Nie ma powrotu do manipulacji

0
Ewa Godlewska-Jeneralska
Ewa Godlewska-Jeneralska | fot. archiwum prywatne
REKLAMA

Ewa Godlewska-Jeneralska, mieszkanka powiatu brzeskiego, szefowa TVP3 Kraków i osoba zarządzająca TVP Kielce. Do Telewizji Polskiej wróciła po ośmiu latach przerwy. Wcześniej przez wiele lat pracowała w redakcjach Panoramy i Wiadomości, była też szefową telewizyjnych informacji. Na ile w tym czasie zmieniła się telewizja publiczna i jakie zadania zamierza teraz realizować? Z nową dyrektorką krakowskiego ośrodka TVP rozmawia Marek Kołdras.

Czy nowe zadania to największe wyzwanie w pani życiu zawodowym?
Podjęłam się ich chyba właśnie z tego powodu. Lubię wyzwania. Choć więcej we mnie genu dziennikarskiego, niż genu zarządzania. W dziennikarstwie przez ponad 30 lat przeszłam wszystkie szczeble. Od noszenia kaset za swoimi mistrzami. Bo to zawód, którego nie można się nauczyć z książek. Podobnie jak bycia szewcem. Pokonywałam te szczebelki od bycia asystentką przez reporterkę, następnie zaczęłam prowadzić Wiadomości, Panoramę. Później byłam wydawcą tych programów, szefowałam serwisowi TVP Info. A później wyleciałam. Jak spora grupa dziennikarzy. Szczerze mówiąc, to taka moja trochę duma, że jak spojrzę na listę ludzi, którzy wtedy wylecieli, odnajduję też swoje nazwisko.

Czy brakowało pani telewizji w tym czasie?
Wydawało mi się, że nie. Że jestem dzielna. Zaczęłam hodować alpaki. Nauczyłam się nowych rzeczy. Zaczęłam uczyć w szkole, uczyć dziennikarstwa młodych ludzi. No więc wciąż w tym byłam. A ogromną satysfakcję daje to, że młodzi ludzie chcą słuchać. Chcą wiedzieć, jak się to robi. Uczciwą robotę, jaka powinna być w mediach publicznych. Obiektywną, czyli przedstawianie spraw przynajmniej z dwóch stron. Nauczanie to było dla mnie nowe zadanie, dlatego w międzyczasie musiałam skończyć jeszcze studia podyplomowe, aby ten zawód wykonywać uczciwie. Jednocześnie starałam się nie tracić kontaktu z żywym dziennikarstwem. Jestem redaktorką naczelną „Czasu Czchowa”. Nauczyłam się, jak robić gazetę. Taką naszą, lokalną. Jak działo się coś niezwykłego – duże wydarzenie, wybory, ważna wizyta – to czułam przedziwne swędzenie w palcach, żeby usiąść w reżyserce i móc to robić. Tak było do momentu, kiedy koledzy nie poprosili mnie, żebym pomogła przy odbudowywaniu „19.30”. Jak znowu to poczułam, pomyślałam: genu nie wydłubiesz.

REKLAMA (2)

Likwidator Radia Kraków, Marcin Pulit, mówi, że małopolskie radio publiczne znalazło się w ekstremalnej zapaści finansowej. A jak wygląda sytuacja ekonomiczna telewizji?
Niestety podobnie. Mój poprzednik zlikwidował sporą część programów. Bo jak się patrzy na pensje dyrektorów, to musieli na czymś oszczędzać. Więc oszczędzali na ludziach. Jak już zlikwidował programy, na których mogli oszczędzać, to powstało prowizorium budżetowe. To oznacza, że mogłabym dysponować jedną trzecią, może niespełna połową tych pieniędzy, które telewizja powinna mieć. Ponieważ jednak prezydent nie podpisał ustawy okołobudżetowej, nawet tych środków nie dostaliśmy. Ostatnio proponowałam koleżance – która przed 8 laty została wyrzucona z pracy z przyczyn politycznych – dziesięć dni prowadzenia ważnego politycznego programu. Kwota, którą jej mogłam zaproponować, była śmieszna. Nie mogłam konkurować, bo ona przez osiem lat zbudowała sobie firmę i nowe życie. Sytuacja finansowa jest dramatyczna, ludzie zarabiają mniej niż 8 lat temu, co jest niewiarygodne.

Czy i jak zmieni się ramówka TVP Kraków? Jakie zmiany przewiduje pani w zakresie informacji?
Pierwsza i podstawowa zmiana, którą na pierwszym spotkaniu zapowiedziałam: przywracamy zasady, jakie panują w telewizjach publicznych. Czyli obiektywizm. Nie ma możliwości, by w programie reprezentowana była tylko jedna opcja. Nie ma powrotu do takich zwyczajów. Ale nie będzie również żadnego odwrócenia wajchy w drugą stronę. Nic z tych rzeczy. Nie przyszłam tu, by budować telewizję Platformy, Lewicy czy PSL-u. Przyszłam odbudować telewizję taką, jaka powinna być. W której nie mówimy widzowi, co ma myśleć, tylko przedstawiamy różne punkty widzenia. To on decyduje, który jest mu najbliższy. Ponieważ – nie będę owijała w bawełnę – nie ma powrotu do manipulacji. To się już dzieje. Odbieram telefony, że to widać i na antenie Telewizji Kraków i Telewizji Kielce. Co do zmian ramówki jest też drugi ważny punkt. Nie będziemy skupieni tylko na stolicy regionu. Musimy mieć więcej informacji od naszych korespondentów.

Na ile telewizja, do której pani wróciła, np. program „19.30”, różni się od tej, którą pani opuszczała?
Technologicznie wszystko szybko się zmienia. Wróciłam do telewizji, która nie mieści się tam, gdzie powinna. „19.30” jest emitowana z Woronicza, a powinna być z placu Powstańców Warszawy, gdzie jest infrastruktura do wydawania programów informacyjnych. Miejsce nie jest przygotowane do takich zadań i tylko ogromny wysiłek informatyków zapewnia ciągłość produkcyjną. Kiedy programy informacyjne wrócą „do domu” będzie trochę prościej. Mimo to w telewizji zastałam wielki entuzjazm ludzi, którzy wrócili i chcą odbudować to miejsce, na ogół dla nich ważne. Telewizja Polska dla mnie była domem, ponieważ praca tam była pasją, spędzałam w niej dużo czasu. Jak patrzyłam później, co zrobiono z tym, co współtworzyłam, serce bolało. Dlatego, by sobie nie rujnować zdrowia psychicznego, przestałam to oglądać. Wróciliśmy po 8 latach trochę bardziej pomarszczeni, jednak z ogromnym entuzjazmem do pracy, bo jest wyzwanie odbudowania zaufania widza. Żeby praca w telewizji publicznej – nie chcę być zbyt górnolotna – znów wiązała się z dumą.

REKLAMA (3)

Zawężając telewizję do Krzemionek, jaka jest – w pani opinii – największa niewykorzystana szansa TVP Kraków?
Powrót do przynajmniej takiej liczby programów, jaka była. Tworzenie więcej reportaży. Żeby promować nasz piękny region. Bardzo bym chciała stworzyć program poranny, bo Małopolska na to zasługuje. I łatwo ją promować, bo są tu wielkie skarby. Jak się jedzie za granicę, to rano, robiąc kawę, człowiek włącza telewizję i może zobaczyć, co lokalnie się dzieje. Chciałabym, żeby taki program powstał u nas. Oglądany przez mieszkańców i przez turystów, których i w Krakowie i w Małopolsce jest ogromna liczba. Połączenie lekkich newsów z telewizją śniadaniową. Lżejsza forma przedstawienia regionu. Pomysłów jest wiele, hamulcowym są finanse. A teraz na głowie mamy zorganizowanie na to pieniędzy.

Czy miejsce pod basztą pozostanie pani miejscem?
Czchów jest moim miejscem na ziemi. Zawsze był i będzie. Jestem w nim w każdy weekend. Tam mieszka moja mama, którą się trochę opiekuję. Nawet jak mieszkałam w Warszawie i weszłam w ten, jak mówią niektórzy, wielki świat, i tak Czchów pozostawał punktem odniesienia, do którego zawsze wracałam z największą przyjemnością. Bo tam najlepiej odpoczywam i ładuję baterie.

A co z pracą w szkole i „Czasem Czchowa”?
Zobaczymy, w jakim stopniu będę w stanie się angażować w lokalną sferę życia. Bardzo bym chciała z wszystkiego nie rezygnować. W szkole w Brzesku poznałam niezwykłych ludzi. Ta praca otworzyła mi oczy na wspaniały zawód, jakim jest praca nauczyciela. Nie uświadamiałam sobie, jak ważną i niesamowitą robotę wykonują nauczyciele. Jak niezbędne jest, by byli doceniani. Naprawdę budują nowe pokolenia. Mają ogromny wkład w to, jaką przyszłość będziemy wszyscy mieli. Tam pracują świetni ludzie, bardzo oddani swojej misji. Wielu rzeczy mnie nauczyli i jestem im ogromnie wdzięczna. Osiem lat mieszkania w Czchowie pokazało mi, jak wygląda Polska, prawdziwe życie. Teraz to wiem i jestem przekonana, że ta wiedza przełoży się również na moją pracę w telewizji.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze