Poezja z prozy

0
papusza
papusza
REKLAMA

 

Kobieta, poetka, Cyganka
Bronisława Wajs‑Papusza była romską poetką odkrytą przez Jerzego Ficowskiego. Samodzielnie nauczyła się pisać i czytać. Julian Tuwim, zachwycony talentem Papuszy, doprowadził do publikacji jej wierszy. Błyskawicznie stała się literacką sensacją. Kiedy w 1953 roku Jerzy Ficowski opublikował przełomową pracę „Cyganie polscy”, starszyzna romska oskarżyła Papuszę o przekazanie mu ukrywanych tajemnic. Dla delikatnej kobiety środowiskowy ostracyzm oznaczał śmierć cywilną. Zapadła wówczas w chorobę psychiczną. Niczego więcej nie napisała.
„Gdybym nie nauczyła się czytać, ja głupia, byłabym może szczęśliwa” – powiedziała pod koniec życia.
Nie miała jednak za złe Ficowskiemu, że ją odkrył. W listach nazywała go stale „braciszkiem”, traktowała jak najlepszego przyjaciela.
– Cyganie nie są „narodem księgi” – mówi Krzysztof Krauze. – Słowo zapisane nie stanowi dla nich wartości. Za zdradę języka Papuszy groziło wykluczenie ze społeczności romskiej. Psychiczna choroba, na którą cierpiała, paradoksalnie stała się dla niej ucieczką przed jeszcze większym cierpieniem.
Ze względu na etnograficzny zamysł projektu filmowa biografia „Papuszy” wydaje się zbieżna z filmem Krauzego o Nikiforze Krynickim.
– Różnic między nimi było więcej niż podobieństw. Nikifor był przekonany co do wartości własnych dzieł, Papusza nigdy w siebie nie uwierzyła. Nikifor pracował bez wytchnienia, literacka spuścizna Papuszy jest skromna. To jednak wystarczyło, żeby cygańska poetka znalazła się w gronie sześćdziesięciu najsławniejszych Polek w historii. Opowiadamy o kobiecie, poetce, Cygance. I o wielkim artyście – dodaje reżyser.
Tytułową rolę w filmie Krauzów zagrała Jowita Budnik.
– Organizowaliśmy wielkie castingi, niektóre aktorki były świetne, ale wciąż nie byliśmy usatysfakcjonowani – mówi Joanna Kos‑Krauze. – I w końcu pojawiła się myśl. Przecież obok nas cały czas jest Jowita.
Budnik jest aktorskim symbolem kina Joanny i Krzysztofa. Zagrała epizod w „Długu”, błysnęła na drugim planie w „Moim Nikiforze”, stworzyła niezapomniane kreacje w telewizyjnym filmie „Sieć” w cyklu „Wielkie rzeczy” oraz przede wszystkim w „Placu Zbawiciela”.
– Trzeba zapukać do wnętrza aktora. Uruchomić to co podprogowe, stłumione. Wtedy następuje cud, eksplozja talentu. Mamy wielu świetnych, nieznanych aktorów, tylko brakuje reżyserów, którzy chcieliby zajrzeć głębiej niż do portfolio. A my często nie mamy wizji postaci. Angażujemy „po warunkach”, a jeszcze częściej „po serialach”. Jowita Budnik, pracując na stałe w znanej agencji aktorskiej, codziennie odpowiadała na pytania, czy nie zna zdolnej aktorki mniej więcej w takim wieku jak ona… – mówi Krzysztof Krauze.


