Rozmowa z SACHĄ BARON COHENEM
Trudno wyobrazić sobie bardziej odmienne postacie niż Borat i Abbie Hoffman z „Procesu Siódemki z Chicago”. A jednak obydwie te role zagrałeś z jednakową łatwością, za obie też dostałeś nominacje do Złotych Globów [nagrodę zdobył tylko jedną, za „Borata” – Y. Cz.-H.]! Czy do każdej przygotowujesz się w inny sposób, czy też masz jakieś uniwersalne metody?
Trudno mi mówić o jakichś konkretnych metodach, ale rzeczywiście jest jedna rzecz, od której zawsze zaczynam przygotowaniabez względu na to, jaką postać mam zagrać. Czy to Borat, czy Ali G, czy Bruno, czy pułkownik Erran Morad – na samym początku staram się opanować język mojego bohatera. Klucz do postaci to kwestia doboru słów. Jakimi zdaniami się posługuje, jakich wyrazów najczęściej używa, z jaką intonacją mówi, z jakim akcentem… Cała reszta – czyli stroje, charakteryzacja, gesty – wszystko to pojawia się dopiero w następnej kolejności. Niezależnie czy gram Borata, czy Abbiego Hoffmana, moim celem jest wejście w rolę na tyle głęboko, by nikt nie zdawał sobie sprawy, że to postać z filmu. Przed rozpoczęciem zdjęć do „Procesu Siódemki…” starałem się dotrzeć do wszystkich nagrań z jego udziałem. Przesłuchałem występy w radiu, widziałem też krótkie zapisy filmowe jego przemówień – nie było tego zbyt wiele, niestety. Im dłużej się przygotowywałem, tym silniej docierało do mnie, że Abbie był przede wszystkim urodzonym mówcą, agitatorem, który potrafił tak dobierać słowa, by porwać słuchaczy – nawet takich, którzy niezbyt byli zainteresowani tym, co miał do powiedzenia. Świetnie układał zdania, dobierał słowa, robił przerwy w odpowiednich miejscach. Potrafił też rozbawić widownię jak zawodowy komik. Grając Abbiego, starałem się przede wszystkim opanować jego słownictwo. Z Boratem z kolei miałem więcej swobody, choć dla niego trzeba było wymyślać charakterystyczne powiedzenia zupełnie od zera. Tak czy owak, zaczynam zawsze od języka. Wszystko inne przychodzi później.
Oglądałam „Borata” z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony tytułowy bohater jest niewątpliwie zabawny, ale z drugiej – ludzie, z którymi się spotyka i z którymi rozmawia są naprawdę straszni. Nie byłeś przerażony, stając z nimi twarzą w twarz?
Zdawałem sobie sprawę, że podobnie jak w pierwszym filmie czeka mnie sporo nieprzyjemnych sytuacji. Podczas pierwszych dni zdjęciowych pojechaliśmy na wiec miłośników broni palnej w Richmond. Tuż przed rozpoczęciem imprezy wyszło na jaw, że FBI wykryło planowany zamach. Jakieś rasistowskie ugrupowanie zamierzało wywołać na wiecu strzelaninę. Na szczęście udało się to udaremnić, ale i tak atmosfera była napięta. Po raz pierwszy w karierze nosiłem pod ubraniem kamizelkę kuloodporną. Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło! Ale na tym wiecu było tyle broni, że wystarczyłby jeden przypadkowy strzał, by rozpętało się piekło. W każdej chwili trzeba było liczyć się z tym, że można oberwać jakąś zbłąkaną kulą.



![Intensywne deszcze dały się we znaki mieszkańcom Tarnowa i regionu [ZDJĘCIA] Lokalne podtopienia](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/08/Lokalne-podtopienia-4-218x150.jpg)


![Sierpniowe wycieczki enomeleksem także do gminy Ryglice [ZDJĘCIA] Enomeleks gmina Ryglice](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/08/Enomeleks-gmina-Ryglice-4-218x150.jpg)

















