„Nasza” dziewczyna od Playboya

0
479
Monika-Partyka
REKLAMA

 
Opowiedz, jak to się wszystko zaczęło. Jak dziewczyna z Tarnowa wylądowała na okładce Playboya? Bo chyba nie pstryknęłaś palcami i…
Nie, nie, sporo czasu musiało upłynąć… Moja pierwsza profesjonalna sesja zdjęciowa miała miejsce jeszcze w Tarnowie, gdy byłam uczennicą I LO. Wtedy jeszcze nic nie wiedziałam o modelingu, czasem pozowałam sobie przed lustrem, tak dla rozrywki, i to wszystko. W liceum byłam chuda, więc można powiedzieć, że miałam predyspozycje (śmiech) do bycia modelką. W liceum miałam też pierwszą przygodę z chodzeniem po wybiegu, choć nie był to pokaz mody z prawdziwego zdarzenia, a prezentacja ciuchów jednego z tarnowskich butików w teatrze. Tak się to wszystko zaczęło…
Czyli nie było żadnej agencji, agenta, odkrycia na zasadzie z „Kopciuszka w gwiazdę” …
Nic z tych rzeczy. Dopiero, gdy wyjechałam do Krakowa, nawiązałam współpracę z agencją. Brat mojej przyjaciółki namówił mnie, żebym spróbowała. Poszłam, przyjęli mnie i podpisałam umowę na dwa lata. Później wszystko potoczyło się bardzo szybko. Na początku buduje się swoje portfolio, brałam więc udział w wielu sesjach na zasadzie „zdjęcia za zdjęcia”, czyli fotograf robił zdjęcia, które dodawał do swojego portfolio, a ja otrzymywałam materiały z sesji i dodawałam je do swojego. Dopiero z odpowiednim portfolio można działać bardziej komercyjnie.
Jak się czułaś podczas pierwszych profesjonalnych sesji przed obiektywem?
Na początku bardzo się denerwowałam, ale uwielbiam występy przed obiektywem, więc trema szybko mijała. Pamiętam, że podczas sesji w Tarnowie pani fotograf powiedziała, że mam naturalny talent i powinnam iść w tym kierunku.
Kolejnym ważnym krokiem w twojej karierze była sesja dla włoskiego portalu Vogue.it. Taki początek na arenie międzynarodowej to marzenie wielu początkujących modelek.
Zrobiła się z tego historia, media podchwyciły, że mam swoje zdjęcia na Vogue.it, ale to wcale nie jest jakiś duży prestiż. Gdyby moje zdjęcia pokazały się w magazynie Vogue, o, to byłoby coś… – to już terytorium supermodelek.
A jak trafiłaś do internetowej edycji włoskiego Vogue?
Było to niespełna rok po podpisaniu przeze mnie umowy z krakowską agencją. Poleciałam do Mediolanu do agencji Ice Models. Po próbnych zdjęciach stwierdzili, że chcą ze mną współpracować. Pojechaliśmy do Bari na południu Włoch – przepiękne miejsce. Motywem przewodnim sesji były „Włoskie wakacje”. Współpraca z fotografem i całą ekipą układała się wspaniale i bardzo miło wspominam tą sesję.
Praca modelki wymaga sporej odporności psychicznej, fizycznej zresztą też, przygotowania teoretycznego i praktycznego, wielu wyrzeczeń… Czy brałaś udział w jakichś kursach?
W każdej agencji modelek jest tak, że po podpisaniu umowy z nową dziewczyną wysyła się ją na warsztaty, gdzie uczy się chodzić po wybiegu i pozować do zdjęć. Ale ja nie brałam udziału w takich warsztatach. Mój agent powiedział, że woli inwestować w dziewczyny z naturalnym talentem, niż uczyć od podstaw nawet bardzo ładne kandydatki, które jednak nie mają, jak to nazwał, świadomości własnego ciała i nie czują się dobrze na wybiegu. Więc nie uczyłam się modelingu, ale przecież w dobie YouTube można dowiedzieć się wszystkiego na temat różnych stylów chodzenia po wybiegu…
Masz już za sobą mnóstwo sesji zdjęciowych, pokazów…
Trochę się tego uzbierało. Ostatnio brałam udział w sesji zdjęciowej dla marki obuwia Conhpol. Wzięłam również udział w sesji zdjęciowej dla marki Wilkinson – będzie z tego zrobiona reklama internetowa. Nagrałam też film reklamowy dla portalu Betclick, który zajmuje się zakładami bukmacherskimi online. Kręciliśmy w Londynie i niedługo film pojawi się w sieci. Przy okazji poznałam Zbigniewa Bońka, który jest ambasadorem firmy Expekt i nagrywał reklamę w tym samym czasie. Oczywiście jest tego znacznie więcej, ale musisz pamiętać, że nie zajmuję się modelingiem na pełny etat i cały czas łączę wyjazdy na sesje zdjęciowe z dziennymi studiami.
No właśnie, nie wspominaliśmy jeszcze, że jesteś studentką, więc można powiedzieć, że wszystko przed Tobą… Jak widzisz swoją przyszłość? W którym kierunku podążysz?
To jest teraz mój główny dylemat, ponieważ w niedługim czasie skończę licencjat z lingwistyki stosowanej ze specjalizacją PR i komunikacja polityczna, już piszę pracę. Mam nadzieję obronić się niebawem, a potem chciałam zrobić sobie roczny odpoczynek od studiów i wziąć się poważnie do pracy. Może przeniosę się na jakiś czas do Warszawy…?
Czyli jednak modeling?
Tak, choć wiem, że czas mi się kończy. W modelingu jest tak, że jeśli nie jest się supermodelką, to ma się zajęcie tak naprawdę do pewnego wieku. Wydaje mi się, że mam przed sobą jeszcze jakieś pięć lat. Nie chcę robić z siebie celebrytki, pojawiać się w gazetach, później występować w „Tańcu z gwiazdami” i temu podobnych – kompletnie nie o to mi chodzi. Chciałabym zapracować na uznanie, nie chcę być znaną tylko dzięki pojawianiu się w tabloidach. Kompletnie nie o to mi chodzi. Spróbuję wykorzystać ten rok przerwy w studiach i jeśli mi się uda, to może pójdę dalej w tym kierunku, a jeżeli nie, to wracam na studia i szukam pracy poza branżą modelingu.

