Czy leci z nami pilot?

0
62

Tytuł nieprzypadkowy, bo sytuacja w Tarnowie poziomem absurdu dogania sytuację z filmu sprzed lat, a i pytanie z tytułu jest chyba bardzo na czasie. Obserwujemy właśnie dramatyczną sytuację na zakorkowanych drogach w każdej części miasta. Wynika to nie tylko z przeprowadzanych wyjątkowo nieudolnie i niespotykanie długo remontów przez kolej (na Krakowskiej, Warsztatowej czy Gumniskiej), na które nikt nie ma lub nie chce mieć wpływu. Oto miejskie służby dokładają co chwilę swoją część do paraliżu miasta, tworząc nowe utrudnienia w miejscach, gdzie dotąd ich nie było.
Tak jest np. na ulicy Kwiatkowskiego, która była jedyną alternatywą dla ulicy Krakowskiej sparaliżowanej kolejowym remontem dla osób chcących się dostać do centrum miasta z Mościc i w drugą stronę. Wbrew słowom prezydenta Ciepieli, remont ten sparaliżował część miasta. Pytanie: czy był tak pilny? Nawierzchnia jest tam chyba w stanie dużo lepszym niż na większości tarnowskich dróg, a zatrzymujące się autobusy zdecydowanie mniej przeszkadzają niż rozpoczęty remont. Zwłaszcza że znów zaczyna się w połowie września, co skutkować będzie zapewne tym, co oglądamy co roku – finalizowany będzie w niezbyt sprzyjających takim pracom jesiennych (oby nie zimowych) warunkach. Nie można było tego wykonać w wakacje albo przełożyć na rok przyszły?
I sprawa dotyczy nie tylko dróg, ale wielu innych miejskich inwestycji, które nigdy jakoś nie mogą się skończyć w zakładanym terminie. Wygląda jednak na to, że nikt nie panuje nad tym, co dzieje się w mieście, i każdy robi, kiedy chce i co chce. Może zatem prezydentem miasta powinien zostać jakiś naczelnik od kolei? Przynajmniej miałby wpływ na najbardziej irytujące i paraliżujące miasto remonty…

REKLAMA

A.B., Tarnów
(personalia do wiadomości redakcji)

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o