Ile kosztuje spełnienie?
Po raz pierwszy Krauzowie pokazali „Papuszę” na festiwalu w Karlovych Varach i chociaż film został niemal pominięty w werdykcie (zaledwie honorowe wyróżnienie), stali się moralnymi zwycięzcami konkursu głównego. To o ich filmie w Czechach mówiono najwięcej i najżyczliwiej, „Papusza” zdecydowanie wygrała także w rankingu trzydziestu międzynarodowych krytyków akredytowanych na festiwalu.
W zagranicznych recenzjach podkreślano rolę znakomitej reżyserii, zmysłowych zdjęć autorstwa Krzysztofa Ptaka i Wojciecha Staronia, muzyki Jana Kantego Pawluśkiewicza oraz aktorskie kreacje Jowity Budnik i Zbigniewa Walerysia.
„Taki tytuł pojawia się raz na dekadę” – zachwycał się krytyk z Indii.
Romska poetka w rękach reżyserów staje się swoistym papierkiem lakmusowym, odbijającym skrajne stany emocjonalne: gorycz porażki, sukces, który staje się przekleństwem, niespełnione macierzyństwo, wreszcie wyalienowanie istoty nadwrażliwej. Trzeba było wielkiej empatii i zawodowej maestrii, żeby tego rodzaju psychologiczne zawiłości zaprezentować bez najmniejszego fałszu.
Znakomicie zrytmizowany montaż wspomagany czarno‑białymi zdjęciami oraz muzyką przenosi w różne okresy życia poetyki. Logiką filmu rządzi bowiem nie tyle pamięć, co emocje. Emocjonalność nie jest zaś obarczona obowiązkiem racjonalizmu czy chronologii – dlatego Papusza stale się wymyka, pozostaje tajemnicą równie zagmatwaną jak losy polskich Cyganów.
Krauzowie świadomie ochładzają kadry, unikają kojarzącej się z romskim folklorem cepeliady, autentyczne piękno tego filmu to czerń i biel fotografii oraz pełna paleta postaw. I mnóstwo pytań, z których najważniejsze wydaje się to o cenę artystycznego spełnienia. Często kosztuje więcej niż porażka.

REKLAMA (2)

 

REKLAMA (3)

Nas już nie ma?
Kilka lat temu w większym gronie rozmawiałem z grupą Romów. Od kieliszka do kieliszka, rozmowa znacząco się przeciągnęła. Była poruszająca. Zapamiętałem kilka ważnych, usłyszanych wówczas zdań: „Nas już prawie nie ma. To właściwie końcówka. Czas Romów w Polsce, zresztą nie tylko w Polsce, definitywnie się domyka. Cyganie upodabniają się do autochtonów, gubią tradycję, zapominają. Znika folklor. Zostaje cepelia”. Film Krauzów pokazuje, kim byli kiedyś. Na czym polega romska odrębność.
Pamiętam, że jeszcze w tarnowskich, licealnych czasach kupiłem tomik wierszy Papuszy, wydany przez „Ludową Spółdzielnię Wydawniczą” – „Lesie, ojcze mój”. Te zachwycające utwory łączyła chropowatość skojarzeń z poetycką pewnością zawartych symboli, przywoływanych obrazów. Jednak nie trzeba znać wierszy Papuszy, żeby zachwycić się filmem.
„Papusza” to podzielona na liczne sekwencje czasowe historia romskiej dziewczyny, która nie bardzo wiadomo dlaczego chciała od życia więcej. Poznała alfabet, nauczyła się czytać, rymy same do niej przyszły, oraz historia polskiego chłopaka, Jurka (Ficowskiego), który jako pierwszy rozpoznał jakość tych rymów.
1919 rok, 1941, 1970… Lata przedrzeźniają się wobec siebie. Pliszka, mały wesoły ptaszek, fruwa nad głową Papuszy. To romski duszek święty. Bronka nie jest poetką w najbardziej oczywistym znaczeniu tego słowa. Nie udaje twórczej weny, wstydzi się wierszy, które dopadają ją znienacka, są wyrokiem. Żadna z niej Rachela. Dookoła szaleją – oddane przez Krauzów delikatnymi maźnięciami poetyckiego pędzla – burze dziejowe. Wysiedlenia Cyganów, pierwsza i druga wojna, komunizm, bieda i zniewolenie. Ale „Papusza” nie jest ani historycznym, ani etnograficznym freskiem. To film o przetrwaniu. O galopadzie ponurych czasów, na których tle niezauważona kiełkuje poezja. Tylko ona zostanie.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze