Kosztowni czeladnicy

0
24

Przeczytałem w ostatnim TEMI, że strajkujący lekarze‑rezydenci nie strajkują bo zarabiają ok. 3 tys. zł brutto. Nie chcą jednak podjąć rozmów, bo proponowane im 4,5 tys. zł też ich nie satysfakcjonuje. Informacja ta pokazała, jak łatwo jest stracić kontakt z rzeczywistością. Polska to kraj na dorobku, gdzie wiele osób całkiem nieźle wykształconych pracuje za mniej niż owe 3 tys. zł brutto bez szans na wyraźny wzrost zarobków, o osiągnięciu proponowanego uczniom‑lekarzom poziomu 4,5 tys. zł, czyli tzw. średniej krajowej nawet nie marząc.
Ludzie ci płacą podatki, z których finansowana jest kosztowna edukacja lekarzy, gdyż kierunek ten uważany jest za jeden z najdroższych i koszt wykształcenia jednego studenta‑lekarza idzie w setki tysięcy złotych. Potem Państwo płaci za dwa kolejne lata nauki lekarza‑rezydenta, gdyż nie czarujmy się, poziom wiedzy absolwenta uczelni medycznej nie pozwala mu na samodzielną pracę, musi mieć jeszcze te dwa lata, by móc samodzielnie leczyć. To tak jak prawnicy, tylko oni często muszą swoją aplikację odbywać praktycznie za darmo, a jakoś nie słychać ich protestów.
A to dlatego, że prawnik, tak jak i lekarz to zawody, w których po uzyskaniu odpowiednich uprawnień zarabia się bardzo dobrze, co rekompensuje czas poświęcony na naukę. Zarobki lekarzy wynoszące kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie nie są dziś niczym szczególnym. Sytuacja taka dotyczy wielu zawodów, np. inżynierów, którzy dopóki nie zdobędą stosownych uprawnień, nie zarabiają wiele.
Co by było, gdyby do strajku lekarzy‑rezydentów dołączyli młodzi przedsiębiorcy domagający się od Państwa minimalnego dochodu swej początkującej działalności. Oni wiedzą, że na początku drogi czeka ich dużo pracy i być może znikomy dochód, ale liczą na to, że ich praca zwróci im ich wcześniejsze nakłady w przyszłości. A nie mają tu takiego stopnia pewności jak lekarze.
Tak więc finansowa inwestycja całego polskiego społeczeństwa w przyszłego lekarza to kwota ogromna, więc jego oczekiwania, by zarabiać na start ponad 6 tys. zł, są, delikatnie mówiąc mocno przesadzone i nie na miejscu.
„Młodzi czeladnicy” w telewizyjnych programach potrafili się wypowiadać: –„jak nie dostanę tej podwyżki, to wyjeżdżam na zachód”. Ja po prostu myślę, że niemoralne jest skorzystać z pół miliona złotych nakładów na naukę, a potem tak stawiać sprawę. Dlatego też dobrze by było, żeby rządzący stworzyli procedurę broniącą nas wszystkich przed taką postawą.
Wydaje mi się, że troska młodych ludzi o stan polskiej opieki medycznej, wyrażana poprzez żądanie wzrostu nakładów na służbę o tyle pieniędzy, ile teraz wydajemy w skali roku na polską armię, jest tylko zasłoną dla łapczywej postawy dotyczącej zarobków.
Może zamiast skupiać się na pieniądzach, zanim zacznie się coś oferować społeczeństwu, młodzi adepci sztuki lekarskiej zajmą się reformą wewnątrz swego środowiska, bo każdy z nas ma swoje niemiłe doświadczenia w takich kontaktach i nie musi nawet iść do kina na „Botoks”…
A władający naszym krajem niech wezmą przykład z bogatszych krajów i przemyślą proces szybkiej nostryfikacji dla nieźle wykształconych lekarzy ze wschodu. Będziemy mieli specjalistów bez wydanych kroci na ich kształcenie oraz na późniejsze utrzymanie czeladników w fachu, lekarzy rezydentów.

REKLAMA

Zdzisław – pacjent z Tarnowa

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o