Teatr musi być miejscem żywym…

0
279
rafal balawejder
REKLAMA

Pięć lat temu Tarnowski Teatr wprowadził się do przebudowanego budynku. To właściwie całkiem nowa bryła architektoniczna, a także kompletnie inne wnętrze. Jak ocenia Pan funkcjonalność dokonanych zmian?
To rzeczywiście zupełnie nowy budynek. Doskonale to wie każdy, kto był w starym teatrze – z tamtych czasów pozostał tylko obrys głównej sali. Kiedy po wielu latach nieobecności przyjeżdżają do nas dawni aktorzy, nie potrafią się odnaleźć w nowych ciągach komunikacyjnych. To dowód na to, jak wiele wprowadzono tu zmian. Natomiast dzięki remontowi mamy aż trzy sceny – Dużą Scenę, Małą Scenę i Scenę Underground, i to daje nam znacznie większe możliwości eksploatacyjne. Trochę żałujemy, że jest mniej miejsc na głównej widowni, bo wcześniej było ich 350 – 370, a obecnie niecałe 300. Radzimy sobie jednak, grając więcej spektakli. Za to teraz bez względu na to, czy siedzi się w pierwszym rzędzie, siódmym, czy w dwunastym, widoczność jest równie dobra. Budynek zaś pod względem powierzchni jest dwa razy większy – mamy znacznie przestronniejsze foyer, w którym pojawiła się przestrzeń wystawiennicza, nowe garderoby dla aktorów. Poza tym wszyscy odwiedzający nas z różnych stron Polski są zauroczeni naszym teatrem, bo mało jest w kraju nowoczesnych gmachów teatralnych.
Jakie zmiany techniczne zostały wprowadzone w budynku?
Teatr, który był tu kiedyś, to było technologiczne muzeum, toteż postęp jest nieprawdopodobny, zarówno jeśli chodzi o technologię sceny, jak i możliwość sterowania światłem. Mamy teraz blisko 150 obwodów elektrycznych na Dużej Scenie. Na Małej podobnie – zrobione są nowe konstrukcje. Wszyscy goście podkreślają też bardzo dobrą akustykę i nagłośnienie. Ponadto co roku staramy się inwestować w sprzęt. Bo choć całe okablowanie jest gotowe, potrzebne są tzw. urządzenia peryferyjne, które podłącza się do istniejącej instalacji. Mamy kilka projektorów multimedialnych i inteligentne oświetlenie, bo bez tego współczesny teatr nie funkcjonuje. Zresztą takie są wymagania reżyserów, którzy podejmują z nami współpracę.
Czy doczekamy się kawiarni teatralnej? Kiedyś taka funkcjonowała w starych murach.
Z tym jest problem. Przestrzeń na I piętrze, gdzie mogłaby być kawiarnia, jest zbyt mała, to ok. 30 m2, więc zainteresowani otwarciem tu biznesu po obejrzeniu miejsca i sprawdzeniu możliwości rezygnowali. Poza tym dawniej kawiarniane pomieszczenia miały osobne wejście od ulicy, teraz kawiarnia byłaby uciążliwa dla teatru. Podczas grania spektaklu na Małej Scenie równoległa jej działalność przeszkadzałaby w przedstawieniu i aktorom, i widzom.
Co w zakresie modernizacji jest jeszcze do zrobienia?
Przede wszystkim zaplecze, bo wciąż funkcjonuje to z 1972 r. Ten element teatru został pominięty przy ostatniej przebudowie. To dziwne, bo znajdują się tam pracownie stolarska, plastyczna, krawiecka oraz magazyny kostiumów i innych materiałów produkcyjnych. Nie wyobrażam sobie, że przy działalności teatru repertuarowego można zaniechać unowocześnienia zaplecza. Złożyliśmy projekt architektoniczny, który dodatkowo przewiduje zbudowanie nowoczesnego systemu demontażu i transmisji dekoracji oraz powstanie sali prób, której obecnie w teatrze brak, w połączeniu z salą do ćwiczeń tanecznych – jedna ściana byłaby w lustrach. Oczekujemy właśnie na projekt finansowy związany z rewitalizacją i mamy nadzieję, że jednym z rewitalizowanych w jego ramach budynków będzie nasze zaplecze. Koszt tego przedsięwzięcia szacujemy na ok. 5 mln zł z całym wyposażeniem.
