Paris Hilton: Teraz mogę rzucić wyzwanie światu

0
69
Paris Hilton prosto z Hollywood
REKLAMA

Rozmowa z PARIS HILTON o filmie dokumentalnym „This Is Paris” i nie tylko

Wszyscy mamy trudny czas. Domowa izolacja związana z pandemią koronawirusa dała się we znaki ludziom na całym świecie. A w jaki sposób wpłynęła na Twoje życie? Czego brakuje Ci najbardziej?
To, co się wydarzyło, było z pewnością przerażające. Ale ja staram się dostrzegać we wszystkim pozytywne strony. W moim przypadku pozytywną stroną było to, że po raz pierwszy od niepamiętnych czasów musiałam zostać na dłużej w domu. Dla kogoś, kto jak ja, spędza większość życia, nieustannie podróżując, taka przerwa jest czymś zaskakującym, wybijającym z rytmu. Ale dzięki temu zyskałam trochę czasu, żeby zastanowić się nad sobą i nad tym, co jest dla mnie naprawdę ważne. Wcześniej nie mogłam sobie na to pozwolić – przy moim wariackim rozkładzie zajęć bez przerwy byłam w ruchu. Więc to było dla mnie coś innego, odświeżającego. Dzięki temu doświadczeniu mam poczucie, że moje życie obrało zupełnie nowy kurs.

REKLAMA

Jest jeszcze zbyt wcześnie, by uznać, że sytuacja wraca do normy. Ale spróbujmy pofantazjować: jeśli epidemia dobiegnie końca, czym zajmiesz się w pierwszej kolejności?
Nie mogę się już doczekać, żeby wznowić podróże. Od wielu lat, jeszcze jako mała dziewczynka, każde wakacje spędzałam w Europie. W tym roku po raz pierwszy mnie tam nie było. Bardzo bym chciała móc już z powrotem jeździć po świecie z koncertami i występami didżejskimi. Brakuje mi tej niesamowitej energii płynącej od fanów. I tęsknię za przyjaciółmi.

Rozmawiamy z okazji niedawnej premiery poświęconego Ci dokumentu, „This Is Paris”. Opowiadasz w nim o wielu traumatycznych sprawach ze swojej przeszłości. Między innymi o krzywdach, których ofiarą padłaś w uchodzącej za prestiżową szkole z internatem [Provo Canyon School – Y. Cz.-H.]. Czy możesz zdradzić, jak udało Ci się wrócić do równowagi po takich przeżyciach?
Nie wiem, czy po czymś takim całkowity powrót do równowagi jest w ogóle możliwy. Ale dzięki pracy nad tym filmem po raz pierwszy byłam w stanie rozmawiać o tym, co się wydarzyło, a to już samo w sobie było bardzo pomocne. Musiałam wrócić wspomnieniami do wyjątkowo trudnego okresu w moim życiu, kiedy dzień po dniu przeżywałam prawdziwe piekło. W tych placówkach pracują ludzie ze skłonnościami do przemocy, pozbawieni przyzwoitości. Jako nastolatka co noc miałam koszmary i ciągnęło się to za mną jeszcze przez długie lata. Ale to doświadczenie także mnie wzmocniło. Skoro przetrwałam ten koszmar, to czuję, że jestem w stanie przetrwać wszystko.

Pamiętam skandal, jaki wybuchł, gdy ukazała się sekstaśma z Twoim udziałem. Domyślam się, że było to dla Ciebie wyjątkowo przykre i bolesne przeżycie, choć film tylko w niewielkim stopniu dotyka tej sprawy.
Owszem, było to bolesne przeżycie, choć – jak film wyraźnie pokazuje – zaledwie jedno z wielu, które mnie spotkały. Po tym, co się stało, straciłam na długo wiarę w miłość i zaufanie do ludzi. Mam przykrą świadomość, że do końca życia mnóstwo osób będzie postrzegać mnie przez pryzmat tego jednego wydarzenia, tej intymnej chwili między dwojgiem ludzi, której nie powinny oglądać niczyje oczy. I to mnie wyjątkowo wkurza. Tuż po tym, gdy to się stało, zetknęłam się z okrucieństwem i złośliwością ze wszystkich stron. Ludzie szydzili ze mnie, żartowali w obrzydliwy sposób, robili ze mnie niemalże wroga publicznego, podczas gdy ja byłam zaledwie naiwną dziewczyną, która niepotrzebnie komuś zaufała. Gdyby ta historia wydarzyła się dzisiaj, wszystko potoczyłoby się inaczej. W obecnych czasach kobiet nie odsądza się od czci i wiary, jeśli ktoś skrzywdzi je w podobny sposób. Dla wszystkich jest oczywiste, że to ofiary przemocy, którym należy się wsparcie. Niestety, w moim przypadku tak się nie stało. Nie miałam tyle szczęścia.

Czy po tym, co Cię spotkało, rozważałaś udanie się na terapię?
Nie, nigdy. Nie miałam ochoty na spotkanie z żadnym terapeutą, ponieważ po tym, co przeszłam, nie zamierzałam komukolwiek zaufać na tyle, by opowiedzieć, co się stało. Tak naprawdę dopiero mojemu obecnemu chłopakowi zawdzięczam to, że mogłam otworzyć się na tyle, by zmierzyć się z przeszłością. To też oczywiście nie wydarzyło się od razu. Wszystko odbywało się stopniowo. Ale to przy nim mogłam nareszcie wyrzucić wszystko z siebie. Bez tego nie powstałby ten film. Mam wrażenie, że praca nad nim była dla mnie także pewną formą terapii. Dzięki niej znalazłam siłę, by uwolnić emocje, które tak długo w sobie skrywałam. Mogłam wreszcie publicznie opowiedzieć o wszystkim. Z tego, co wiem, ten dokument pomógł nie tylko mnie. Tuż po premierze otrzymałam mnóstwo listów od widzów, którzy napisali do mnie, że już po tym, jak obejrzeli tylko sam zwiastun, natychmiast zabrali swoje dzieci z tej koszmarnej szkoły. Cieszę się, że przynajmniej mogę uchronić inne dzieci przed straszliwym losem. Ta świadomość bardzo podnosi na duchu. Moich bolesnych przeżyć nie da się już wymazać, ale ważne jest to, by podobny los nie spotkał nikogo więcej.

Wspomniałaś o chłopaku. Gratulacje! Jesteś szczęśliwie zakochana?
Och, tak! Jestem szczęśliwa jak nigdy dotąd. Nie sądziłam, że to w ogóle możliwe, ponieważ po tym, co mnie spotkało, nie chciałam dopuścić do tego, by w kimkolwiek się zakochać. Ale na wszystko przychodzi odpowiedni czas i odpowiednie miejsce. Przyjaźniliśmy się przez piętnaście lat, po czym w ubiegłym roku jego siostra zaprosiła mnie z całą rodziną do siebie na Święto Dziękczynienia. I wtedy nagle coś między nami zaskoczyło. Okazało się, że jesteśmy dla siebie stworzeni. Od tamtej pory jesteśmy nierozłączni. Jeszcze się nie zdarzyło, żebyśmy spędzili choćby jedną noc osobno. On jest po prostu idealny! Inteligentny, czuły, z poczuciem humoru, romantyczny, lojalny… Po prostu jest takim chłopakiem, o jakim zawsze marzyłam. Mam wielkie szczęście, że go znalazłam, bo inaczej chyba resztę życia spędziłabym w samotności.

A jak wyglądają Twoje relacje z rodziną? Domyślam się, że to trudny temat.
Kiedy byłam nastolatką, moi rodzice wyznaczyli mi bardzo, ale to bardzo surowe reguły. Nie pozwalali mi chodzić na randki. Nie mogłam chodzić na szkolne potańcówki. Nie wolno mi było się malować. Właściwie to nic mi nie było wolno. Dlatego po przeprowadzce do Nowego Jorku zbuntowałam się, zaczęłam wychodzić na całonocne imprezy i opuszczać lekcje. Z perspektywy czasu nie uważam, żebym była złym dzieckiem. Po prostu przez tyle lat żyłam chowana pod kloszem, aż tu nagle otworzył się przede mną zupełnie inny świat. Moi rodzice oczywiście próbowali przemówić mi do rozsądku, a kiedy to nie zadziałało, postanowili zadziałać w inny sposób. Nie uważam, żeby mieli złe intencje i nie zamierzam ich za to obwiniać. Po prostu chcieli mojego dobra, a ponieważ na ich oczach wyrosłam na małą buntowniczkę, stwierdzili, że najlepsza metoda to skierować mnie do szkoły z internatem. Nie mieli pojęcia, czym tak naprawdę jest to miejsce. Po prostu zaufali reklamie, według której to miała być idealna placówka edukacyjna dla młodych osób. Szkoła, po której, jak to się mówi, dziecko miało wyjść na ludzi. Tak naprawdę większość rodziców nie zdaje sobie sprawy, co dzieje się w takich miejscach – bo niby skąd mają to wiedzieć? Ja po swoich doświadczeniach nigdy nie poleciłabym nikomu takiego rozwiązania. Znacznie lepszym posunięciem jest zwyczajna rozmowa rodziców z dzieckiem, kiedy obie strony mają okazję powiedzieć wprost, jakie są ich oczekiwania. Natomiast wysyłać dziecko zdane tylko na siebie do obcego miejsca, o którym naprawdę nic nie wiemy? Niczego to nie rozwiązuje, a wręcz przeciwnie, może spowodować tylko więcej problemów.

Mam nadzieję, że kiedy cała sprawa wyszła na jaw, Twoja rodzina zapewniła Ci wsparcie.
Mogę powiedzieć, że moja mama i siostra to tak naprawdę moje najlepsze przyjaciółki. Utrzymujemy bliskie, zażyłe relacje – i zdaję sobie sprawę, że spotkało mnie pod tym względem ogromne szczęście, bo nie każdy ma ze swoimi bliskimi taki szczery, przyjacielski układ. A jeśli chodzi o osoby spoza rodziny, to nauczona doświadczeniem bardzo uważnie dobieram sobie znajomych. Dostęp do mnie mają tylko ludzie wartościowi, którzy wnoszą coś pozytywnego do mojego życia. Dzięki którym mogę czuć się szczęśliwa. Cieszę się, że w obecnych czasach dziewczyny mogą czuć się pewnie i trzymać się razem. Chyba nareszcie nastały lepsze dni dla kobiet.

Chciałabym jeszcze wrócić na moment do niedawnego czasu izolacji. Wiele osób, z którymi rozmawiałam, zwierzyło się, że podczas przymusowego pobytu w domu namiętnie oglądało seriale. Ty też masz jakieś ulubione tytuły?
Mam obsesję na punkcie „Westworld”, to chyba mój ulubiony serial. Uwielbiam go. Kocham w ogóle fantastykę. Podobają mi się też „American Horror Story” i „Black Mirror”. A od niedawna oglądam też kapitalny serial komediowy, „Schitt’s Creek”. Jest naprawdę zabawny. Przypomina mi trochę „Proste życie” [program, w którym Paris Hilton i Nicole Ritchie próbowały radzić sobie z codziennym życiem na prowincji – Y. Cz.-H.] z tą bogatą rodziną, która nagle przeprowadza się na odludzie. A „Proste życie” to jedyny reality show, jaki znam. Swoją drogą, podczas kwarantanny oglądaliśmy stare odcinki z moim chłopakiem. To naprawdę zabawne, podczas wieczornych randek włączaliśmy mój dawny reality show. (śmiech)

Czy teraz dojrzałaś do tego, by pokazać światu, jaka naprawdę jesteś?
O, tak. Wcześniej nie miałam okazji, by się nad tym zastanowić, ponieważ za bardzo pochłaniała mnie przeszłość. Ale nareszcie doszłam do momentu, w którym mogę sobie powiedzieć: „Paris, zobacz, przez co musiałaś przejść. Jesteś naprawdę silna. Niewiele osób po takich doświadczeniach, jak twoje, stanęłoby z powrotem na nogi”. Jestem dumna z tego, jaką osobą się stałam. W przeszłości kreowałam swój publiczny wizerunek, ponieważ nieustannie znajdowałam się pod obserwacją. Teraz już nie muszę nikogo udawać, a w ciągu ostatniego roku, dzięki pracy nad filmem, sporo nauczyłam się o sobie. Pokonałam lęk i przed kamerą nareszcie mogłam pokazać swoją prawdziwą twarz. To wspaniałe uczucie. Teraz rzeczywiście mogę rzucić wyzwanie światu.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o