REKLAMA

Wolisz sesje zdjęciowe czy pokazy mody?
Bardzo lubię chodzić po wybiegu, tyle że do pokazów mody wybierane są zazwyczaj dziewczyny wysokie i bardzo szczupłe. Na przykład w Mediolanie od razu przypisali mnie do sesji zdjęciowych, ponieważ na wybiegi kwalifikują dziewczyny, które mają nawet ponad metr osiemdziesiąt wzrostu i są naprawdę chudziutkie. W Polsce wygląda to nieco inaczej: w Krakowie wielokrotnie brałam udział w pokazach mody. Niedawno w prezentacji kolekcji Paprocki&Brzozowski, tydzień temu byłam w Warszawie na pokazie Plicha. Były również rozmaite imprezy modowe – prezentowałam kolekcje Wojtka Haratyka, Kuby Boneckiego, stroje Iceberga…
Jednym słowem jesteś bardzo zajętą osobą. Jak udaje Ci się łączyć modeling ze studiami dziennymi?
Teraz jest już troszeczkę łatwiej, dlatego że to już ostatni semestr, więc zajęć jest mniej. Lingwistyka stosowana jest ciężkim kierunkiem i przez pierwsze dwa lata miałam bardzo dużo zajęć. Na szczęście większość pokazów i sesji zdjęciowych organizowanych jest w weekendy. W innych przypadkach byłam zmuszona opuszczać niektóre zajęcia.
Rozumiem, że bycie ładną dziewczyną ma dużo plusów i wykładowcy byli wyrozumiali?
Nigdy nie afiszowałam się z tym, co robię. Dopiero teraz, po sesji dla Playboya, więcej osób wie, czym się zajmuję. Do dziś nie wiem, czy moi wykładowcy wiedzą coś na ten temat, natomiast na pewno wieść się rozeszła wśród studentów. Co ciekawe, zadzwoniła do mnie moja pani stomatolog, do której chodzę, odkąd skończyłam pięć lat. Pogratulowała mi i powiedziała, że mi zazdrości, bo jest to jedno z jej niespełnionych marzeń.

