Czechy w sercu – batuta nad granicami

0
Martyna Zych
Martyna Zych | Fot. Piotr Banasik
REKLAMA

Choć ma dopiero 27 lat, dyrygentka symfoniczno-operowa z Wierzchosławic sporo już osiągnęła. Jest zdobywczynią brązowej statuetki „Muzyczne Orły 2023” i międzynarodowego konkursu dyrygenckiego „Talentinum” w Czechach. Została wybrana do grupy 14 wybitnych dyrygentów, którzy mieli zaszczyt zadyrygować Filharmonią Paryską. Z Martyną Zych rozmawia Marek Kołdras.

Skąd w Twoim życiu wzięła się muzyka?

Pochodzę z Wierzchosławic i tam wszystko się zaczęło. W Szkole Podstawowej im. 100-lecia Ruchu Ludowego zobaczyłam jak nauczycielka, pani Katarzyna Sroka, gra na skrzypcach i absolutnie zakochałam się w tym instrumencie. Wtedy zapisałam się do Szkoły Muzycznej w Tarnowie, ukończyłam w niej dwa stopnie.

REKLAMA (2)

Później były studia w Warszawie: altówka i dyrygentura…

Bo ja od gimnazjum wiedziałam, że chcę być dyrygentką. Od tego momentu działałam w tym kierunku. Wiedziałam, że poprowadzę orkiestry. I w sumie moje marzenia się spełniły. Gram w orkiestrze Sinfonia Iuventus imienia Jerzego Semkowa jako altowiolistka i dyryguję.

No dobrze, kobieta altowiolistka, chleb powszedni. Jednak kobiecie z batutą chyba nie jest zbyt łatwo. Wśród opinii o kobietach w roli dyrygentów są niestety i takie: „Ten zawód wymaga fizycznej wytrzymałości, której kobiety nie mają”, „Esencją dyrygowania jest siła, esencją kobiecości – słabość”. Czy to wyłącznie mity?

To stereotypy, odległe od rzeczywistości. Mój profesor zawsze powtarzał, że dyrygent nie ma płci. Ja się z tym zgadzam. Niezależnie od tego, czy przed orkiestrą stoi kobieta czy mężczyzna, ważne są wiedza, emocje i sposoby ich przekazania orkiestrze. Mogłabym powiedzieć, że kobiety mogą nieraz więcej niż mężczyźni ze względu na wielowarstwowość myślenia, ale też dzięki swojej gracji. A ciężki gest można wypracować.

Dyrygentka chyba musi być liderem. Czy byłaś nim już w szkole, w grupie rówieśniczej? Czy wystarczy Ci liderowanie przy dyrygenckim pulpicie?

Chyba od zawsze miałam zapędy do liderowania. Wydaje się, że odziedziczyłam je po moim dziadku i po mamie, którzy mają cechy przywódcze. Uważam to za swój plus i wykorzystuję podczas pracy z orkiestrą.

A czy jest jakiś rodzaj repertuaru uznawany za bardziej kobiecy i przy jego wykonaniu orkiestry prowadzą panie?

Chyba nie. Ja skupiam się na muzyce czeskiej. To jest mój repertuar, w którym czuję się najlepiej, ale też najpewniej. To jest moja pasja i radość. Wiem, że robię to dobrze.
Chyba mocno lubisz bliskich sąsiadów. Założyłaś pierwszą na świecie Orkiestrę Uchodźców z Ukrainy. Wszystko zaczęło się w Rzeszowie 4 kwietnia 2022 roku.

Wtedy wystąpiliśmy po raz pierwszy w tamtejszej Parafii Podwyższenia Krzyża Świętego. Wzięło się to z chęci pomocy muzykom, którzy szukali pracy w zawodzie. Pomoc, której udzielaliśmy na początku wojny, ta humanitarna, nie zawsze wystarczała. Oni potrzebowali się też realizować artystycznie. Widziałam ogłoszenia o tym, że szukają pracy w zawodzie i chciałam im pomóc. Stworzyłyśmy Orkiestrę razem z Natalią Warzechą-Karkus i umożliwiłyśmy dalszą pracę oraz rozwój muzykom. To był strzał w dziesiątkę. Orkiestra dała wiele koncertów, ci ludzie naprawdę cieszyli się, że dzięki swojej pasji mogą zarabiać.

Na początku nie były to duże pieniądze. Ludzie dostali za koncert 200 zł. Na tyle nas było stać, wszystko było z publicznych pieniędzy. Później otrzymaliśmy dofinansowanie, zaangażowało się więcej jednostek i mogliśmy zaoferować lepsze warunki. Cieszę się, bo dla tych ludzi najważniejsze było to, że mogą dalej działać, nie skupiać się tylko na myśleniu o wojnie.

A skąd się wzięły Czechy? Musisz mieć tam niezłe wpływy, skoro inaugurowałaś ubiegłoroczny sezon artystyczny Orkiestry Symfonicznej w Karlovych Varach?

Rzeczywiście otwarcie sezonu to wyróżnienie. A jeszcze jak mogłam to zrobić za granicą z moją ukochaną czeską orkiestrą, to ogromny zaszczyt. Bardzo kocham kulturę czeską, przyrodę, język, no i oczywiście muzykę. W zasadzie wszystko, co jest w Czechach. Kiedy przed czterema laty pojechałam do Pilzna z „Moją ojczyzną” Smetany jako asystentka, to było to dla mnie niezwykłe doświadczenie. Zakochałam się w tym rodzaju muzyki i w tym, jak oni potrafią komponować.

Masz już za sobą samodzielne poprowadzenie tego utworu?

