Był Mościczaninem z urodzenia. Zostanie zapamiętany jako artysta muzyk, piekarz i biznesmen zabiegający o kontakty gospodarcze Tarnowa z Norwegią. Dzięki swoim staraniom został nazwany „ambasadorem Królestwa Norwegii w Tarnowie”. Tak właśnie na początku tego wieku wyraził się o nim Sten Lundbo, norweski ambasador w Polsce.
Kiedy w środowe popołudnie zabrzmiał mój smartfon i na ekranie ujrzałem: Jan Ożga, pomyślałem: O!!! Jan dzwoni, pewnie jest w Tarnowie. Rozradowany powiedziałem na powitanie: Dzień dobry, Janku. Świetnie, że dzwonisz. W słuchawce jednak zabrzmiał głos syna: Dzień dobry, panie Krzysztofie. Tu mówi Junior, bo, niestety, mój Tato już nigdy do Pana nie zadzwoni…
Jan, mimo 83 wiosen, był do końca aktywny zawodowo. W ostatnich latach pełnił funkcję głównego konsultanta jedynej w Polsce sieci sklepów spożywczych ze stuprocentowym kapitałem polskim. Jego odejście dla tych, którzy go znali, było niespodziewane. Uległ zdiagnozowanemu za późno, trudnemu do wykrycia nowotworowi.
Jan był potomkiem „piekarsko-muzycznego” rodu, którego korzenie sięgają XVIII wieku. Jako muzyk spędził sporo czasu w Finlandii i Norwegii. W Tarnowie natomiast m.in. uczył języka angielskiego w II Liceum Ogólnokształcącym, a po wieloletnim zawodowym życiu muzycznym w Skandynawii, stał się w latach 90. właścicielem rodzinnej piekarni, którą po wojnie władze komunistyczne odebrały jego ojcu.
Ćwierć wieku temu tak opowiadał o piekarni: Wróciła do rodziny dopiero za czasów dzisiejszej Rzeczypospolitej. Chociaż tuż po wojnie był okres, kiedy wydawało się, że będzie to inna Polska (…). Firma ojca prosperowała w tym czasie bardzo dobrze. Tak było dopóki towarzysz Minc nie zaczął planowego wyniszczania wszelkich prywatnych przedsiębiorstw.
W tym okropnym czasie trudno było wiązać przyszłość z piekarstwem. Szykanowany przez władze PRL ojciec postanowił obu synów, Kazimierza i młodszego Jana, wykształcić na muzyków.
Jan przygodę z estradą rozpoczął, dzięki bratu, jako nastolatek. Z czasem stał się perkusistą, wokalistą i basistą, a także saksofonistą, gitarzystą, wibrafonistą i aranżerem. W latach 60. był muzykiem zespołu Hyrni, łączącego rock z folklorem góralskim, a także managerem najsłynniejszego tarnowskiego bandu grającego bigbit – Filipy.
W 1969 roku współzałożył zespół Free Beat Group, a następnie stanął na czele własnej formacji – Jan’s Band, z którą, podobnie jak z zespołem Rakowski Quartet, koncertował w Finlandii. W latach 70. występował regularnie w klubach norweskich, grając tam z bratem w Trio Ożga, ze znanym pianistą i kompozytorem Piotrem Figlem jako formacja Piotr and Jan, a potem, w kolejnej dekadzie ze swoją żoną, Janą. Pracował również jako muzyk sesyjny.
Zanim zamieszkał w Oslo (niedaleko Holmnekollen) pracował w Turku w Finlandii. Stamtąd przywiózł do Tarnowa nowoczesny sprzęt dyskotekowy firmy Gerhard.(Pamiętam, że jako smarkacz, dzięki rodzinnym koneksjom mogłem zobaczyć w 1974 roku dyskotekę prowadzoną przez niego w tarnowskim klubie Syrena).
O swojej muzycznej pracy w Skandynawii Jan tak niegdyś opowiadał: W Oslo zamieszkałem, bo będąc w Polsce nie miałbym szans na wielokrotne kontrakty. Kontrakt bowiem dawał wówczas przepustkę do innego świata. Gotowość pracy w tym innym świecie wymagała dysponowania paszportem w każdej chwili, co w tamtych czasach nie było w Polsce możliwe (…). Byłem kimś w rodzaju camelmastera, właśnie camel (wielbłąd), bo kapelmistrz jest takim wielbłądem, na którym spoczywa większość obowiązków (…). Przede wszystkim grywałem na statkach, np. w orkiestrach 25-osobowych. Jako camelmaster odpowiadałem nie tylko za gotowość orkiestry, ale także za harmonogram zajęć mniejszych grup muzyków, którzy orkiestrę tworzyli. Często grałem w kapeli akompaniującej Tomowi Jonesowi. Zdarzyło się, że grałem z Petulą Clark – gwiazdą estrady lat 60., akompaniowałem Paulowi Ance, Philowi Collinsowi, a nawet samemu Frankowi Sinatrze.
Kiedy piekarnia została zwrócona rodzinie Ożgów, mieszkał w Warszawie. Poświęcenie się odzyskanemu rodzinnemu biznesowi i powrót do Tarnowa potraktował jak imperatyw i dziejowy obowiązek wobec ojca. Piekarnię, choć nie było łatwo, poprowadził z pasją. W najlepszym okresie firma dysponowała w Tarnowie trzydziestoma punktami sprzedaży. Jakby tego było mało, w latach 90. założył Stowarzyszenie Chleb Dla Świata, którego celem było wspieranie piekarń polonijnych, zwłaszcza w Kazachstanie i Ukrainie. Niejako przy okazji piekarniczej pasji zorganizował w tarnowskim Muzeum Etnograficznym jedyną w swoim rodzaju wystawę Chleba naszego. Dekadę później współzałożył Fundację im. Jana Szczepanika, w której piastował funkcję prezesa. Swoim wielowymiarowym działaniem mógłby wypełnić kilka różnych żywotów.
I tak już na finał: Jan, grając z bratem (ale nie tylko z nim) miał w swoim repertuarze sporo standardów i tak sobie myślę, że gdzieś tam w innym wymiarze serwuje z Kazimierzem When the Saints Go Marching In. Dlaczego ten standard przyszedł mi do głowy? Bo myślę, że Jan całe życie konsekwentnie maszerował jak święci. Czynił to w sposób tyleż piękny, ileż zwyczajny. Z tą swoją naturalną życzliwością, dobrocią, taktem i pogodą ducha był bliżej świętych, niż wielu z nas.
Ceremonia pożegnania Ś.P. Jana Ożgi rozpocznie się 19 maja o godzinie 14.00 mszą świętą w kościele Matki Bożej Szkaplerznej. Po mszy nastąpi złożenie prochów w grobie rodzinnym na Starym Cmentarzu.

![Średniowieczne klimaty na Górze św. Marcina [ZDJĘCIA] Zamkomania 2026](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/06/Zamkomania-2026-9-218x150.jpg)











![Weekend pełen smaku. Tak tarnowianie bawili się na Gastromajówce [ZDJĘCIA]](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/05/Gastromajowka-14-218x150.jpg)








