Zacny jubilat

0
300
REKLAMA

Jest artystą cenionym i szanowanym, jeszcze kilka lat temu regularnie koncertował. Nazywa się Chris Farlowe i w minioną niedzielę skończył 79 lat.

REKLAMA

Im dłużej żyję, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że na mojej liście wszech czasów piosenka Out Of Time w wersji Chrisa Farlowe’a ma zapewnione miejsce w czołowej setce. Powodują to sentymenty, ale nie wyłącznie, bo to świetnie zaśpiewany i, mimo upływu lat, wciąż znakomicie brzmiący przebój.
W 2004 roku (przed koncertem w Tarnowie), gdy zapytałem o to, jak doszło do nagrania Out Of Time, artysta odpowiedział: Poznałem Micka Jaggera jeszcze przed założeniem The Rolling Stones. Graliśmy razem w wielu londyńskich klubach. Tam przychodziło mnóstwo ludzi i sporo muzyków. Muzycy mają taki zwyczaj, że w takich miejscach, często przy barze, dużo rozmawiają ze sobą i z czasem zaprzyjaźniają się. Dlatego też, gdy Mick i jego kapela stali się sławni, a my graliśmy w podobnym do nich stylu, nagraliśmy kilka ich piosenek, między innymi właśnie Out Of Time. Latem 1966 roku jego wersja tej piosenki, wyprodukowana przez Micka Jaggera, zawędrowała na szczyty angielskich list przebojów.
Jubilat właściwie nazywa się John Henry Deighton. Urodził się 13 października 1940 roku w Islington, w północnym Londynie, a było to, jak sam twierdzi, podczas niemieckich nalotów na stolicę Albionu.
Pierwszym idolem Farlowe’a był Lonnie Donegan. Pod jego wpływem, jeszcze jako nastolatek, założył John Henry Skiffle Group, formację, która zajęła pierwsze miejsce w krajowym konkursie grup skifflowych, a w której zarówno śpiewał, jak i grał na gitarze. W końcu lat pięćdziesiątych zostawił gitarę i skoncentrował się na sztuce wokalnej. Założył zespół Chris Farlowe & The Thunderbirds. Nazwisko Farlowe (dodając literę „e”) wziął od jazzowego gitarzysty Tala Farlowa, natomiast Thunderbirds od nazwy luksusowego Forda Thunderbirda.
W roku 1962 grupa wyjechała na miesięczny kontrakt do Frankfurtu. Tam Farlowe poznał właściciela londyńskich klubów „Ram Jam” i „Flamingo”. Występując w tych lokalach stał się faworytem fanów rhythm and bluesa i nagrał debiutancki singel Air Travel. Potem był lokalny hit The Blue Beat oraz covery, w postaci In The Midnight Houre, Mr. Pitiful czy Satisfaction. Wkrótce, dzięki Out Of Time, artysta odniósł pierwszy poważny sukces komercyjny. Potem zarejestrował sporo dobrych numerów, z których dziewięć uplasowało się w pierwszej setce brytyjskiej listy przebojów. Znalazły się wśród nich Ride On Baby, Just a Dream oraz klasyczny Handbags And Gladrags Mike’a D’arbo z zespołu Manfred Mann.
Warto też wspomnieć, że jubilat, jeszcze zanim zaczął odnosić sukcesy, kumplował się z Jimmym Page’em. W 2004 roku tak o tym mówił: Jimmy’ego poznałem w czasach, kiedy chodził do szkoły. Znamy się więc od końca lat 50-tych. Wielokrotnie razem grywaliśmy, jeszcze na długo przed powstaniem Led Zeppelin. Gdy Jimmy tworzył tę kapelę, byłem drugim w kolejności kandydatem na wokalistę. Niestety drugim po Robercie Plancie. Później dość często grywaliśmy razem. Jimmy zapraszał mnie do nagrań, jak choćby przy płycie „Outrider”. Czynił tak ze względu na podobieństwo mojego i Roberta głosu – wysokiego i silnego. Do dzisiaj jesteśmy w dobrej komitywie, kiedy spotykamy się na ulicy albo w klubie, zawsze znajdziemy trochę czasu na rozmowę i drinka.
W roku 1970 jubilat dołączył do znakomitego bandu – Colosseum. Potem przez krótki czas śpiewał w zespole Atomic Rooster, który wylansował rockowe hity w postaci Tommorow Night oraz Devil’s Answer. Po występach estradowych i nagraniu dwóch płyt z Atomic Rooster, Farlowe na jakiś czas porzucił muzykę. Pojawił się dopiero w 1975 roku, najpierw za sprawą wydanego ponownie Out Of Time, a zaraz potem dzięki albumowi The Chris Farlowe Band – Live. Niestety, mimo mocnego i charakterystycznego głosu nie udało mu się znaleźć miejsca w jakimś ważnym rockowym bandzie. Zapewne stało się tak dlatego, że jego aparycja niezbyt pasowała do roli seksownego frontmena (vide Robert Plant).
Wydane w tym stuleciu albumy oraz płyty DVD z koncertami (trzy w serii At Rockpalast) przedstawiają Farlowe’a w bardzo przyzwoitej formie. Czas jednak płynie i dziś, gdy artysta ma na karku blisko 80. wiosen, trudno wymagać, by dysponował tak potężnym wokalem jak niegdyś.
Kończąc, z przyjemnością wspomnę, że jubilata oklaskiwałem dwukrotnie. Piętnaście lat temu w tarnowskim teatrze podczas występu z zespołem Norman Beaker Band, a potem w 2011 roku na Festiwalu Legend Rocka w Dolinie Charlotty, gdzie dał znakomity koncert z legendarnym Colosseum. A tak poza wszystkim, co by o jubilacie nie mówić, wśród wokalistów plasuje się w ekstraklasie wszech czasów.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o