Została po nich muzyka

0
344
REKLAMA

Wszystkich Świętych. Czas zatem, by wspomnieć artystów, którzy odeszli w ostatnich dwunastu miesiącach. Po tamtej stronie, jak co roku, znalazło się pokaźne grono zasłużonych wykonawców. Dziś przypominam zaledwie dwudziestu z nich.

REKLAMA

6 listopada ubiegłego roku, w wieku 86 lat zmarł Francis Lai, francuski kompozytor muzyki filmowej, autor ponad 600 piosenek, laureat Oscara i Złotego Globu za najlepszą muzykę do melodramatu Love Story. Twórca, który wielką popularność zyskał dzięki muzyce do legendarnego filmu Kobieta i mężczyzna (1966). Nie mniejszego formatu artystą był zmarły w lipcu 88-letni João Gilberto, brazylijski współtwórca bossa novy, piosenkarz, gitarzysta i kompozytor, odznaczony w Brazylii Orderem Zasługi dla Kultury. Autor wielu ponadczasowych kompozycji o statusie standardów.

Z rockowych perkusistów, którzy już nie zagrają, należy wspomnieć zmarłego w styczniu Paula Whaleya, współtworzącego niegdyś legendarny amerykański zespół Blue Cheer, grającego w The Cure Andy’ego Andersona (zmarłego miesiąc później) i 90-letniego Hala Blaine’a, który odszedł w marcu, a nagrywał z największymi sławami amerykańskiej sceny muzycznej lat 60. i 70. Pałker ten w 2007 roku został sklasyfikowany na 43. miejscu listy 50 najlepszych perkusistów rockowych według Stylus Magazine. Najsłynniejszym jednak w tym gronie pozostaje zmarły w październiku 80-letni Ginger Baker, niezwykle kreatywny, legendarny muzyk zespołów Cream oraz Blind Faith, sklasyfikowany na wspomnianej liście na pozycji 16.

Odeszli także basiści: Gary Duncan z psychodelicznej grupy Quicksilver Messenger Service, Larry Taylor występujący z zespołem Canned Heata także Larry Junstrom z amerykańskiego bandu 38 Special. Nie zagra też kilku uznanych gitarzystów, ot, jak choćby Bernie Tormé grający m.in. w zespole Iana Gillana oraz aktywny do końca swoich dni, zmarły w marcu 81-letni Dick Dale, którego grą inspirowali się m.in. Jimi Hendrix i Stevie Ray Vaughan.

W marcu odszedł Scott Walker, amerykański wokalista i instrumentalista, wcześniejszy lider grupy The Walker Brothers (wielki hit The Sun Ain’t Gonna Shine Anymore z 1966 roku). Również w marcu zmarł samobójczą śmiercią 49-letni Keith Flint – wokalista zespołu The Prodigy. W kwietniu natomiast odszedł Paul Raymond – wieloletni klawiszowiec zespołu UFO.

W czerwcu zakończył ostatecznie swoją twórczość Dr. John, ceniony amerykański wokalista, pianista i gitarzysta, wielokrotny laureat nagród Grammy, wprowadzony w 2011 roku do Rock and Roll Hall of Fame. W sierpniu zmarł Ric Ocasek, czeskiego pochodzenia gitarzysta i wokalista zespołu Cars (hit Drive). Trudno też nie wspomnieć najsłynniejszego piosenkarza czeskiego XX wieku – Karela Gotta, który 1 października zmarł w wieku 80 lat, pozostawiając po sobie liczne przeboje, świetne wykonania światowych hitów i wciąż niemałe, zwłaszcza w naszej części Europy, grono postarzałych fanów, a zwłaszcza fanek.

Z polskich artystów wspominam cztery osoby. W końcu lutego, w wieku 61 lat odszedł Janusz Skowron – ceniony muzyk jazzowy, pianista, kompozytor i aranżer. Znany z zespołów String Connection i Walk Away, współpracownik Tomasza Stańko, Zbigniewa Namysłowskiego i wielu najwybitniejszych artystów zarówno jazzowych, jak i rockowych. W maju, tuż przed 81 urodzinami zmarła Izabela Skrybant-Dziewiątkowska, wokalistka Tercetu Egzotycznego – zespołu, który wśród bardziej wymagającej widowni nigdy nie cieszył się estymą, za to stał się tym, którego piosenki w latach 60. (na czele z osławioną Pamelą) trafiły pod strzechy. W 2010 roku artystka została oznaczona przez ministra kultury i dziedzictwa narodowego Bogdana Zdrojewskiego medalem Zasłużony Kulturze Gloria Artis.

W lipcu, przeżywszy 70 lat, odszedł Aleksander Bem – perkusista, wokalista i kompozytor. Był bębniarzem zespołów Pięciu oraz Quorum. W grudniu 1970 roku został współzałożycielem grupy Bemibek, która potem przekształciła się w Bemibem. Jako muzyk sesyjny pojawił się na płytach Stana Borysa, Piotra Figla, Maryli Rodowicz, Klanu i Tadeusza Woźniaka. W sierpniu natomiast zmarł Cezary Szlęzak, 72-letni multiinstrumentalista, niegdyś występujący m.in. z zespołem Tajfuny (grał na fortepianie w przeboju Zielone wzgórza nad Soliną), jednak najbardziej zapisał się w pamięci jako członek jednego z najpopularniejszych polskich zespołów lat 70. – Dwa Plus Jeden.

Śmierć to jedyny pewnik, z którym, wcześniej czy później, przychodzi się każdemu zmierzyć. Na szczęście po muzykach zostają nagrania, zarejestrowane koncerty i kompozycje, często wybitne.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o