– Jakub Zając, czyli aktor z przypadku?
– Można tak powiedzieć. Zaczęło się niewinnie od szkolnego przedstawienia, jeszcze w czasach gimnazjum. Początkowo robiliśmy łatwe rzeczy. Mieliśmy po 15 lat, więc przede wszystkim graliśmy przedstawienia dla rodziców lub bawiliśmy się w teatr luminescencyjny. Dosyć szybko zdecydowałem, że pójdę do szkoły teatralnej.
– Dorastając w Tarnowie, który nie jest metropolią i brakuje mu szkół teatralnych, trudniej o karierę w tej branży?
– Bez wątpienia Tarnów jest mniejszy od Warszawy, Łodzi czy Krakowa. Nie ma tutaj również aż tak wielu możliwości rozwoju. Znam jednak sporo osób, które pochodzą z jeszcze mniejszych miejscowości niż Tarnów, a odnoszą znaczące sukcesy. Jeżeli dysponujesz odpowiednim samozaparciem i dążysz do realizacji marzeń, jesteś w stanie osiągnąć sukces. Oczywiście w przeciwieństwie do osób mieszkających w dużych miastach, tarnowianin jest często zmuszony wyjechać w poszukiwaniu szczęścia, ale nie uważam, byśmy byli przez to w mniej uprzywilejowanej sytuacji. W przypadku egzaminów do szkoły teatralnej nie liczy się, skąd pochodzisz. Wybitny amerykański aktor, Marlon Brando powiedział kiedyś, że o byciu aktorem decyduje 25 proc. talentu, 25 proc. pracy i 50 proc. szczęścia. I taka jest prawda. Trzeba tylko znaleźć się w odpowiednim miejscu i czasie z odpowiednimi ludźmi.
– Tobie szczęście dopisywało podwójnie. Nie dość, że dostałeś się do wymarzonej szkoły, to błyskawicznie zaproponowano grę w serialu „Belfer”.
– Było to dla mnie wielkie zaskoczenie. Propozycję gry w „Belfrze” otrzymałem kilka dni po ogłoszeniu listy studentów. Castingi odbywały się w całej Polsce. Zgłosiło się mnóstwo ludzi, a jednak postawiono na mnie. Znów zadziałało szczęście. Trafiłem na świetnego reżysera. Rok później Łukasz Palkowski zaproponował mi kolejną rolę w filmie „Najlepszy”. Bardzo miło wspominam to spotkanie. Tak naprawdę to on otworzył mi drzwi do zawodu. Na planie spotkałem mnóstwo znakomitych aktorów, z Maciejem Stuhrem, Łukaszem Simlatem czy Magdaleną Cielecką na czele. Nikt nie dawał poczucia, że jest dłużej w zawodzie i to było fantastyczne. Dzięki współpracy z nimi dużo się nauczyłem.
– Nie brakuje głosów, że to właśnie „Belfer” otworzył drzwi do dalszej kariery wielu młodym aktorom, którzy pojawili się na planie tego serialu.
– I trudno się z tym nie zgodzić. „Belfer” pozwolił nam przebić się do kolejnych produkcji. Serial spotkał się z rewelacyjnym odbiorem wśród widzów, ciesząc się bardzo dobrą oglądalnością. Z bliska mogłem przyjrzeć się, jak wygląda wysokiej klasy kino. Nie zabrakło również sytuacji, jakie na zawsze pozostaną w mojej pamięci, choćby scena, podczas której uciekałem na skuterze przez las. Nigdy wcześniej tego nie robiłem, a nauka jazdy zajęła mi 10 minut. Co prawda na planie byli kaskaderzy, którzy w każdej chwili mogli mnie zastąpić, jednak opanowałem pojazd na tyle dobrze, że sam postanowiłem zagrać w tej scenie.
– Po „Belfrze” dość szybko pojawiły się kolejne produkcje z twoim udziałem, takie jak: „Najlepszy”, „Czuwaj” czy „Monument”. Pracę na planie przy tych filmach dało się porównać do tej, z którą spotkałeś się przy kręceniu serialu?