Tak, z polską orkiestrą Sinfonia Iuventus imienia Jerzego Semkowa. Zaprosiliśmy także do współpracy trójkę Czechów z Filharmonii w Žilinie i z Praskiej Orkiestry Symfonicznej FOK, którzy pomagali nam stworzyć to dzieło. To był sukces wykonawczy, dzięki któremu mocno ruszyłam dalej.

O literaturze czeskiej trochę wiemy. Nazwiska Hrabala, Hawla czy Kundery coś niektórym mówią. Z muzyką jest gorzej. Ty pisałaś prace o czeskich utworach, porównywałaś wydania partytur z rękopisami. Jaka jest czeska muzyka?

To przede wszystkim widać w języku. Jak się rozmawia z Czechami, to język jest tak melodyjny, że potrzebne są dodatkowe znaki w postaci kreseczek nad słowami, gdzie trzeba wydłużyć intonację. Jak przyjeżdżam do Czech z Polski, na początku jest mi nieco trudno przestawić się na wydłużanie niektórych głosek. Język jest charakterystyczny i to przekłada się na muzykę, która jest melodyjna. Miałam okazję być na festiwalu Chodské slavnosti w Domažlicach i tam posłuchałam na żywo ludowej czeskiej muzyki. To było wspaniałe przeżycie.

Dzięki temu, że jesteś muzykiem, zapewne łatwiej było Ci uczyć się czeskiego.

No tak, uczyłam się u pani Jany Kępskiej w Warszawie i myślę, że całkiem nieźle sobie radzę.

Teraz pracujesz jako dyrygentka rezydentka Filharmonii Warmińsko-Mazurskiej w Olsztynie. Co to oznacza?

REKLAMA (3)

To taki program ministerialny z Narodowego Instytutu Muzyki i Tańca. Umożliwia młodym dyrygentom start w przyszłość zawodową. Dzięki niemu mamy zagwarantowane dwa koncerty własne, w których jestem główną dyrygentką oraz cztery asystowania w sezonie. Potocznie można powiedzieć, że to jest najczęściej występujący dyrygent w danej filharmonii.

A jaka jest publiczność na Mazurach?

Otwarta i żywiołowa. Ostatnio koncert zakończył się przynajmniej pięcioma moimi wyjściami przy owacjach na stojąco. To miłe. Olsztyn i okolice bardzo różnią się od zgiełku Warszawy. Jest dużo spokojniej. Podobnie jak w Wierzchosławicach. No, bo wiadomo – nie ma, jak w domu.

Na czym polega tak zwana prawda wykonawcza, do której starasz się docierać?

Najważniejsze są dla mnie rękopisy, ponieważ nic nie jest tak dobrym źródłem jak to, co zapisał autor odręcznie, czy też w pierwszym wydaniu, kiedy jeszcze żył. Np. gdy nuty Antonína Dvořáka drukował jego berliński wydawca Simrock, kompozytor kontrolował publikację. Prawda jest taka, że obecne wydania różnią się znacząco od oryginałów. Każde wydawnictwo ma swoją interpretację, swoje źródła. Drugą rzeczą, ważną podczas mojej pracy dyrygenckiej, są listy kompozytorów. W nich zapisali również, czego oczekują od utworu i na tyle, na ile to jest możliwe, staramy się dojść do tej prawdy wykonawczej. Żeby mieć jak najwięcej materiału wokół danego utworu. Staram się też mieć duży szacunek do kompozytora i do jego dzieła. Czesi mają taki szacunek, szczególnie do Smetany, najbardziej narodowego twórcy tamtejszej muzyki. Kompozytorzy w tej muzyce zapisywali sporo akcentów historycznych, tam są wojny husyckie, pieśni narodowe.

Na ile ważne jest w Twojej pracy przygotowanie fizyczne, czy masz specjalny zestaw ćwiczeń?

Fizyczność jest oczywiście istotna. Zdrowie i kondycja to rzeczy najważniejsze, bo bez tego bym nie podniosła rąk. Ćwiczę, choć nie mam specjalnych zestawów. Zawsze rozgrzewam się, żeby tam gdzie trzeba mieć tzw. ciężką rękę. Na przykład do utworów Brahmsa.

A jakiej muzyki słuchasz dla przyjemności?

Czeskiej. Jak mam czas poza projektami, to włączam np. nieznane symfonie Dvořáka. Albo czytam listy tego kompozytora, które są dla mnie jak seriale. Otwieram i nie wiem, co się wydarzy. Nie chodzi tylko o wiedzę o utworach, ale o życiu, zwykłym, codziennym. Ostatnio przeczytałam, że pożyczył od przyjaciela krzew agrestowy i przez złą pogodę nie mógł go oddać. Zachęcam wszystkich, żeby jeździć do Czech. Jest tam blisko i pięknie. Szczególnie urzeka malownicza Praga z Wełtawą pośrodku. Warto tam pojechać ze świadomością, że sporo tego dziedzictwa przyrodniczego czy kulturowego kompozytorzy zapisali w swojej muzyce. Ich utwory są nie tylko melodyjkami. Zazwyczaj pomagają w rozumieniu pięknej, a czasami też trudnej historii.

O czym marzysz?

Żeby więcej dyrygować i szerzyć wiedzę o kompozytorach, o Czechach, nie tylko w Polsce, ale i za granicą. Ale – przede wszystkim – jestem bardzo wdzięczna za to, co już osiągnęłam. Jestem też wdzięczna za to, że mogę pochodzić z tak pięknej miejscowości, jaką są Wierzchosławice. I za tę rozmowę.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze