Legenda Marilyn

0
97
REKLAMA

Dzieciństwo jej i wczesna młodość były smutne i niewolne od dramatów. Ponieważ matka przebywała często w szpitalach psychiatrycznych, dziewczynka już od piątego roku życia trafiała do domów dziecka. Była to twarda szkoła życia. Wykpiwana i poniżana, stała się pewnego dnia ofiar gwałtu. W wieku lat jedenastu została przygarnięta przez przyjaciół matki. Po pięciu latach opuściła jednak ich dom, zrezygnowała ze szkoły i…wyszła za mąż za Jima Dougherty, 21 letniego robotnika. Małżeństwo okazało się nieudane, co w efekcie już po roku doprowadziło do próby targnięcia się na życie – na szczęście nieudanej. Wkrótce zapisała się do tzw. „szkoły wdzięku”, gdzie poznała tajniki pracy modelki. Efektowne zdjęcia pięknej dziewczyny coraz częściej zaczęły się pojawiać na okładkach magazynów i w reklamach. Szczęśliwy zbieg okoliczności sprawił, że zwrócono na nią uwagę także w Hollywood. Sam Howard Hughes zaproponował jej zdjęcia próbne, a w ich następstwie kontrakt w wytworni 20‑th Century Fox.
Role MM z początku lat pięćdziesiątych w filmach „Wszystko o Ewie” (1950), „Niagara”, „Mężczyźni wolą blondynki”, „Jak poślubić milionera” (1953) i „Rzeka bez powrotu” (1954) są przykładem tzw. typecastingu – obsadzano ją wówczas ciągle w rolach podobnych, uniemożliwiając praktycznie rozwinięcie i zademonstrowanie talentu aktorskiego.
W grudniu 1955 r. 20‑th Century Fox podpisał nowy kontrakt z MM. Tym razem ona stawiała warunki: do niej będzie należeć ostateczna decyzja odnośnie wyboru roli i reżysera. Zrealizowany w 1956 r. film „Przystanek autobusowy” zaskoczył widzów subtelnym aktorstwem Marilyn, kreacja zadowoliła nawet najbardziej wybrednych krytyków. W czerwcu tego samego roku aktorka wyszła za mąż za dramaturga Arthura Millera. Wkrótce po ślubie para wyjechała do Londynu. Tutaj Marilyn wystąpiła w „Księciu i aktoreczce” (1957) u boku legendarnego Laurence’a Oliviera. Film otrzymal nie tylko świetne recenzje, ale okazał się również wielkim sukcesem kasowym. Teraz każdy nowy film MM witany był entuzjastycznie przez widzów, a także przez krytykę. Zrealizowany w Hollywood w 1959 r. obraz „Pól żartem, pól serio” – z Jackiem Lemmonem i Tonym Curtisem – w reżyserii legendarnego dziś Billy Wildera oczarował cały świat. Wiele pochwal zebrał także film zatytułowany „Let’s Make Love” (1960), w którym Marilyn wystąpiła z Yvesem Montandem i Tonym Randallem. Ostatnim jej filmem był obraz Johna Hustona „Skłóceni z życiem” (1961), do którego scenariusz napisal sam Arthur Miller.
Tuż przed premierą „Skłóconych z życiem”, w styczniu 1961 r., rozwiodła się z Arturem Millerem. Po kolejnych wizytach u psychiatry wydawało się, że tym razem leczenie pomoże i stan jej powróci do normy. Powierzono jej więc rolę w nowym filmie, „Somethings Got to Give”. Niestety, kryzys dał nieoczekiwanie, na nowo znać o sobie. Okazała się niezdolna do pracy i w tej sytuacji przerwano kręcenie filmu. W miesiąc później, 5 sierpnia 1962 r., Marilyn Monroe znaleziono martwą w łóżku. Opinia lekarza, który przeprowadzał sekcję zwłok, brzmiała: „Śmierć nastąpiła na skutek nadużycia barbituranów: niewykluczone jest samobójstwo”. To enigmatyczne sformułowanie oraz brak bliższych wyjaśnień zaczęły budzić wiele wątpliwości i spekulacji. Anthony Summers, autor książki „Goddes” („Bogini”), wydanej w 1986 r., powiedział mi bez ogródek, że oficjalny raport policji uważa za mistyfikację. Summers zwraca uwagę na oświadczenie MM, złożone na kilka dni przed śmiercią, w którym zapowiadała zwołanie na 5 sierpnia konferencji prasowej. W jej trakcie miała się wypowiedzieć o stosunku do braci Kennedych. Decyzję tę podjęła prawdopodobnie w następstwie odmowy poślubienia jej przez Roberta Kennedy’ ego.
Marilyn znana była powszechnie z żywiołowej prawdomówności. Mogło więc wyjść na jaw, dowodził Summers, że brat prezydenta obiecywał jej swego czasu małżeństwo i należało za wszelka cenę powstrzymać MM od tego publicznego wystąpienia. Ktoś, komu musiało na tym zależeć, według wszelkiego podobieństwa zaaplikował jej środki nasenne, aby następnego dnia spała dłużej, nie wiedząc, że już wcześniej Marilyn zażyła swą „regularną porcję” barbituranów. W ten sposób stał się sprawcą nieumyślnego zabójstwa aktorki.
Najnowszy film na temat Marilyn Monroe ukazał się w Polsce z początkiem br. roku, a Michelle Williams za rolę Monroe otrzymała w 2011 r. Zloty Glob oraz nominowana była do Oscara. Simon Curtis, reżyser obrazu „Mój tydzień z Marilyn”, zdawał sobie sprawę, że nakręcenie kolejnej biografii MM nie będzie sprawą łatwą chociażby ze względu na to, że osoba Marilyn pojawiła się już w blisko 150 filmach i telewizyjnych produkcjach. Wybrał więc złoty środek i opowiedział o jednym, ale ważnym tygodniu w życiu aktorki. Film jest oparty na osobistych doświadczeniach Colina Clarka, który pracował przy filmie „Książę i aktoreczka”, nakręconym w Anglii. Clark skupil się w wiekszosci na osobistych kontaktach z Marilyn, na temat których napisał w 2000 r. książkę, a na jej podstawie Adrian Hodges oparł scenariusz do filmu.
Film przedstawia Marilyn jako kobietę, która niezbyt dobrze radzi sobie ze sławą, brakuje jej powierników, a Clark staje się jednym z nich. Wiadomo, że łączyła ich przyjaźń, ale trudno stwierdzić jak bliska. Clark pracował na planie jako chłopiec na posyłki i często się słyszy, że jego książka jest jeszcze jedną próbą eksploatacji gwiazdy. Reżyser przyznał mi, że nie sprawdzał, czy książka jego jest do końca wiarygodna, wolał uwierzyć autorowi i w to, co powiedział aktor Don Murray grający z MM w „Przystanku autobusowym”, że romans taki był możliwy, bo działo się to w okresie, kiedy Marilyn była bardzo zawiedziona małżeństwem z Arthurem Millerem. Kenneth Branagh grający w „Moim tygodniu z Marilyn” postać sir Laurence’a Oliviera uważa, że ponieważ Clark pisał książkę w starszym wieku, z perspektywy czasu idealizował wiele faktów. Scenarzysta natomiast chciał się zdystansować od powielanego tysiące razy tego samego portretu MM i napisać coś zupełnie „świeżego”, lecz `związanego z prawdziwym wizerunkiem gwiazdy.
Dla Michelle Williams rola Monroe była prawdziwym marzeniem i to nie tylko ze względu na fakt, że Marilyn była jej aktorskim ideałem, ale po prostu po przeczytaniu scenariusza zaczęła traktować postać MM nie jako legendę, lecz jako swoją przyjaciółkę.