– Każdy z tych filmów jest różny. Nie da się ich wrzucić do jednego worka. Każda produkcja przedstawia zupełnie inną historię. Gdybym miał wskazać rolę, która była najtrudniejsza, również nie byłbym w stanie tego zrobić. Sama praca wyglądała bardzo podobnie – przychodziłem, robiłem swoje i wracałem do domu.
– Teatr również nie jest dla Ciebie obcy. Pod koniec ubiegłego roku podczas prestiżowego Międzynarodowego Festiwalu Studenckiego w Moskwie zdobyłeś główną nagrodę za rolę Maurycego Stiefela w „Przebudzeniu wiosny”.
– Ta nagroda jest dla mnie ogromnym wyróżnieniem. Mogę nawet zaryzykować, że jak dotąd największym w mojej przygodzie z aktorstwem. Nie patrzę jednak wstecz. Cały czas stawiam sobie nowe cele. Teatru w żaden sposób nie da się porównać z filmem. To kompletnie inna bajka. Przede wszystkim używa się innych środków wyrazu. Poza tym czas na planie filmowym ciągnie się w nieskończoność. Nieraz po nakręceniu jednej sceny czekasz 3‑4 godziny aż ponownie staniesz przed kamerą. W teatrze wszystko dzieje się błyskawicznie. Grając ponad półtoragodzinne spektakle czasami mam wrażenie, jakby wszystko trwało 15 minut. Skupiasz się na swojej roli i jesteś w innym świecie. Chciałbym regularnie grać w teatrze, ale dla aktora w tak młodym wieku, który jest dopiero na początku przygody z zawodem, jest to wręcz niemożliwe. Praca w teatrze wymaga dyspozycyjności. Jeżeli kręcisz jeden, drugi, trzeci film, to nie jest do pogodzenia. Moim wielkim marzeniem jest wcielenie się w postać Artura z „Tanga” Sławomira Mrożka. To dla mnie bardzo ważny dramat, dzięki któremu w pewnym sensie zakochałem się w teatrze. Wierzę, że kiedyś będzie mi dane zagrać tę postać.
– Zamiast Artura, już niedługo wcielisz się w rolę młodego Zenona Martyniuka, ikony muzyki disco polo, o którym powstaje film biograficzny. Długo trzeba było przekonywać Cię do tego projektu?
– Po przeczytaniu scenariusza stwierdziłem, że jest to ciekawa i dobrze napisana historia. Zdjęcia przebiegają bardzo sprawnie, jedna trzecia pracy praktycznie za nami. Ta postać wymaga ode mnie sporego zaangażowania, ale sprawia mi też dużo frajdy.
– Jak bardzo zmieniło się Twoje życie w ciągu ostatnich czterech lat?
– Życie zawodowe w pewnym stopniu ewoluowało, ale jeszcze tak bardzo tego nie odczuwam. Do tej pory tylko dwa razy zostałem rozpoznany przez ludzi na ulicy, którzy kojarzyli mnie z roli Krystiana Wróblewskiego z serialu „Belfer”. Nie dążę do popularności. Uważam, że mogłaby mi bardziej zaszkodzić niż pomóc. Cały czas chciałbym się kształcić i robić to, co lubię. Obecnie mieszkam w Warszawie i Tarnów odwiedzam bardzo rzadko. Kocham to miasto, więc każdą spędzoną tutaj chwilę staram się wykorzystać na 100 procent.
– Słyszałem, że poza filmem kręcą Cię również podróże?
– Mam nawet jedno marzenie z tym związane. Chciałbym za kilka lat kupić volkswagena T1 i przemierzyć nim całe Stany Zjednoczone. Swoją wycieczkę zakończyłbym dopiero w Los Angeles. Znajdę trochę czasu, zaoszczędzę pieniądze i na pewno to zrobię.
– Dziękuję za rozmowę.



![Intensywne deszcze dały się we znaki mieszkańcom Tarnowa i regionu [ZDJĘCIA] Lokalne podtopienia](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/08/Lokalne-podtopienia-4-218x150.jpg)


![Sierpniowe wycieczki enomeleksem także do gminy Ryglice [ZDJĘCIA] Enomeleks gmina Ryglice](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/08/Enomeleks-gmina-Ryglice-4-218x150.jpg)

















