Zofia Zoń: Stworzyć na nowo siebie i świat

0
181
zofia-zon
REKLAMA

Wiadomość o grudniowej premierze sztuki I. Wyrypajewa „Tlen” zaskoczyła nas trochę. Czy było to planowane przedsięwzięcie?
We wstępnych rozmowach z dyrekcją ustaliliśmy termin premiery na 14 grudnia, ale ze względu na ogrom pracy, która nas czekała, uznałam, że przesunięcie go o tydzień stworzy nam bardziej komfortową sytuację do spokojnego uporania się z różnymi trudnościami. Natomiast reklama tego spektaklu pojawiła się rzeczywiście dość późno w mediach, ale nie wydaje mi się to złym posunięciem. Może właśnie świeżość tej reklamy okaże się dla nas korzystna.
Jak narodził się pomysł wystawienia w Tarnowie tej sztuki?
Można powiedzieć, że w drodze, bo różne pomysły na życie przychodzą mi do głowy w podróży. Jadąc do Warki, rozmyślałam więc, że chciałabym zrobić coś w teatrze samodzielnie. Po czym zaczęłam poszukiwać tekstu, który byłby ciekawy i inspirujący. Wybór padł na bardzo specyficzny i nietypowy dramat Wyrypajewa.
Czy widziała Pani jego filmową wersję?
Widziałam i przyznam, że ten film otworzył mi wyobraźnię na to, jak można potraktować sztukę napisaną w formie dziesięciu odrębnych kompozycji. Przyjrzałam się z ciekawością samej konstrukcji obrazu, ale film kieruje się innymi prawami niż teatr i pewne zabiegi zastosowane na ekranie niekoniecznie sprawdziłyby się na scenie. Jednak surrealistyczno‑senne sekwencje, aktorska ekspresja i konstrukcja poszczególnych epizodów wpłynęły na moje myślenie o sposobie wystawienia tego tekstu od strony formalnej.
A co Panią w ogóle w tym tekście ujęło?
Przede wszystkim potraktowałam go bardzo osobiście. Zainteresował mnie głównie temat zerwania z przeszłością. Bohaterowie „Tlenu” są obciążeni niedobrą i destruktywną przeszłością, a ich losy inspirują do refleksji nad tym, na ile my, ludzie, potrafimy odizolować się od tego, co wydarzyło się w naszym życiu, i stworzyć na nowo siebie i swój świat. Wydaje mi się, że jest to możliwe, zwłaszcza że w sztuce pojawia się motyw miłości, która jest wyzwoleniem dla bohaterów i pomocą do organizowania sobie nowej rzeczywistości. To były moje pierwsze przemyślenia, wkrótce pojawiło się mnóstwo innych, które starałam się skrzętnie wykorzystać, pracując nad każdą z dziesięciu kompozycji.
Czy zwróciła Pani uwagę, że ten tekst przywołuje biblijne nakazy moralne, po czym sprytnie sprowadza je do paradoksów lub absurdów?
Oczywiście. Długo dyskutowaliśmy na przykład nad siódmą kompozycją pt. „Amnezja”, która dotyczy wybaczania naszym winowajcom. Doszliśmy do wniosku, że aby wybaczyć, trzeba zapomnieć o doznanej krzywdzie, ale „zapomnieć naprawdę, sprawić mózgowi kliniczną amnezję”. Czy to w ogóle jest możliwe? Swoistym paradoksem w „Tlenie” jest też miłość. Gdy w grę wchodzi wielkie uczucie, możemy odciąć się od takich rzeczy jak zdrada czy cudzołóstwo. Miłość szeroko pojmowana jest w rzeczywistości jakimś szaleństwem. Ludzie w większości nie potrafią tak kochać, bo nie są w stanie wyjść poza szufladkowe myślenie, poza schematy w postępowaniu, przyzwyczajenia w zachowaniu. Jednak jeśli otworzymy się na taką miłość, to możemy dokonywać małych cudów.
Wyrypajew w wywiadach podkreślał: „Nie słuchajcie tego, co mam do powiedzenia, tylko dajcie się ponieść rytmowi”. Czy taki odbiór zalecałaby Pani widzom swojego spektaklu?