REKLAMA

czaderska* * *

Zagranie Marilyn Monroe nie było łatwym przedsięwzięciem… – powiedziałam do Michelle.
Po obejrzeniu prawie wszystkich filmów Marilyn, po przeczytaniu tony materiałów na jej temat oraz zapoznaniu się z dokumentami filmowymi z okresu pobytu Marilyn w Anglii, gdzie kręcono „Księcia i aktoreczkę”, po prostu „stałam się Monroe”, potrafiłam wejść do jej wnętrza i przeżywać jej frustracje.
Jak radziłaś sobie z musicalowymi segmentami filmu?
To nie było zbyt trudne, bo nieźle śpiewam i tańczę, a choreograf Kathleen Marshall i nauczyciel śpiewu David Krane pomogli mi.
Na planie filmu „Książę i aktoreczka”, Marilyn była lekceważona i ignorowana przez snobistycznego sir Laurence’a Oliviera, do dzisiaj uważanego za najlepszego szekspirowskiego aktora.
No właśnie! Dlatego Monroe zaprzyjaźniła się z Colinem. Był on jej wiernym przyjacielem, co na planie bardzo pomagało jej znosić zachowanie Oliviera. Jest to jeszcze jedna z wielu teorii przemawiających za tym, że książka Colina Clarka jest oparta – mniej więcej – na faktach.
Jak Ci się pracowało z filmowymi partnerami?
Kenneth Branagh, jeden z najlepszych aktorów naszych czasów, grał Oliviera. Był na planie naprawdę wspaniały – punktualny i przyjacielski, a prywatnie uroczy i dżentelmeński. Z Eddiem Redmaynem, filmowym Colinem Clarkiem, mieliśmy znakomitą chemię aktorską, co chyba widać na ekranie! Eddie był właśnie taki, jakiego wymarzyli sobie twórcy filmu.
Reżyser Simon Curtis powiedział mi, że tak naprawdę to tylko Ty byłaś wyłącznie tą jedną jedyną kandydatką do roli Marilyn. Bardzo podobał mu się twój aktorski dorobek, zwłaszcza rola w „Tajemnicy Brokeback Mountain”.
Wiem, że analizował wszystkie moje role i podobno nie poświęcał wiele uwagi innym gwiazdom, po czym bez wahania stwierdził, że „tylko ja”. Mam nadzieję, że nie zawiodłam ani reżysera, ani widzów, których opinie bardzo sobie cenię.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o