W takim razie przejdźmy do Playboya. Jak do tego doszło, że otrzymałaś propozycję sesji zdjęciowej dla najbardziej znanego na świecie magazynu dla panów?
Mój agent zapytał, czy nie chciałabym wziąć udziału w sesji dla Playboya. Z miejsca powiedziałam, że nie. Zasugerował, żebym się zastanowiła, ponieważ to ogromny prestiż i duża szansa. Przez kolejny miesiąc wypytywałam wszystkich znajomych, co o tym sądzą, większość radziła mi, żebym spróbowała. Oczywiście zapytałam również rodziców. Na początku kategorycznie się sprzeciwili, ale wytłumaczyłam im, jakiego rodzaju to będzie sesja i że nie chodzi tutaj o pokazywanie nagości, ale o zdjęcia w ujęciu artystycznym, stylowym i odrobinę retro. Ostatecznie powiedzieli mi, że to moja decyzja, cokolwiek zdecyduję, będą mnie wspierać. W końcu powiedziałam „tak: ”.
Jak poradziłaś sobie z nagością przed obiektywem?
Początki były ciężkie, ale po pewnym czasie skupiasz się na sesji i zapominasz o kłopotliwej nagości. Z miejsca poprosiłam, żeby na planie pozostały jedynie osoby, które są naprawdę potrzebne, oraz o asystentkę‑kobietę. Z fotografem znałam się już wcześniej – to przesympatyczny i czarujący człowiek, więc przy nim się tak bardzo nie krępowałam. Podczas sesji obecne były tylko cztery osoby: fotograf, asystentka fotografa, makijażystka i fryzjerka, a więc za wyjątkiem fotografa same kobiety.
A co na to wszystko Twój chłopak?
Poznaliśmy się już po sesji – opowiedziałam mu o przygodzie z Playboyem i podszedł do tego bardzo pozytywnie: nie było żadnej sceny zazdrości czy oburzenia, ucieszył się i powiedział, że jest ze mnie bardzo dumny. Teraz znajomi mu gratulują (śmiech) i przynosi mi egzemplarze Playboya, żebym podpisała dla kolegów.
Jak się poczułaś, gdy w kiosku po raz pierwszy zobaczyłaś swoje zdjęcie na okładce Playboya?
Ciężko określić, co dokładnie czułam. Z jednej strony byłam z siebie zadowolona, z drugiej lekko przerażona. Nie spodziewałam się, że zrobią ze mnie „gwiazdę”, myślałam, że sesja ukaże się w sekcji Playmate. Nie byłam na tak głośny odzew przygotowana psychicznie…
Najbardziej zabolały mnie negatywne komentarze na portalach internetowych, dowiedziałam się tylu bzdur na swój temat… Wtedy zrozumiałam, co czują gwiazdy, i przez pierwsze dni mówiłam sobie, że nigdy nie chcę być sławna.
Czy po sesji dla Playboya posypały się propozycje?
Propozycji mam więcej, ale ciężko mi powiedzieć, czy to w wyniku sesji. Pojawiły się bardzo poważne i ważne dla mnie propozycje, ale jeszcze za wcześnie o nich mówić, ponieważ trwają negocjacje.
A jakieś propozycje kolejnych rozbieranych sesji?
Poważnych nie ma. Oczywiście otrzymuję zapytania na portalach dla modelek, ale dotychczas też tak było. Patrzę na portfolio fotografa i widzę, że mało poważne. Playboy to najwyższa półka w Polsce, jeżeli chodzi o sesje rozbierane. Każda kolejna sesja tego typu, na którą bym się zgodziła, byłaby jakby krokiem wstecz. Jeśli nie będzie to sesja dla Szymona Brodziaka czy do kalendarza Pirelli, to nie widzę sensu.
Często modelki trafiają do filmu i telewizji. Myślałaś o tym?
Ostatnio miałam okazję wziąć udział w teledysku rapera MC Silk, który pochodzi z Tarnowa i jest uznawany przez media za najszybszego rapera na świecie. Wypłynął na YouTube i obecnie koncertuje w całym kraju. Nagrywałam mu kiedyś chórki na jego płytę i ostatnio zapytał, czy nie zechciałabym wziąć udziału w jego klipie. Brałam również udział w teledysku zespołu Mango Collective. Film…? Nie wiem… Oczywiście, jako mała dziewczynka marzyłam, żeby zostać aktorką. Wydaje mi się jednak, że, aby pracować w tym zawodzie, wymagane jest odpowiednie wykształcenie. Jeżeli kiedykolwiek otrzymam taką propozycję, to wtedy będę ją rozważać, ale nie jest to moim priorytetem…
Wrócisz do Tarnowa?
Może… (śmieje się). Na razie chcę zostać w Krakowie, później może przenieść się do Warszawy. Uwielbiam Tarnów, tu się wychowałam i czuję, że tu jest mój dom, ale niestety w Tarnowie nie mogłabym w pełni realizować mojej pasji.
Masz jakieś rady dla dziewcząt z Tarnowa, które marzą o karierze modelek?
Jeżeli mają predyspozycje, dobrze czują się przed obiektywem, powinny wysyłać swoje zdjęcia do agencji modelek. Konkurencja jest bardzo duża, trzeba mieć sporo samozaparcia i dystansu do siebie, ale zawsze warto spróbować.
Dziękuję za rozmowę.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o