Rybałci i mocne uderzenie

0
801
Rybałci i mocne uderzenie
Rybałci – od lewej: Kazimierz Witek, Józef Kropiowski, Adam Malarczyk, Tomasz Wanio, Jerzy Śmietana, Tadeusz Sieradzki
REKLAMA

W latach 1966‑1967 Rybałci byli jednym z najbardziej rozpoznawalnych zespołów big‑beatowych w Tarnowie. W tamtym okresie w zespole występowali zarówno utalentowani instrumentaliści, jak i wokaliści.

Band powstał na początku lata 1966 roku. To czas, w którym wśród polskiej młodzieży szczególną popularnością cieszą się Czerwono‑Czarni. Kilka tygodni wcześniej (w maju) Niebiesko‑Czarni rejestrują materiał na swój debiutancki longplay, a mianem ponadpokoleniowych przebojów cieszą się sentymentalne piosenki Piotra Szczepanika. Na naszej lokalnej scenie działa grupa Kontynenty, a związany z klubem Syrena big‑beatowy top band, czyli zespół Filipy, już pod skrzydłami Domu Kultury „Azotów”, przechodzi okres transformacji. W samych Mościcach ciszej jest o Błękitnych, grają za to Cumulusy i nowo powstała grupa Czarne Jaskółki, dowodzona przez Andrzeja Radzika.

REKLAMA

Narodziny
Założyciel zespołu, gitarzysta i kompozytor – Józef Kropiowski tak wspomina tamte odległe czasy: mieszkałem na Brodzińskiego i przy tej samej ulicy mieszkał prezes Spółdzielni „Pokój” – Kazimierz Salamon. Znałem jego dwóch synów i zgłosiłem się do niego z pytaniem: Czy w Zachęcie nie mógłby powstać zespół? Prezes to rozważył i stwierdził, że spółdzielnia ma odpowiednie fundusze. Od niego się zaczęło, on dał nam zielone światło. Kupiono nam czeskie Jolany. Kazimierz Witek, gitarzysta rytmiczny dodaje: w tamtym czasie kupiliśmy też Tadkowi (Tadeusz Skalski, basista – przyp. KB) gitarę w komisie, co było wtedy właściwie niemożliwe. Okazało się, że przepisy obowiązujące wówczas instytucje państwowe i spółdzielcze, można było obejść przy „błogosławieństwie” wpływowej persony.
Tomasz Wanio, perkusista, zanim trafił do zespołu, próby odbywał w kotłowni gmachu Poczty Głównej. O tym, jak się znalazł w zespole tak mówi: Był w Tarnowie rzeszowski Blackout i w ramach rewizyty Rybałci mieli jechać do Rzeszowa. Potrzeba było jednak lepszego bębniarza i tak się tam znalazłem. Wyjazd jednak nie doszedł do skutku, bo któryś z Blackoutów nie mógł wystąpić z powodu urazu nogi, a zasada była taka, że grały dwa zespoły: miejscowy i przyjezdny.

Band
W marcu 1967 roku Miesięcznik Ilustrowany informował: W klubie „Zachęta” przy Spółdzielni „Pokój” w Tarnowie od czerwca 1966 roku istnieje grupa mocnego uderzenia pn. Rybałci. Młodzi chłopcy chcą iść w ślady Filipów czy Kontynentów. Aktualny skład: Józef Kropiowski – kierownik zespołu, gitara solowa, Kazimierz Witek – gitara rytmiczna, Tadeusz Skalski – gitara basowa, Tomasz Wanio – perkusja. Soliści: Roman Prusak, K. Witalis (to akurat ksywka Kazimierza Witka – przyp. KB), Janina Zabawa. Zespołem opiekuje się Andrzej Lumbe, dotychczasowy opiekun Filipów i Kontynentów.
Kompozytorem całego repertuaru Rybałtów był Józef Kropiowski, który chodził do szkoły plastycznej i występował w teatrzyku Zielona Gęś (w piwnicy PTTK). Tam – jak wspomina – było sporo tekstów literackich i wtedy coś mnie ruszyło, żeby do nich komponować muzykę. Co więcej, tekściarzy wówczas nie znałem, więc pomyślałem, że zwrócę się do poezji. I dodaje: nawet Filipy z Markiem Kobielskim próbowali moją piosenkę do słów Pawlikowskiej‑Jasnorzewskiej – Srebrna grzechotka.
Muzyka Kropiowskiego powstawała do tekstów własnych (Nie musisz mówić mi, Zgubiony cień, Spotkanie, Jesienne wspomnienia, Napisz list, Chodzę szukam), ale też do tekstów obcych, jak np. do tłumaczenia Tadeusza Niemira Spalona matka (tzw. piosenka zaangażowana, która w późniejszym wykonaniu zespołu Nihil Novi przyniosła autorowi nagrody).
Kropiowski tworzył do wierszy znanych poetów, m.in. Mickiewicza (Do „M”), Weyssenhoffa (Bogini nocy), Asnyka (Między nami nic nie było), Pawlikowskiej‑Jasnorzewskiej (Szelest makówki), Tuwima (Scherzo), Przerwy‑Tetmajera (Mów do mnie jeszcze), Puszkina (Skończone wszystko), Gałczyńskiego (Rozmowa liryczna), Broniewskiego (Poezja) czy Staffa (Ars Poetica, List z jesieni). Śpiewali je soliści: Roman Prusak (A czemuż w chłodne rosy, Do „M”, Jesienne wspomnienia, Napisz list, Rozmowa liryczna), Janina Zabawa (Nie musisz mówić mi, Zgubiony cień, Spotkanie, Poezja, Chodzę szukam, Spalona matka), Krzysztof Sieradzki (Między nami nic nie było, Bogini nocy, Szelest makówki, Scherzo, Skończone wszystko).
Z Rybałtami śpiewali też w tamtych latach: Adam Malarczyk oraz Jerzy Śmietana, którego Józef Kropiowski tak wspomina: Z Jurka siostrą chodziłem do szkoły plastycznej. Jurek śpiewał z nami od czasu do czasu. Był bardzo towarzyski i był dobrym duchem zespołu. Było też tak, że jego słynne siostry odwiedziły nas w Zachęcie i razem wystąpiliśmy. Rybałci akompaniowali nie tylko Śmietanównom (wówczas zespół Kefirki), ale też uznanej i nagradzanej tarnowskiej piosenkarce – Emilii Niwelt.

Na fali
Podczas wakacji w 1966 roku Rybałci przez miesiąc grali w Syrenie, a od jesieni 1966 do wiosny roku 1967 regularnie na tzw. fajfach w klubie Zachęta. 4 kwietnia 1967 roku regionalna prasa informowała o występie zespołu w Powiatowym Domu Kultury w Dąbrowie Tarnowskiej i dodawała: Jako soliści wystąpią Janina Zabawa, Roman Prusak i Kazimierz Witek.
Koncert w Dąbrowie Tomasz Wanio pamięta do dziś. Był tam tłum młodych ludzi spragnionych mocnego uderzenia. Rybałci grali na wzmacniaczach Luna, które nadawały się właściwie do występów w piwnicy, ale mimo wszystko „była moc”. Widownia szalała. Po koncercie dziewczyny rzuciły się po autografy. Pałker Rybałtów wymyślił sprytnie, że nie będzie, jak inni muzycy, podpisywał się na plecach fanek, tylko na ich… biustach.
W 1967 roku w Domu Kultury FSE Tamel, w którym Rybałci czasem występowali, odbył się tzw. czwórmecz. Obok Rybałtów wzięły w nim udział: Szafiry, Czarne Koty z Żabna oraz Czarne Jaskółki. Już wtedy – jak wspomina Tomasz Wanio – w Czarnych Jaskółkach bębnił Goryl (Adam Serwin, potem nagradzany za występy z Filipami – przyp. KB). Po czwórmeczu spierano się, kto jest lepszy. Ludzie z Mościc byli za Gorylem, a z Tarnowa za mną. Ostatecznie Tomasz Wanio został pierwszym bębniarzem, a Józef Kropiowski gitarzystą solowym. Filipów nie było wtedy, bo – jak dodaje pałker Rybałtów – po prostu by nas zjedli. Po imprezie – kontynuuje – mój szwagier, który nazywał mnie perkusistą ze spalonego teatru, bo ćwicząc w domu tłukłem się po książkach i meblach – zabrał mnie do Polonii na piwo. Poczułem się wtedy naprawdę doceniony.

Od lewej: Kazimierz Witek, Józef Kropiowski, Emilia Niwelt, Tadeusz Skalski

Koloryt peerelowskiej codzienności
Podczas imprez w Zachęcie miejsca były limitowane (60 ‑70 osób). Czasem wybuchały przy tej okazji awantury, była więc potrzeba obecności wykidajłów. Zatrudniono dwóch najbardziej znanych rynkowych „zabijaków” i… zapanował spokój. Z czasem, za sprawą szefostwa Spółdzielni „Pokój”, Rybałci na scenie zadawali szyku i występowali w dobrze skrojonych marynarach z dywetyny, która imitowała irchę uchodzącą wówczas za nader elegancką.
27 kwietnia 1967 roku Kazimierz Witek znalazł się w wojsku. Za sprawą dość wpływowego wówczas opiekuna zespołu, Andrzeja Lumbe, po trzech dniach dostał wezwanie do oficera dyżurnego. Otrzymał przepustkę i polecenie, że ma się przebrać w cywilne ciuchy i zagrać z Rybałtami koncert z okazji 1. Maja. To było nieprawdopodobne, że tzw. kot wyszedł po cywilnemu po trzech dniach. To Lumbe po linii politycznej załatwił wszystko, bo bez Kazimierza zespół nie mógł wystąpić. Ponoć właśnie wtedy, na placu Rybnym, zespół grając na przyczepie ciężarowej dał słynny koncert, oglądany (jak mówiono) przez dwa, a nawet trzy tysiące osób.
Podczas występów Rybałtów bywały też różne „skandaliki”, ot, jak na przykład na wieczorku tanecznym w Domu Kultury Zakładów Mechanicznych, kiedy to znany z żartów Tomasz Wanio wypuścił w tajemnicy zaskrońca na salę. Gad ujawnił się dopiero po pewnym czasie, a zdradził to niesamowity wrzask dziewcząt.

Z sukcesami do schyłku
Kiedy Kazimierz poszedł do wojska, zastąpił go Kazimierz Łabno, a potem do zespołu trafił Krzysztof Sieradzki. Od 1 września 1967 roku dotychczasowy perkusista oficjalnie już nie grał z Rybałtami i znalazł się w zespole występującym w restauracji Bristol. Wcześniej (na koniec czerwca 1967) w Zachęcie były obiecane nagrody dla muzyków. Jednak ówczesny kierownik klubu cynicznie stwierdził, że w przypadku Tomasza naprawa jego bębnów przewyższa należne mu wynagrodzenie.
30 listopada 1967 roku w Gazecie Krakowskiej w artykule Trudna droga do sukcesów można było przeczytać: W połowie stycznia br. Rybałci wzięli udział w Wojewódzkim Przeglądzie Zespołów Międzyspółdzielczych w Dąbrowie Tarnowskiej, gdzie zajęli trzecie miejsce w swej kategorii. Potem przyszły występy podczas „niedziel na Zarabiu” i udział w imprezach dożynkowych. Największym sukcesem było dla Rybałtów zakwalifikowanie się do IV Ogólnopolskiego Przeglądu Piosenki i Muzyki dla Amatorów w Jeleniej Górze, gdzie tarnowski zespół znalazł się w pierwszej dwudziestce na ogólną liczbę 250. Swe sukcesy w skali krajowej zawdzięczają Rybałci w dużej mierze dobremu opracowaniu prezentowanych utworów, co jest zasługą profesorów Państwowej Szkoły Muzycznej w Tarnowie: Romana Zubka i Kazimierza Kowalczyka.
Od połowy 1967 roku Rybałtom wiodło się ze zmiennym szczęściem. Koncertowali jednak nadal, występując także poza Tarnowem. Dla przykładu w lutym 1968 roku zagrali w Domu Kultury w Tuchowie.
Co by jednak nie mówić, gdy zabrakło Tomasza Wanio i Kazimierza Witka, zespół stracił swój muzyczny pazur i ostatecznie rozpadł się. Kazimierz Witek tak wspomina okres nieco późniejszy (1969/70): Z Tadkiem Skalskim, Leszkiem Włodkiem i Wackiem Pacholikiem zaczęliśmy robić wspólne próby w Zachęcie, nawet nam nieźle szło, ale się to rozleciało. Potem Leszek z Wackiem założyli Renovatę.
Józef Kropiowski i Janina Zabawa z sukcesami kontynuowali swoją muzyczną przygodę, zdobywając nagrody i wyróżnienia z zespołem Nihil Novi założonym przy klubie PKS‑u Turkus (w Pasażu Tertila). Roman Prusak trafił do Czarnych Jaskółek i Filipów, a występował także w zespole Tryton, dowodzonym przez Kazimierza Kowalczyka. To jednak są już inne historie.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o