Ten tekst posiada w swojej strukturze rytm i pewnie gdybyśmy wystawiali go po rosyjsku, słychać byłoby to bardziej wyraźnie. Ale i polska wersja ma ukryte pulsowanie, toteż jedną z kompozycji potraktowaliśmy czysto muzycznie, nadając jej hip hopową formę. Jednak są w sztuce takie epizody, które z kolei wymagają skupienia i wsłuchania się w sens dialogów. A dodam, że kod porozumiewania się bohaterów jest dość specyficzny – to nie jest komunikatywny język, więc żeby go zrozumieć, trzeba wytężyć trochę i umysł, i wyobraźnię, a także nie traktować wszystkiego dosłownie. Zwłaszcza że wizualizacje, które pojawiają się w przedstawieniu, dają efekt odrealnienia całej sytuacji. Staramy się zresztą prowadzić ten spektakl formalnie, bo uznałam, że abstrakcyjna forma językowa wymaga antyrealistycznej konstrukcji.
To jest Pani reżyserski debiut. Jak czuje się Pani w nowej roli?
Bardzo lubię pracę z ludźmi jako reżyser. Cudownie jest patrzeć na nich, gdy rozumieją, o co mi chodzi i w jaki sposób chcę realizować przedstawienie, filtrują przy okazji moje uwagi i wyobrażenia na temat spektaklu. Wspaniałe jest też poczucie, że tworzymy zespół, a moja wizja koresponduje z myśleniem innych jego członków. Próby były dla mnie szczególnymi spotkaniami, podczas których mogłam swoim entuzjazmem i zapałem zarażać współpracowników. To było ciekawe doświadczenie i w przyszłości chciałabym kontynuować w teatrze pracę jako reżyser.
W inscenizacji „Tlenu” partneruje Pani nieznany tarnowskiej publiczności Jakub Węgrzyn. Czy mogłaby go Pani przedstawić naszym Czytelnikom?
Z Kubą znamy się od lat. Choć nie jest zawodowym aktorem, to ma talent, ekspresję i jest nosicielem takiej szczególnej energii teatralnej. Kiedy więc podjęłam decyzję o realizacji „Tlenu” w Tarnowie, od razu pomyślałam o nim i zaprosiłam go do współpracy. Na co dzień Kuba pracuje w radiu w Nowym Sączu, ale jest też slamerem i utalentowanym poetą, a przede wszystkim jest człowiekiem otwartym na różne przestrzenie działalności artystycznej.
W jakiej scenografii zobaczymy sztukę, jaka muzyka będzie towarzyszyła inscenizacji?
Muzyka w spektaklu jest wykonywana na żywo przez Piotra Czarnieckiego. On też jest jej kompozytorem. Piotr to utalentowany muzyk, organizator spotkań jam sesion w kawiarni Mała Czarna i posiadacz kolekcji niezwykłych instrumentów, których nazw nawet nie staram się przytoczyć. Uznałam, że to kolejna osoba w Tarnowie, która żyje w ukryciu, a którą warto zaprezentować szerszej publiczności – wyobraźnia muzyczna Piotra jest tego warta. Podczas spektaklu będzie odtwarzał muzykę na sprzęcie elektronicznym, który nazywa się lup stacja i handsonic. Można na nim grać jak na instrumencie, ale ma też różne inne funkcje – może np. zapętlać dźwięk, odwracać treść wypowiadanych słów itp.
Scenografia natomiast jest bardzo prosta. Korzystamy z dwóch krzeseł, dwóch mikrofonów, ale ważnym elementem spektaklu są wizualizacje stworzone przez Tomasza Gawrońskiego, pojawią się na ścianie przy schodach. Przy czym są one nie tyle ilustracyjne, co odzwierciedlają stany emocjonalne bohaterów. Ich twórca przenosi nas w świat wyjątkowej atmosfery i z wielką przyjemnością patrzymy, jak obrazy zmieniają się, płynnie przechodząc z kompozycji na kompozycję.

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments