Malowanie jako pierwsza potrzeba

0
266
niedojadlo
REKLAMA

Marek Niedojadło jest malarzem znanym tarnowianom, ale chyba jeszcze bardziej znanym poza Tarnowem i za granicą.
– W Tarnowie miałem może trzy wystawy, pierwszą w 1988 roku… Sporej części moich obrazów nikt tutaj nie zna – mówi. – Częściej wystawiałem w Warszawie i Krakowie, w Niemczech – np. w Monachium czy Anzbach, w ub. roku także w Brukseli. Wystawiam tam z powodzeniem i sprzedaję. Nie dlatego, że staram się przypodobać publiczności. Raczej dlatego, że konsekwentnie robię swoje… Nie maluje się dla pieniędzy – dodaje. – Jeśli ktoś zamierza malować tylko dla pieniędzy, to powinien raczej dać sobie z tym spokój…
Malarstwo sztalugowe to część jego twórczości. Zaczynał – przypomina – od malowania kościołów, malarstwa ściennego, monumentalnego.
– Byłem na drugim roku studiów ASP, gdy profesor Taranczewski zaproponował mi pracę w kościele, który wówczas malował. To był dla mnie prawdziwy chrzest bojowy – praca na rusztowaniu, nauka precyzyjnego rysunku, kompozycji we wnętrzu, proporcji, a także poszczególnych, pracochłonnych etapów tworzenia obrazu na ścianie. Nie była to swobodna twórczość – pracowałem według wskazówek profesora i kanonów, których opanowania malarstwo sakralne wymaga, każde malarstwo zresztą – kanon uczy formy. Profesor zawsze powtarzał, że kanony trzeba poznać, bo to jest baza, z której wychodzimy – potem można już iść w dowolnym, własnym kierunku…
Podkreśla, że ta malarska praca, która była i przedłużeniem, i uzupełnieniem nauki w Akademii, przydała się później bardzo także w twórczości indywidualnej. Po okresie pracy z profesorem malował także kościoły samodzielnie. – Wymalowałem ich co najmniej kilkanaście, może kilkadziesiąt. Potem zacząłem projektować witraże – zawsze mnie to fascynowało – i nadal to robię.
Podkreśla, że choć malarstwo sztalugowe jest dla niego najbardziej osobistym rodzajem twórczości, nie należy odbierać go w oderwaniu od pozostałych prac.
– Nie ma podziału na malarstwo ścienne, monumentalne i malarstwo sztalugowe. Te płaszczyzny się zazębiają. Gdy projektuję witraż, myślę o obrazie, malując obraz – o witrażu. Podobnie jest przy malarstwie ściennym. Zdarzało mi się słyszeć, że moje obrazy przypominają witraże i odwrotnie – to dla mnie duża satysfakcja, tak być powinno.
Źródła inspiracji bywają różne. Mogą być nimi np. wrażenia wyniesione z różnych lektur. Marek Niedojadło czyta dużo i uważnie. Jest zwolennikiem czytania „od deski do deski”. Najbardziej interesuje go literatura faktu, książki historyczne (m.in. historia starożytna i ta najnowsza), ludzkie życiorysy, ale i „książki nad książkami”.
– Przez półtora roku przeczytałem całe Pismo Święte – fascynująca lektura! Druga najwspanialsza książka dla mnie to „Iliada” Homera – czytałem ją w różnych tłumaczeniach, uważam, że jest niezwykła zarówno jako opowieść, jak i jako obraz życia w tamtych czasach. Zawsze też czeka w kolejce kilka pozycji z historii najnowszej. Czytanie jest dla mnie bardzo ważne – wierzę, że lektury, jakie się czyta, jakoś nas kształtują, mają wpływ na nasze życie, wybory, pracę… Książka jest niezastąpiona, jeśli chodzi o pobudzanie wyobraźni, kreowanie własnych światów, analizowanie zjawisk…
Inne ważne źródło inspiracji to tzw. „notatki z natury” – studia malarskie tworzone na gorąco pod wpływem jakiegoś widoku.
– Szanuję abstrakcjonistów, ale sam jestem malarzem, który musi wyjść od czegoś realnego. Nie mówią tu o naśladowaniu natury, bo nie o to w malarstwie chodzi. Każde wrażenie odbieramy przecież w sposób zarówno wzrokowy, jak i intelektualny. W zasadzie każdy sposób przetransponowania wrażeń i wywołanych przez nie refleksji na środki malarskie ma w sobie coś z abstrakcji… Nadrzędna jest budowa obrazu – w takiej formie, by był jak najlepszym przekazem wrażeń i refleksji… Jestem tak ukierunkowany, żeby tworzyć obrazy.
Co jeszcze robi Marek Niedojadło, gdy nie maluje i nie projektuje? Nie ogląda telewizji – jak mówi, wyprowadził telewizor z domu, bo go to nie zajmowało. Korzysta z komputera – m.in. uczy się w ten sposób angielskiego – ale i ten ekran nie jest dla niego czymś nadmiernie interesującym. Lubi natomiast słuchać muzyki („Muzyki, nie jakiejś tam muzyczki – po latach różnych fascynacji wróciłem do muzyki klasycznej”) i zwiedzać muzea, także sławne, jak Luwr czy londyńska National Gallery. – Warto oglądać mistrzów pędzla w oryginale i w odpowiednim otoczeniu, kontekście. To prawdziwa kopalnia wrażeń. Dzięki takim wizytom odkryłem na nowo np. Chardina, inaczej zobaczyłem Pisarra…
Marek Niedojadło docenia także ucieczki w przyrodę, spacery, kontakt z naturą.
– To mnie wycisza, a zarazem pozwala zachować świeżość spojrzenia. Trzeba być czujnym, obserwować, afirmować… I malować, bo to wciąż dla mnie pierwsza potrzeba…

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments