment – tuż przed czymś, co ma się wydarzyć! Często „show time” pada w momencie, kiedy aktorzy wychodzą na scenę, by odegrać swoje role, muzycy, by zagrać koncert… Szukaliśmy odpowiednika tego „show time” w języku polskim i nie udało się. „Czas na show” byłoby dosłownym tłumaczeniem. „Do dzieła” najbardziej zbliżone jest „show time”, ale jakoś tak banalnie brzmi. Chcieliśmy zaznaczyć, że jesteśmy gotowi do działania, ale w tym, co robimy, chcemy pochylać się nad problemami zwykłych ludzi. Czujemy się częścią tej całości. W naszym życiu nie ma miejsca na „gwiazdorzenie”. Twardo stąpamy po ziemi.
M. C.: Tytuł jest trochę przewrotny. Na naszej płycie bohaterami są zwykli, prawdziwi ludzie i ich problemy. Życie jest swoistą sceną, odgrywamy w nim różne role. Płyta „ShowTime” jest pamiętnikiem z życia Lombardu. Każdy utwór jest jedną z kart historii Lombardu. Przeczytasz „ShowTime”, a tuż potem wysłuchasz jedenastu kompozycji, które płyną prosto z serca.


lombard2Ostatnimi czasy byliście bardzo aktywni koncertowo nie tylko w kraju. Graliście w Izraelu i na Białorusi…
M. C.: Izrael jest miejscem szczególnym nie tylko dla religii, choć nie religia, a pokojowe wojska ONZ były inicjatorem tej wizyty. W Izraelu zrealizowaliśmy zdjęcia do teledysku „I say stop! ” – przeciwko wojnie przemocy i terroryzmowi. Zagraliśmy też koncert na Wzgórzach Golan, gdzie kiedyś stacjonowały polskie wojska w służbie ONZ. Koncert był prezentem od polskich żołnierzy dla innych tam stacjonujących. Atmosfera była wspaniała i to jedno ze wspaniałych naszych wspomnień.
G. S.: Andżelika Borys, dawna szefowa Związku Polaków na Białorusi, jest naszą przyjaciółką. Wspaniała i niepowtarzalna kobieta! Polubiliśmy się bardzo i to sprawiło, że namówiła nas na koncert w Grodnie. Koncert odbył się dzięki naszemu MSZ, bo konsularne samochody przewoziły nas potajemnie przez granice. Niestety, Andżelika przypłaciła ten koncert kolejnym procesem na Białorusi, ale ani ona, ani my nie żałowaliśmy tego wspaniałego spotkania z Polakami na Białorusi!

W zeszłym roku „stuknęła” wam trzydziestka. Czujecie się, przepraszam za wyrażenie, dinozaurami polskiej sceny?
M. C.: Ja na dinozaura się nie załapuję, bo z zespołem śpiewam 13 lat, a muzyka, którą gramy, to nie odcinanie kuponów i wtórność. Poza tym w zeszłym roku stuknęło mi 33, więc tym bardziej jakoś nie czuję tych 30 lat Lombardu.
G. S.: Lombard nie jest dinozaurem dzięki Marcie. Muzyka, którą dziś robimy, nie jest kopią tej z lat 80., jest nowoczesna i pozbawiona nacisków. Poza tym dinozaury wyginęły, a my istniejemy i nasza działalność nie polega na odcinaniu kuponów od przeszłości! Cały czas coś robimy. Przez ostatnie 13 lat wydaliśmy 4 płyty… Tak więc ciężko mówić tu o byciu dinozaurem. Na naszych koncertach bawią się ludzie od 10. do 70. roku życia i to jest wspaniałe.
Grzegorzu, jako jeden z nielicznych muzyków na polskiej scenie w całości poświęciłeś się jednemu zespołowi. Nie ciągnęło cię nigdy, żeby, nawet jednorazowo, nagrać coś solowo albo z jakimś innym projektem?
G. S.: Był taki moment w 1984 roku, kiedy mogłem to zrobić, ale zabrakło mi odwagi. Nie byłoby wtedy Lombardu, więc nie żałuję. Lombard i wszystko, co dziś robimy, jest sensem mojego życia. Nie szukam niczego innego, bo tu się spełniam jako wokalista, klawiszowiec, kompozytor, aranżer. Napisałem też muzykę do czterech musicali. Jeśli kiedykolwiek miałbym zrobić cokolwiek solo, byłoby to coś kompletnie innego niż Lombard. Muzyka instrumentalna, elektroniczna, filmowa jest czymś, czym może kiedyś się zajmę.lombard3

Marto, dołączyłaś do Lombardu w 1999 roku jako młoda dziewczyna… Czy tak właśnie wyobrażałaś sobie życie na scenie?
M. C.: Życie toczy się poza sceną – to rodzina, przyjaciele… Scena jest jednak magią, czymś, co mnie przyciąga od dziecka! Zaczęłam śpiewać, jak miałam 6 lat, ale nie był to nigdy cel w moim życiu. Wydaje mi się, że scena wybrała mnie, a nie ja ją. Od 16. roku życia jednak słyszę, że „urodziłam się na scenie”, że to mój żywioł… Cieszę się, że mogę dawać radość innym. Muzyka jest wspaniałym nośnikiem emocji a to, co robię, jest spełnieniem marzeń, które nawet bałam się mieć! Nigdy jednak nie chciałam być gwiazdą czy celebrytką! W śpiewaniu kocham śpiewanie, reszta to otoczka, niestety wpisana w zawód artysty.
Kocham koncerty! Lubię realizować nasze pomysły i projekty. Uwielbiam przygotowania płyty, pracę w studiu, z grafikami, nad materiałami prasowymi… Lombard jest spełnieniem marzeń nie tylko tych muzycznych.
„Przeżyj to sam” wciąż zachwyca i się nie nudzi. Zastanawialiście się czasami, na czym polega fenomen tej piosenki?
G. S.: „Przeżyj to sam” jest jednym z najważniejszych utworów w historii Lombardu. To wspaniałe uczucie dla kompozytora i autora, gdy utwór trwa w ludzkiej świadomości przez 30 lat. Napisałem go, kiedy miałem zaledwie 16 lat, z własnym, amatorskim tekstem. Później słowami wspaniałego tekściarza Andrzeja Sobczaka stał się protest songiem lat 80., a kolejne pokolenia dopisują do niego swoją własną ideologię. Uwielbiam śpiewać ten utwór. Szczególnie cudowne są momenty, gdy do wspólnego śpiewania włącza się publiczność.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o