Czy można powiedzieć, że dla teatru po remoncie otworzył się nowy rozdział?
Myślę, że tak. Przewertowałem naszą statystykę i okazało się, że w ciągu tych pięciu lat odwiedziło nas 275 tys. osób, co daje nam ok. 55 tys. widzów rocznie, a to przekłada się na 4,5 mln zł wpływów i ponad 3 tys. różnorakich wydarzeń. Przygotowaliśmy w tych ciężkich dla kultury czasach 42 premiery. Statystycznie więc co półtora miesiąca mamy nową sztukę na scenie, a większość z nich jest ciągle grana, czyli spektakle trafiają w gusty odbiorców. Udało się więc sprytnie połączyć walor nowego budynku z tym, co się tutaj tworzy.
Warto dodać, że zmieniliśmy również w tym okresie złe proporcje zatrudnienia. Nadal pracuje u nas 60 osób, ale jest 16 aktorów, gdy pięć lat temu było ich zaledwie ośmioro. Nadal jest to niewielki zespół aktorski, ale radzi sobie znakomicie ze wszystkimi zadaniami artystycznymi.
O czym świadczą liczne dowody uznania…
Rzeczywiście, to był dobry okres. W 2012 r. Matylda Baczyńska została „Nadzieją kulturalną” Tarnowa. Rok później Ewelina Pietrowiak otrzymała Złotą Różę od czytelników TEMI, przedstawienie „Babcia mówi pa, pa” dostało akredytację ASSISTEJ, Monika Wenta i Matylda Baczyńska – wyróżnienia aktorskie na Talii, również Matylda Baczyńska została uhonorowana nagrodą im. A. Nardellego. W 2014 r. Jerzy Pal zdobył wyróżnienie na Festiwalu Spotkań Jednego Aktora w Olsztynie za „Kolegę Mela Gibsona”, Zofia Zoń – Nagrodę Kulturalną im. B. Wojtowicza, Dominika Markuszewska została nagrodzona przez ZASP na Talii, a Małgorzata Warsicka na Forum Młodej Reżyserii w Krakowie za spektakl „Jakobi i Leidental”, reżyserka za to samo przedstawienie dostała też nagrodę w Toruniu na Festiwalu Pierwszy Kontakt 2015. W ubiegłym roku ja sam dołączyłem do zacnego grona obdarowanych Złotą Różą TEMI, publiczność nagrodziła na Talii „Piękną Lucyndę”, a w branżowym przeglądzie miesięcznika „Teatr” Najlepsi 2015 tytuły otrzymali: Małgorzata Warsicka, Matylda Baczyńska, Radosław Rychcik za adaptację „Grażyny” oraz Piotr i Michał Lisowie za muzykę do niej. „Grażyna” triumfowała także w Ogólnopolskim Konkursie „Klasyka żywa”, zajmując III miejsce i przynosząc kolejny reżyserski laur Radkowi. W tym konkursie uhonorowano też nasz monodram „Król” – aktorską nagrodę przyznano Matyldzie Baczyńskiej, a Karol Nepelski wyróżniony został za muzykę do tego spektaklu. W tym roku natomiast wyróżnienie za udział w „Grażynie” otrzymał tarnowski chór Gos.pl na przeglądzie w Opolu. Tak więc ta długa lista mówi sama za siebie. Część nagród to laury tarnowskie, ale zostaliśmy też zweryfikowani zaproszeniami na różne wydarzenia w innych ośrodkach. To też pokazuje, że jesteśmy teatrem na całkiem niezłym poziomie.
Które przedstawienia spodobały się tarnowskiej publiczności najbardziej?
Najwięcej widzów przyciągnęły spektakle: „Tajemniczy ogród”, „Makbet”, „Piękna Lucynda”, „W pokoju obok”, „Księga lasu”, „Apetyt na czereśnie”, „Skąpiec”, „Alicja w krainie czarów” czy z nowo wyprodukowanych – „Grażyna”.
A które Pan uważa za szczególne dokonania artystyczne?
Wymienię sześć widowisk. Oprócz ostatnich produkcji nagrodzonych w konkursie „Klasyka żywa”, czyli „Grażyny” Radosława Rychcika oraz „Króla” Matyldy Baczyńskiej i Małgorzaty Warsickiej, są to „Jakobi i Leidental” Małgorzaty Warsickiej, „Konstelacje” Natalii Sołtysik, które zeszły ze sceny mimo powodzenia u widzów z powodu rozstania z Zofią Zoń, oraz „Trzy siostry” Eweliny Pietrowiak, z których też musieliśmy zrezygnować ze względu na przyjezdnych aktorów, choć przedstawienie było bardzo dobrze przyjmowane. Wśród preferowanych przeze mnie spektakli jest też „Kajzar. Odyseja 1982” Macieja Podstawnego, rzecz, która niestety nie została dostrzeżona przez widownię. Tu pojawia się temat tzw. „dorabiania się” widza – liczę, że za kilka lat do oglądania ambitniejszych tytułów, wymagających zaangażowania intelektualnego, znajdzie się większa liczba chętnych w Tarnowie.
W ciągu tego pięciolecia powstały też przedstawienia, które wzbudziły kontrowersje. Do nich należą wspomniany przez Pana „Kajzar. Odyseja 1982”, a ostatnio „Kalkstein/Czarne słońce”. Co Pan myśli o takich reakcjach?
Teatr jest powołany po to, by być miejscem spotkań ludzi bardzo różnych, o różnych światopoglądach, które z kolei znajdują odbicie w odmiennych emocjach. Jedni przychodzą tu nastawieni pozytywnie, inni negatywnie. Dopóki w teatrze będziemy dyskutować o wartościach, pokazywać je, ale też poddawać w wątpliwość i kwestionować, będzie to miejsce żywe. Podchodzenie do sztuki z punktu widzenia cenzorskiego czy próby wycofania jej ze sceny pozbawiają teatr możliwości rozwoju i szansy na prezentację rzeczy nowoczesnych. Tym bardziej że nie chodzi nam o epatowanie jakimkolwiek skandalem, bo żadne z tych widowisk nie było robione w tym celu. Co więcej, obydwa spektakle powstały w koprodukcji – skorzystaliśmy z tego, by pokazać coś inaczej, sięgnąć na „wyższą półkę”. Taka była decyzja artystyczna.
Czy jednak w przyszłości nie zawahacie się przed produkcją przedstawienia, które mogłoby kogoś zbulwersować?
Jestem bardzo spokojną osobą i nie sądzę, żeby pojedyncze historie miały przekreślać w jakikolwiek sposób szanse teatru. Bez odrobiny odwagi, próbowania czegoś nowatorskiego zaczniemy „umierać”. Dla aktorów granie sympatycznych widowisk, jak „Piękna Lucynda” czy „Mały Książę”, to odtwarzanie po raz kolejny tego samego. Potrzebny jest im też element jakiegoś wyzwania. Fajnie byłoby, żeby nowoczesna sztuka postrzegana była pozytywnie również przez publiczność, bo jesteśmy w takiej sytuacji, że nie możemy sobie pozwolić na spektakle, które nie będą oglądane. Wpływy pozyskiwane ze sprzedaży biletów tworzą bowiem w całości nasz budżet, dzięki któremu możemy produkować nowe tytuły. Nie będziemy stronić jednak od teatru formalnego, któremu możliwości daje Scena Underground, ani od spektakli zadających trudne pytania. „Black Bird” wystawiany na tej scenie od 2012 r. nadal utrzymuje się w repertuarze, co pokazuje, że jest też zapotrzebowanie na bardziej ambitny czy nawet prowokacyjny repertuar dotykający sfer, o których się nie mówi.
Co zaplanowano w najbliższym czasie?
Przygotowujemy spektakl dla młodych widzów – „Pinokio”, a w ramach Sceny Inicjatyw Aktorskich powstanie nowoczesna wersja Kabaretu Starszych Panów. Natomiast na jubileuszową 20. Talię planujemy przedstawienie o roboczym tytule „Havel” autorstwa Mateusza Pakuły, w reżyserii Evy Rysovej. Później będzie jubileusz pracy artystycznej Mariusza Szaforza, który jakiś tekst sobie wybierze z przeznaczeniem na Małą Scenę.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o