Trucizna na weselu

0
70
sasnal
REKLAMA

 

REKLAMA

Malarstwo – kiedy to się zaczęło?
Obrazy przyszły do mnie z muzyki. Namiętnie oglądałem wideoclipy w programie MTV „120 minut”: teledyski były tam zawsze bardzo wyrafinowane. Ale zanim zacząłem słuchać muzyki ze „120 minut”, słuchałem dużo metalu. Dla mnie muzyka w ogóle zawiera bardzo wyraźny, pozawerbalny przekaz energii. W muzyce jest potencjał, który sprawia, że nagle chcesz tańczyć, a za chwilę chciałbyś coś rozpieprzyć. Słuchaliśmy piosenek po angielsku, nie mogliśmy nadążyć za tekstem, a więc tłumaczyliśmy te piosenki po swojemu, na własnych warunkach. W ten sposób rodziły się historie równoległe. Własne i oryginalne.
Także twoje filmy sprawiają wrażenie prywatnych. Nie rywalizują z malarstwem.
Filmy są dla mnie ważne, ale zajmuję się tym trochę „po godzinach”. Kiedy wracam z pracowni do domu, zaczynam wtedy dłubać, coś tam sobie montuję.
Obaj pochodzimy z Tarnowa, dorastaliśmy w Tarnowie. Takie korzenie są bardzo ważne.
Moje korzenie to są Mościce. Przez całe życie mieszkałem w Mościcach. W jednym i tym samym miejscu: tam urodziła się moja mama, ja, mój syn.
A dlaczego wybrałeś technikum chemiczne? Chciałeś zostać chemikiem?
Kiedy wybierałem się do średniej szkoły, oczywiście nie wiedziałem czym będę się zajmował. W Mościcach były do wyboru dwie szkoły: „chemik” plus zawodówka albo „ogólniak”. Wybrałem technikum chemiczne, bo ruszała w nim wtedy pierwsza w Tarnowie progresywna klasa o profilu informatycznym.
Przypuszczalnie świetnie nauczyłeś się posługiwać komputerami.
Niczego się nie nauczyłem. Bardzo długo nie miałem nawet swojego komputera. Jak był mi potrzebny, korzystałem z komputera siostry.
Na początku lat 90. od ojca mojego kolegi kupiłem starą kamerę – tak zwaną ósemkę, w której było kilka rolek taśmy. Natychmiast coś nakręciłem, ale nie miałem gdzie tego wywołać. Ktoś doradził mi wtedy, żebym przeszedł się do Nowohuckiego Centrum Kultury. Rzeczywiście, ludzie pracujący w NCK’u: Marek Norek i Krzysztof Szafraniec, pomogli mi wtedy od strony technicznej. Pozwolili wywołać stare filmy, pożyczyli bardziej profesjonalną kamerę – czyli szesnastkę.
Dlaczego nie używałeś kamery wideo?
Najefektowniej byłoby odpowiedzieć, że nie realizuję filmów techniką wideo dlatego, że na profesjonalnej taśmie udaje się uzyskać jednak bardziej „malarski” obraz. Moim zdaniem, największa różnica polega na świadomości ograniczenia czasowego (a także finansowego). Taśma ma tylko trzy minuty. To trzyma cię w stałym napięciu, bo musisz te trzy minuty wykorzystać jak najlepiej.


Jak wyglądał Twój pierwszy film?
Sfilmowałem rodzinę i jakieś koleżeńskie sytuacje z Krakowa albo Tarnowa.
Prawdziwe wideofilmowanie: wesela, chrzciny, komunie…
Trochę tak, ale ja byłem zachwycony. Fascynował mnie wtedy Józef Antoniszczak i jego rewelacyjne „Kroniki Non‑Camerowe”. Chciałem mieć taśmę filmową, żeby sobie na niej poużywać.
W jakim sensie?
Porysować po taśmie tak, żeby film żył. Jak u Antoniszczaka.
Z jakich filmów z tego okresu jesteś najbardziej zadowolony?
Kiedyś pojechałem do znajomego, który miał pracownię w Nowej Hucie na terenie kombinatu. Wziąłem ze sobą kamerę ósemkę, która była tak mała, że zmieściła się w kieszeni spodni bojówek. Spokojnie przepuścili nas przez bramę. No i skręciłem kombinat. Fajnie to wyszło: z muzyką Nine Inch Nails zrobił się z tego industrialny teledysk.
Dzisiaj filmy są jednym z podstawowych środków w wyrażeniu ekspresji malarskiej. Myślę również o twórczości Kozyry czy Żmijewskiego.
Między nami jest jednak duża różnica. Artur Żmijewski i Kaśka Kozyra studiowali na Wydziale Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, byli uczniami Kowalni – czyli pracowni Grzegorza Kowalskiego, w której kamera wideo stanowiła równorzędne narzędzie względem ołówka czy dłuta. Oni na pewno inaczej niż ja odnoszą się do idei filmowania. Dla nich narzędzie jest drugorzędne.
Do niektórych filmów wprowadzasz cytaty albo wręcz gotowe wykopiowania z polskich filmów. W Nowym Jorku odbyła się Twoja wystawa zatytułowana „Let Me Tell You a Film”. Zbudowałeś ją wokół „Historii współczesnej”, filmu Wandy Jakubowskiej z 1960 roku według scenariusza Jerzego Stefana Stawińskiego.
„Historia współczesna” była filmem o zatruciu alkoholowym. Ktoś znajduje beczkę metanolu – myśląc, że to wódka. Trucizna trafia na wesele, na przyjęcie z okazji otrzymania nowego mieszkania. Piją ją także wędkarze łowiący ryby i oficer, który przyjechał do starego ojca. Ktoś umiera, ludzie ślepną. W kontekście malarstwa ważna jest scena, kiedy facet budzi się rano niewidomy. Zrobiłem z tego niemy konspekt filmowy. Przefilmowałem niektóre sceny z ekranu telewizora przez akwarium z wodą, do której wkrapiałem tusz i zrobiły się takie podwodne chmury, mgły…
A jak trafiłeś na film Jakubowskiej? Przecież prawie nikt o nim nie pamięta.
Widziałem na kanale Kino Polska. Oglądamy z Anką bardzo wiele filmów.
Twoje krótkie filmy układają się w jeden wspólny, podminowany muzyką, obraz. Gdyby nie napisy końcowe, często nie wiedziałabym, kiedy film się kończy, kiedy zaczyna.
Podobnie jest z malarstwem. Do momentu, w którym nie przeczytasz tytułu, patrzysz na coś, co zazwyczaj jest niedefiniowalne. Obowiązuje tylko twoje prywatne wrażenie, twoje przeżycie, twój własny film. Ale kiedy przeczytasz tytuł, owo wrażenie zostaje zderzone z autorską podpowiedzią. Wszystko widzisz już inaczej. Coś zyskujesz, coś jednak tracisz. Chcę żeby w moich filmach (i obrazach) zawsze było coś poza historią, coś niewytłumaczalnego. Dotyczy to nie tylko faktury obrazu: także kwestii kulturowego kodu, języka, lokalnych mechanizmów.
Publicystyka to nie sztuka.
Dobra publicystyka również jest sztuką. Dobra recenzja filmowa to także jest literatura.
Ponad dziesięć lat temu ukazał się twój kultowy komiks „Życie codzienne w Polsce w latach 1999‑2001”. Domyślam się, że gdybyś dzisiaj miał powrócić do tego tematu, komiks wyglądałby na pewno inaczej.
Raczej tak (śmiech).
Życie codzienne Sasnala musi być kłopotliwe. Przystojniak, utalentowany, z poglądami…
Radzę sobie. Wbrew pozorom prowadzę dosyć poukładane, rodzinne życie. Zupełnie serio: nauczyłem się mówić „nie”.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o