Ale jazda… 

0
119
czaderska 1
REKLAMA

„Drive” to najnowsze dzieło Nicolasa Windinga Refna, światowa premiera filmu odbyła się w Cannes, gdzie obraz ten otrzymał nagrodę za reżyserię. Producenci Marc E. Platt i Adam Siegel postanowili zaadaptować na potrzeby filmu opowiadanie Jamesa Sallisa o kierowcy współpracującym z przestępcami. Drive przypomina takich bohaterów jak Charles Bronson czy Clint Eastwood – małomównych, budzących respekt, mających misję do spełnienia. Nie brakuje oczywiście wątku miłosnego, co czyni obraz jeszcze bardziej interesującym.Scenariusz napisał Hossein Amini, nominowany do Oscara za adaptację powieści Henry’ego Jamesa „Miłość i śmierć w Wenecji”, muzyka jest autorstwa Cliffa Martineza, zdjęcia robił Newton Thomas Sigel.

REKLAMA

Niesamowita jest obsada aktorska tego filmu. Główną rolę powierzono Ryanowi Goslingowi, nominowanemu do Oscara za udział w filmie „Szkolny Chwyt”. Gosling ma także na swoim koncie dwie nominacje do Złotego Globu za rolę w filmie „Blue Valentine” oraz w filmie telewizyjnym „Lars i prawdziwa dziewczyna”, nie mówiąc już o mnóstwie entuzjastycznych recenzji. Rola w „Drive” jest zupełnie odmienna od jego dotychczasowych wcieleń i pewnie dlatego chciał się z nią zmierzyć, co udało mu się to doskonale. Przykuwa uwagę widzów i zabiera ich w świat pełen emocji i wzruszeń. Miałam okazję porozmawiać na temat filmu z jego głównym bohaterem, uroczym Ryanem Goslingiem.

* * *


Ostatnio chyba nie narzekasz na nudę? Do kin wchodzą dwa Twoje filmy: „Kocha, lubi, szanuje” i „Drive”, a już niedługo pojawią się też „Ides of March”. Jak się czujesz jako hollywoodzka gwiazda?

Nadal wszyscy mylą mnie z Ryanem Reynoldsem. To trochę przykre, zwłaszcza kiedy na randce kobiety są rozczarowane.

Ale chyba potrafisz je w sobie rozkochać? Po Twoim występie w „Kocha, lubi, szanuje” jestem o tym przekonana.

W rzeczywistości o wiele bliżej mi do bohatera, którego gra Steve Carell. Nie znam się kompletnie na podrywaniu i nie wiedziałbym nawet, co powiedzieć na randce. W dodatku robię wszystko to, czego mój bohater zabrania Steve’owi: piję drinki przez słomkę, kupuję ubrania w Gap… Aż wstyd się przyznać.

Porozmawiajmy przez chwilę o Twoim filmie, „Drive”…

Nie bardzo wiem, jak go opisać. To film w stylu Johna Hughesa, o pierwszej, młodzieńczej miłości, tylko, że sporo w nim przemocy. Niewiele brakowało, żebym w ogóle w nim nie zagrał.

Jak to? Umówiliśmy się z Nicholasem Windingiem Refnem, reżyserem „Drive”, na kolację, żeby obgadać różne sprawy związane z filmem. No i wyszło nam coś w rodzaju kiepskiej randki. Siedzieliśmy przy stole, rozmowa się nie kleiła, żaden z nas nie miał nic mądrego do powiedzenia i nie zanosiło się na to, żebyśmy się zaprzyjaźnili. Więc poprosiłem o rachunek i stwierdziliśmy, że czas do domu. Tak się złożyło, że Nicholas mieszkał w Santa Monica, więc musiałem go podwieźć. W samochodzie nadal panowała niezręczna cisza, więc włączyłem radio. Zaczęli grać piosenkę Aero Speedwagon „I Can’t Fight This Feeling” – akurat jak znalazł (śmiech). I wtedy nagle Nicholas zaczął śpiewać! Darł się, ile tylko miał siły i wybijał rytm, waląc pięścią w kolano. I stwierdził: „O tym jest właśnie ten film. O facecie, który jeździ nocami po mieście i słucha muzyki”. Miałem podobne odczucie, choć w scenariuszu w ogóle nie było o tym mowy. I tak jakoś narodził nam się wspólny pomysł na film. Cieszę się, bo gdyby nie ta piosenka, to być może cały projekt nie doszedłby do skutku. A jednak czasami cuda się zdarzają i dzięki takim zbiegom okoliczności powstają potem fantastyczne historie.

Jesteś dobrym kierowcą?

Wydaje mi się, że tak. Podczas przygotowań do „Drive” zaliczyłem kilka kursów szybkiej jazdy, przeszedłem też przeszkolenie u kaskaderów, ponieważ bohater, którego gram, dorabia sobie jako kierowca na planie filmowym – bierze udział w niebezpiecznych scenach akcji i rozbija samochody. Przy okazji nauczyłem się paru ciekawych sztuczek rajdowych i teraz czasami mnie kusi, by wypróbować je na autostradzie. To niebezpieczna wiedza i mam świadomość, że mogę stanowić zagrożenie. Na szczęście mieszkam teraz w Nowym Jorku, a tam w ogóle nie ma mowy o szybkiej jeździe.

* * *

Do roli głównej bohaterki producent poszukiwał Latynoski, jak to wynikało z książki, na podstawie której powstał film. Długo trwało znalezienie odpowiedniej aktorki. Dopiero Carey Mulligan, nominowana w ubiegłym roku do Oscara za role w filmie „Była sobie dziewczyna”, okazała się doskonałym wyborem, zresztą sama zabiegała o udział w filmie. Do roli Shannona reżyser od razu wybrał Bryana Cranstona, zdobywcę trzech statuetek Emmy. Czarny charakter zagrał Albert Brooks, w niewielkiej roli pojawiła się Christina Hendricks, znana dzięki wyróżnionemu nagrodą Emmy serialowi „Mad Men”. Producenci szukali drugiego czarnego charakteru do roli Nino. Wybrano uwielbianego przez widzów Rona Perlmana, znanego z filmów z serii „Hellboy” i serialu „Sons of Anarchy”. Możliwość pracy z Refnem i fabuła zdecydowały, że szybko podjął decyzję o dołączeniu do ekipy. Świetny scenariusz i dynamiczny styl pracy Nicolasa Windinga Refna sprawiły, że wszyscy aktorzy pracowali na najwyższym poziomie, by stworzyć przekonywające postaci. Recenzenci piszą o tym filmie, że kręci kobiety, zapewnia doskonałą rozrywkę, mocne wrażenia, trzyma w napięciu i prowokuje. Wystarczy…?

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o